poniedziałek, 14 lipca 2014

II

II
Obudziło mnie cichutkie brzdąkanie na gitarze. Pogrążona w półśnie nie wiedziałam, gdzie się znajduje, było mi ciepło, przyjemnie... w końcu zaczęło do mnie docierać, że jestem w mieszkaniu jakiegoś faceta i... leżę odkryta, z koszulą nocną podwiniętą do pasa i świecę gaciami.  Nigdy nie miałam figury modelki, byłam raczej niska i okrągła. Więc Mikko miał doskonały widok na mój wielki tyłek okryty niebieskimi bawełnianymi majtasami. Zerwałam się i usiadłam okrywając się kocem. Mikko siedział obok trzymając gitarę i zapisując coś w zeszycie. Gdy zauważył, że się obudziłam uśmiechnął się szeroko.
-No witam śpiąca królewno, kawy?
-T..tak, poproszę...
Był jakiś inny dziś rano. Uśmiechnięty, wesoły. I wyglądał baaardzo apetycznie w samych spodniach wiszących nisko na biodrach i rozpuszczonymi, mokrymi włosami. Sięgały mu do ramion.  Jego ręce i część pleców pokrywały czarne tatuaże. Miło się na niego patrzyło. Przypomniałam sobie o mojej pobudce i spaliłam raka. Pewnie rozbawiły go widoki... Wrócił do mnie w kubkiem kawy, cały czas uśmiechając się. Patrzył na mnie gdy piłam.
-Idź się ogarnij, zabiorę cie na zwiedzanie.
-Po co?
-Przyjechałaś zwiedzać, więc pokaże ci kilka fajnych miejsc, zjemy coś na mieście a wieczorem wsadzę cię w pociąg do Moskwy.
Zrobiło mi się głupio... Patrzyłam w internecie rozkład pociągów i nie stać mnie na taką podróż. Pociąg nocny kosztuje trzy razy tyle co lot tanimi liniami.
-Wolałabym lotnisko.
-To na lotnisko.
-Ale dlaczego?
Uśmiechnął się tylko tajemniczo i zebrał papiery ze stolika. Nie  wiedziałam co mam o tym myśleć. Poszłam do łazienki, wzięłam szybko prysznic i starałam się okiełznać włosy. Były już stanowczo za długie, w kolorze truskawkowego blondu. Przyjrzałam się sobie w lusterku. Przez chwilę przemknęło mi przez myśl, że może mu się spodobałam, dlatego zaczął być taki miły. Cóż, lusterko utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie mogę się nikomu podobać. Sianowate włosy, ni to rude, ni to blond. Brązowe oczy, zdecydowanie za duże w stosunku do reszty twarzy, usta też raczej pospolite... Do tego jestem mała i okrągła. Nie ważne ile ćwiczę, tyłek pozostaje ogromny, a cycki nie dają się nawet okiełznać push upem. On po prostu jest miły. Zrobiło mu się mnie szkoda i dlatego chce mi pokazać miasto. Nic więcej. Ta myśl okazała się zaskakująco przykra. Moja siostra zawsze mi powtarzała, że nigdy sobie nikogo nie znajdę, że faceci nie lubią pyz. Dlatego jeśli już znalazł się jakiś chłopak zainteresowany mną, kończyło się po kilku randkach i kilku buziakach.
Umalowałam się, ubrałam i zeszłam na dół. Mikko zrobił śniadanie, które zjedliśmy w ciszy.
-Gotowa? Za 20 minut jest pociąg, jeśli zbierzemy się teraz to zdążymy.
-Gotowa...
***
Mikko okazał się być wspaniałym facetem. Oprowadzał mnie po mieście i opowiadał o wszystkim tak, że co rusz wybuchałam śmiechem.
-Więc co będziesz studiowała?
Siedzieliśmy w małej przytulnej kawiarence i grzaliśmy się po długim spacerze.
-Grę na skrzypcach. Chcę zrobić licencjat na Sibeliusie, a później może filharmonia? Kto wie.
-Więc muzyka. Co cię do tego skłoniło?
-Właściwie nie wiem...-zastanawiałam się przez chwilę- Myślę, że...
nie wiedziałam co powiedzieć. Wiedziałam, że jak już zacznę, tama puści i wyrzucę z siebie wszystko. Spojrzałam na Mikko. Wpatrywał się we mnie autentycznie ciekawy. Pomógł mi i to bardzo, więc chyba mogę mu opowiedzieć... Westchnęłam.
-Ehh.. Mój tata miał hopla na punkcie instrumentów. Twierdził, że to rozwija inteligencję i obie z siostra musiałyśmy się uczyć grać na czymś. Obie wybrałyśmy skrzypce. Moja siostra.. ona była zawsze we wszystkim lepsza. Ładniejsza, mądrzejsza, zawsze dostawała od rodziców co chciała. Dla mnie gra na skrzypcach była tylko milą rozrywką, ale gdy Vera zaczeka odnosić sukcesy, skończyła szkołę muzyczną z wyróżnieniem, mój tata zaczął na mnie naciskać. Patrz na Verę, mówił, ona coś osiągnie w życiu a ty? Tylko latasz po tych koncertach, imprezach, słuchasz tego jazgotu. Chciałam ich zadowolić, więc zaczęłam intensywniej ćwiczyć. Gdy miałam siedemnaście lat a Vera dwadzieścia odbiło jej.  Zrobiła się nie do wytrzymania. Dostała się na akademie Sibeliusa i według niej to dawało jej prawo do pomiatania mną. Odbijała mi chłopaków, wyzywała mnie od grubasów, mówiła, że nigdy jej nie dorównam. Nienawidziłam ją. Dwa lata później, gdy przyjechała na wakacje, usłyszałam jak rozmawia z koleżanką ze szkoły o jakiś koncertach. Wstrząsnęło mną to, okazało się, że moja idealna siostra jeździ z koleżankami za jakimś zespołem heavy metalowym i sypia z jego członkami. Pokłóciłyśmy się strasznie, wtrącili się rodzice. Vera oczywiście zrobiła z siebie ofiarę, rodzice strasznie się na mnie zdenerwowali, bo przecież jestem po prostu zazdrosna. Powiedzieli, że jadą do centrum handlowego a ja mam siedzieć sama w domu i wszystko sobie przemyśleć. Jak ja mogłam obrazić ich idealną Verkę! Było już ciemno jak wracali i wtedy zdążył się ten okropny wypadek. Pijany kierowca wjechał w ich samochód ciężarówką. Zostałam sama. Dlatego wysłałam aplikację na tą akademię. Vera studiowała tu tylko dla tego zespołu, przecież mogła studiować w Moskwie albo w Petersburgu. Ja chcę udowodnić sama przed sobą, że też jestem coś warta, że potrafię. Że jednak osiągnę coś w życiu.
Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Nie miałam odwagi podnieść oczu i spojrzeć na niego. Jeśli wcześniej tego nie zrobił to teraz na pewno uznał mnie za wariatkę...
-Chyba znałem twoją siostrę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz