sobota, 16 sierpnia 2014

V

Tralala, oto kolejna część! Miłej lektury życzę!


V
No i zaczęło się! Sobota, śliczny ciepły marcowy dzień w Helsinkach i ja nosząca pudła do mojego przytulnego pokoiku w akademiku. Dwie walizki ciuchów już były na gorze dzięki uprzejmości dozorcy. W poniedziałek zaczyna się nowy semestr w akademii i zarazem będzie to mój pierwszy dzień szkoły, a jutro pierwszy dzień pracy w kawiarni. Poczyniłam też pewne przygotowania do dłuższego pobytu w Finlandii, mianowicie, zapisałam się na kurs językowy. Czas złapać byka za rogi i udowodnić wszystkim, że potrafię!

Za tak niską cenę, nie spodziewałam się luksusów, ale mój pokoik był przytulny. Łóżko, szafa, mała łazienka z prysznicem, biurko z jednym krzesłem i mały stolik przy łóżku. Tylko musiałam jak najszybciej zmienić zasłony w oknach, te w kolorze zgniłej zieleni z różowymi kwiatami były wręcz ohydne. Wypakowałam swoje książki, ciuchy pookładałam schludnie w szafie. Łazienka pachniała mocno środkami do dezynfekcji, więc trzeba będzie postarać się o jakiś psikacz zapachowy. Gdy już byłam rozpakowana a mój największy skarb, skrzypce, które dostałam od dziadka na 10 urodziny, leżały na honorowym miejscy na biurko, usiadłam i zaczęłam robić listę zakupów, tłumacząc przy okazji w internecie, nazwy produktów na fiński. Na piętrze była jedna wspólna kuchnia z dwoma lodówkami, w których każdy pokój miał swoją półkę i po osobnej szafce na talerze kubki i sztućce. Oczywiście muszę do dopisać do swojej listy, bo nie wzięłam nic z domu. Jutro rano miałam się spotkać przed pracą z Mariką, Estonką która mi ją nakręciła więc nie miałam już za dużo czasu na zakupy. Szybko spakowałam swoją listę, z pudełka w szafie wzięłam pieniądze i ruszyłam w miasto.

Teraz było mi zdecydowanie łatwiej. Mimo, że moja znajomość języka ograniczała się na razie do powiedzenia "dzień dobry" "do widzenia"  "nazywam się...." i "nie mówię dobrze po fińsku" i tak czułam się dużo pewniej niż trzy miesiące temu, kiedy... Nie będę o tym myślała, czułam się pewniej, to najważniejsze. Kilka ulic od mojego akademika znajdował się duży supermarket w którym spokojnie mogłam zrobić wszystkie zakupy z listy. Zaczęłam do kosmetyków. Zaczęły się również problemy, stałam przy półce z szamponami i próbowałam rozróżnić ich typy. Mam włosy o które naprawdę muszę dbać bo inaczej zaczynają się mechacić i kołtunić. Szampon do włosów suchych i odżywka to podstawa. Stałam tak Bóg wie ile, aż przyszedł mi z pomocą chłopak z obsługi. Był młody, wydaje mi się, że tylko trochę starszy ode mnie. Burknął coś do mnie po fińsku a ja miałam okazję użyć moich nowo nabytych zdolności językowych:

-Nie mówię dobrze po fińsku.

-Angielski?

-Jak najbardziej.

-W czymś pomóc?

-Szukam szamponu do włosów suchych i odzywki.

 Przyjrzałam mu się. Nie był przystojny, można nawet powiedzieć, że był brzydki. Blondyn z czerwoną jakby opuchniętą twarzą, pryszcze i parę kilogramów za dużo. On za to patrzył na mnie tymi małymi świdrującymi oczami jak na wielki kawałek tortu.

-Trzymasz go w ręku. Czy o ty dzisiaj wprowadzałaś się do akademika dziewczyn?

-Tak, ja.

-Jestem Sven, też studiuję na tej uczelni, nie jesteś stąd prawda? Pokazać ci miasto? Może pójdziemy jutro na kawę?

-Niee... raczej nie. Zaczynam jutro pracę.

-Muszę wracać do roboty, dasz mi swój numer, jak się nazywasz?

-Mina i nie kupiłam jeszcze nowej karty do telefonu i no...

Złapałam swój koszyk i uciekłam stamtąd. Nie byłam aż tak zdesperowana. Może i chłopak okazałby się sympatyczny, słodki, romantyczny. Ale wiało od niego desperacją na kilometr...
Wpakowałam szybko do wózka wszytko co miałam na liście cały czas "przypadkiem" wpadałam na Svena. Wracałam do domu obładowana siatkami.
To był długi dzień. Padłam na łóżko i wsłuchując się w echa imprezy która odbywała się piętro wyżej zasnęłam.
                                                                     ***
Gdy rano chciałam zrobić sobie śniadanie a okazało się, że polowa moich zakupów spożywczych zniknęła zaczęłam tracić entuzjazm. Nie wyspałam się bo w środku nocy impreza przeniosła się na moje piętro i miałam za drzwiami wrzeszczący tłum. Przynajmniej zachowywali się jak tłum.
Ubrałam się schludnie w białą bluzkę i czarne jeansy, jak na kelnerkę przystało a włosy związałam w dobierany warkocz. Sven ma szczęście, że wcisnął mi dobry szampon. Jak bym jeszcze musiała walczyć z kołtunami, pocięłabym się nożem do masła.
Kawiarnia jak kawiarnia. Owszem był tu większy ruch niż normalnie, a większość klientów to zagraniczni turyści zwiedzający pobliskie zabytki. Ale byłam zbyt wściekła i głodna by pałać entuzjazmem w pierwszy dzień pracy.

-Mina! W końcu! Chodź przedstawię cie szefowi i pokaże co i jak. Jest dużo roboty, musisz zacząć od zaraz!

Nie miałyśmy nawet czasu żeby pogadać. Miałam dokładne wytyczne co i jak podawać, jak obsługiwać gości i co mówić. Dość szybko nauczyłam się obsługiwać wielki ekspres do kawy wyglądający, jak dla mnie, jak prom kosmiczny. Mam nadzieję, że nie jest tu tak ciągle. Nie będę miała siły, żeby się uczyć...
Gdy w końcu dostałam 30 minut przerwy, padłam na krzesło na zapleczu i wyciągnęłam nogi. Bolały cholernie. Manewrowanie między stolikami mnie wykończyło. Musze zainwestować w parę balerinek, praca w glanach to niezbyt dobry pomysł. Wkrótce dołączyła do mnie Marika.

-Hej, jak ci idzie?

Zaczęłam się śmiać. Sadzę, że to było po mnie widać.

-Okropnie, muszę się przyzwyczaić.

-Dasz radę, zazwyczaj nie jest tu tak tłoczno, ale powoli zaczyna się sezon.

-Nie brzmi to optymistycznie.

-Dasz radę, chodź, musimy wracać.

Dam radę? Wątpię?
                                                                                  ***
I zwątpiłam. Był już piątek, minął pierwszy tydzień szkoły. To było straszne! Dołączyłam do grupy w drugim semestrze więc zgrana grupa przyjęła mnie dość chłodno. Do tego okazało się, że muszę zostawać dwie godziny dłużej po zajęciach, żeby nadrobić materiał z poprzedniego semestru. Gdy pakowałam swoje rzeczy na koniec dnia, po całym tygodniu bolały mnie ręce od robienia notatek i gry na skrzypcach. Byłam wykończona fizycznie i psychicznie.
Nawet pogoda się na mnie wypięła. Gdy wyszłam na dwór lało jak z cebra, więc już po kilku metrach byłam przemoczona.

-Znowu nie masz czapki? Chociaż teraz bardziej przydał by ci się parasol

Stanęłam jak wryta. Tego już było za dużo. Futerał ze skrzypcami i moja torba spadły głucho na mokrą ziemię a za nimi ja. Co on ode mnie chce? Patrzeć jak sobie nie radzę?

-Skarbie, co jest?

Mikko ukucnął przy mnie trzymając parasol nad nami i podniósł moje skrzypce. Nie mogłam na niego spojrzeć. Widziałam tylko jego rękę gdy zbierał moje rzeczy.

-Po co znowu się na mnie czaisz?! Mało co?!

-Wstawaj, jedziesz do mnie. Musimy porozmawiać.

-Nie mogę jechać do ciebie. To za daleko, a już wieczór.

-Więc do ciebie.

Zamówił taksówkę, po czym rzucił do niej moje rzeczy, podniósł mnie z ziemi jak bym była piórkiem i wsadził na tylne siedzenie. Sam wsiadł z przodu i powiedział taksówkarzowi adres. Skąd wiedział gdzie mieszkam? Nie byłam w stanie na niego patrzeć. Było mi tak cholernie wstyd. Sama nie wiem za co. Za to, że już po pierwszym tygodniu mam dosyć, że marzę, żeby jebnąć to wszytko w cholerę, wrócić do Moskwy? Czy za to, że widział moją słabość? Chciałam być silna, a gdy usłyszałam jego głos tama pękła.
Podróż nie trwała długo, zebrałam swoje rzeczy i wypadłam z taksówki jakby się paliło, nawet nie zawracając sobie głowy zamknięciem drzwi.  Czekałam na windę, gdy dołączył do mnie Mikko. Nie odezwał się, zabrał mi tylko przemoczony futerał i torbę. Moje wszystkie notatki były brudne w błocie. super, dodatkowa praca... W milczeniu pokonaliśmy te kilka pięter, Mikko nawet nie odezwał się gdy zobaczył mój mały pokoik. Wcześniej myślałam, że jest przytulny, teraz to była klatka, zawalona górą kartek w pięciolinie, książek ciuchów.

-Mam bałagan.

-Widzę. Chodź tu...

Przyciągnął mnie do siebie i zdjął ze mnie kurtkę, buty, a gdy zaczął rozpinać mi spodnie, złapałam go za ręce.

-Co ty robisz?

-Rozbieram cię, przeziębisz się zaraz. -Pozwoliłam mu zdjąć z siebie te cholerne spodnie. Wygrzebał z szafy ohydne spodnie od dresu, które zakładałam w tych rzadkich chwilach, gdy wybierałam sie na siłownie. Pomógł mi je założyć i poszedł do łazienki po ręcznik, którym owinął mi włosy. Rozsiadł się po wszystkim na moim łóżku i spojrzał na mnie nie kryjąc satysfakcji.

-Przyjechałem do ciebie, żeby porozmawiać o twoim notorycznym unikaniu mnie i wymówkach, którymi zarzuciłaś mnie przed swoim domem, ale widzę, że dzieje się coś poważnego, gadaj.
Co tu było do gadania? nie miałam zamiaru mu opowiadać po porażce, którą poniosłam. Wzruszyłam tylko ramionami.

-No dobrze, więc wygląda na to, że zostanę tu na dłużej. -Zdjął buty i rozłożył się na moim łóżku zakładając ręce pod głowę.

-Nie ma o czym mówić, widzisz przecież sam.

-Posłuchaj mnie głupia dziewucho. Nie obchodzi mnie co naczytałaś się w internecie, jak mogłaś w ogóle pomyśleć, że cie wykorzystałem?! Podałaś mi zły numer telefonu więc nie mogłem się dodzwonić a później uganiałem się przez całą Moskwę, żeby cię znaleźć. Myślałem, że spotkasz się ze mną po koncercie, pójdziemy na randkę, a ty uciekłaś zanim zdążyłem kogoś po ciebie wysłać.

O cholera... Moje poczucie winy zjadało mnie od środka.

-Wiem, co piszą o mnie w internecie, że jestem jakimś ćpunem, alkoholikiem i bóg wie kim jeszcze, ale ja mam już to za sobą. Nie zmienię mojej przeszłości, jaka by nie była.

-Czyli to prawda tak? To o twojej narzeczonej?

-Nie do końca... -Usiadł i zaczął nerwowo wykręcać palce, zmieszał się. Przez chwilę czekałam aż mi odpowie, ale najwyraźniej nie miał zamiaru...

-Po prostu zrozum mnie. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. W nocy byłeś oschły, wypytywałeś mnie o wszystko takim tonem jak byś prowadził przesłuchanie jakiegoś przestępcy, a rano gdy zabrałeś nie na zwiedzanie miasta, byłeś jakiś inny, czuły i w ogóle, a później zobaczyłam te zdjęcia...

-Uderzyłem ją. Raz. Miałem problem z alkoholem, czasem po koncercie wciągnąłem kreskę lub dwie, ale głownie piłem. Sandrę poznałem jeszcze w szkole i zakochałem się do szaleństwa. A jej chodziło tylko o moje pieniądze. Zrozumiałem to dopiero po czasie, a to, że zgodziła się wyjść za mnie dopiero jak zaczęło być głośno o moim zespole nie dało mi nic do zrozumienia. Tego wieczoru olałem ją i wybieranie tapet czy tam dywanów do nowego domu, bo wolałem pić w barze z kumplami. Gdy wróciłem do naszego mieszkania, pijany oczywiście, zaczęła robić mi wymówki, wykrzyczała mi w twarz, że od prawie roku spotyka się na boku z tym gogusiem z telewizji, że mnie nigdy nie kochała, wykorzystała moją sławę, żeby samej wkręcić się w branże i już mnie nie potrzebuje. Jak rzuciła we mnie pierścionkiem zaręczynowym... -Znowu zwiesił głowę-... wziąłem zamach i uderzyłem ją w twarz. Upadła na podłogę i straciła na chwilę przytomność. A do mnie nie docierało co zrobiłem. Później odeszła i opowiedziała to wszystko w jakimś brukowcu oczywiście jeszcze wszytko koloryzując. Dało się to odkręcić, nasz manager się tym zajął, ja nie byłem w stanie. Zapłacił jej odpowiednią sumkę i zniknęła. Zmusił mnie, żebym zaczął się leczyć, zamknął w domu na przedmieściach. Dopiero wtedy do mnie dotarło co zrobiłem. Czuje przez to do siebie taki wstręt. Przestałem pić na umór, już nic nie biorę. I tak wegetowałem próbując pisać nowe piosenki i wiesz co jest śmieszne? Gdy zapukałaś do moich drzwi, miałem właśnie rozpieprzyć gitarę i skończyć to wszystko...

-Ale czemu byłeś dla mnie taki?-wtrąciłam się

-Nie rozumiesz? Nikt niby nie wiedział gdzie mieszkam. Oprócz chłopaków i moich rodziców. A tu nagle ktoś puka i prosi o nocleg. Myślałem, że jesteś jakąś psychiczną fanką i przyszłaś mi wskoczyć do łózka. Twoje pojawienie uznałem za znak. Napisałem tej nocy chyba ze cztery teksty i postanowiłem, że nie mogę cię puścić. Po prostu nie mogę. Pomagasz mi, nawet nie wiesz jak bardzo.

Ten człowiek ma poważne problemy emocjonalne, teraz to widzę. Nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć, a tym bardziej co mam mu powiedzieć. Popatrzyłam na niego, wyglądał na naprawdę załamanego. wiem, że powiedział mi to wszystko żebym mu zaufała, ale jak mogę ufać komuś, kto do cholery pobił swoją narzeczoną? Nie staram się go usprawiedliwić, ale prawda jest taka, że ona go sprowokowała. Nie mam pewności, czy kiedyś nie uderzy mnie. Warto ryzykować?

-Pójdę już i dam ci spokój. nie powinienem ci tego mówić, ale nie chciałem mieć tajemnic.

-Nie chce żebyś szedł... -Wyszeptałam cicho. Usiadłam obok niego i przytuliłam się do niego. Objął mnie mocno i zatopił twarz w ręczniku na mojej głowie.

-Daj mi szansę, udowodnię ci, że się zmieniłem. Możemy się spotykać jako przyjaciele, jeśli chcesz.

-Sama nie wiem czego chcę. Teraz nawet nie wiem, czy zrobiłam dobrze przeprowadzając się tu.
Rozsiedliśmy się wygodnie na łóżku, cały czas się przytulając.

-Powiedz mi co się dzieje, widzę, że jest źle.

-Nie daję rady. Jestem w szkole codziennie od 7 rano do 19, albo 20... Wracam do domu i muszę iść do sklepu bo współlokatorzy kradną mi z lodówki, a dziewczyna za ścianą ciągle sprowadza sobie facetów i pieprzy się z nimi, a ja nie mogę spać, tacy są głośni. Profesorka w szkole nie lubi Rosjanek, bo kojarzą jej się z prostytutkami i nadużywaniem alkoholu więc wyżywa się na mnie i zawala materiałem z poprzedniego semestru. Klasa mnie nie lubi, nikt nawet nie chce mnie poznać a praca w kawiarni to jakiś obóz pracy. Za mało kelnerek za dużo gości, a to dopiero początek, sezon się dopiero zaczyna. Nie dam rady, nie mam siły na nic a to dopiero pierwszy tydzień.

-Nie poddasz się. Nie pozwolę ci na to. Musisz po prostu wypracować sobie pewien rytm pracy, nie stresuj się, bo to nic nie da. Tak jak powiedziałaś, to dopiero pierwszy tydzień, nie ma sensu teraz rezygnować.

Wtuliłam się w niego mocniej. Może i ma racje, za szybko stwierdzam, że nie dam rady?  Zresztą nie mogę się skupić na niczym jak przytulam się do niego. Pachnie jak mężczyzna, żelem pod prysznic i czymś jeszcze, świeżo i apetycznie. I co ja mam z tobą zrobić Mikaelu? Skaczę na głęboką wodę, trudno, albo się utopię albo mnie wypchnie. Pogłaskałam go po klatce piersiowej, spiął się cały i objął mnie mocniej.

-Co robisz?

-Dotykam cię, ćwiczysz coś?

 Może nie był jakimś bykiem, ale pod koszula wyczułam kawał dobrze zbudowanej klaty. Może to przez stres, przez to co mi powiedział nie wiem, ale poczułam się na tyle odważna, że delikatnie wsunęłam rękę pod jego koszulę. To nie miało mieć żadnego podtekstu erotycznego,a Mikko spiął się i leżał bez ruchu, cholera, nawet chyba przestał oddychać.

-Nie podoba ci się?

-Podoba, tylko nie rozumiem po co to robisz.

-Sama nie wiem, może jestem głupia, tak jak powiedziałeś. Powinnam uciec z krzykiem po rewelacjach, które na mnie zrzuciłeś, w końcu która dziewczyna chciałaby być z kimś kto pobił inną kobietę? Ale pamiętasz jak do ciebie przyszłam? Powiedziałeś, że jestem naiwna jak 12-sto latka, więc nie oczekuj, że wywalę cię na zbity pysk za drzwi i o tobie zapomnę.

-Cieszę się, ale nie kuś mnie.

-Nie kuszę cię. Ja tylko zmieniłam moje postanowienia.

Wdrapałam się na niego i usiadłam okrakiem na jego biodrach. Tylko go głaskałam ale najwidoczniej bardzo mu się spodobało. Pod swoim udem czułam naprężoną męskość, instynktownie zaczęłam się o nią ocierać. Mikko złapał mnie za biodra i nakierował moje ruchy tak, żebym stymulowała go jeszcze mocniej. Odchylił się i westchnął z ulgą.

-Mam dosyć bycia grzeczną dziewczynką i robienia tego czego oczekiwali by rodzice. Chcę, żebyś się ze mną kochał Mikko, teraz.

Chyba przegięłam bo biedak zamarł pode mną i spojrzał na mnie w szoku. Przytrzymał mnie żebym przestała kręcić biodrami.

-Nie.

Zabolało tak, jak bym dostała w twarz. Czy właśnie przypadkiem nie wyszłam na dziwkę? Zeszłam z niego i usiadłam na krześle przy biurku, tyłem do łóżka.

-Mina, nie chodzi o to, że nie chcę. Jesteś zdenerwowana, nie chcę żebyś później uznała, że cie wykorzystałem.

-Idź już.

-Nie pójdę.

-To o co ci chodzi?

-Będę się w tobą kochał, ale nie dzisiaj. Może jutro, może za tydzień. Zjemy najpierw kolację, napijemy się wina, chcę żeby to było romantyczne, a nie w pośpiechu bo musisz odrobić lekcję, czy cholera wie co tam masz do roboty.

Odpowiedziałam mu ciszą. Rozsądnie gada. Przespałabym się z nim a później bym żałowała, ale z drugiej strony...
Przez chwilę siedzimy w ciszy. Odwróciłam się przodem do niego i patrzyliśmy się na siebie. Denerwował mnie wyraz satysfakcji na jego twarzy. No i spore wybrzuszenie w spodniach. Denerwowało mnie w tym momencie wszystko.

-Musi ci być ciężko co? Hormony buzują...-jego ręka powoli sunęła po torsie w dół. Wsunął ja pod koszulę i gładził delikatnie podbrzusze zaraz nad paskiem.

-Założę się o każde pieniądze, że jesteś teraz tak cholernie mokra i gorąca, mam rację? Sprawdź...

To było takie podniecające, siedzieć i patrzeć na niego, gdy rozpiął rozporek i jego ręka wślizgnęła się pod miękki materiał. Mikko przymknął oczy i rozchylił usta z westchnieniem, kiedy wydobył ze spodni naprężoną męskość i zaczął powoli pieścić się ręką w górę i w dół... Zrobiło mi się strasznie gorąco, to był naprawdę wspaniały widok. Nie byłam doświadczona w sferze seksu i męskich organów, ale co nieco widziałam i z całym przekonaniem mogłam stwierdzić, że miałam przed sobą wspaniały okaz mężczyzny. Jego członek był ogromny, zakończony ciemno różową główką, piękny... Moja ręka zjechała w dół mojego ciała, jakby obdarzona własną wolą.

-Właśnie tak kochanie, pokaż mi. Zdejmij spodnie i pokaż mi jaka jesteś napalona.

Wykonałam to polecenie. Jego głos się całkowicie zmienił, teraz mówił do mnie w sposób wladczy, nie znoszący sprzeciwu. Zsunęłam spodnie i wykopałam je gdzieś w kąt. siedziałam teraz przed nim w samych majtkach i bluzce, a i tak czułam się zbyt ubrana pod jego intensywnym spojrzeniem. Rozchyliłam powoli nogi i drżącą ręką dotknęłam mojego wzgórka. Naprawdę byłam tam strasznie mokra. Gdy musnęłam palcem wskazującym łechtaczkę przed kompletnie przemoczony materiał bielizny, po moim ciele rozeszły się iskry przyjemności. Byłam blisko, bardzo blisko, co mnie zaskoczyło.
Nie byłam świętą, masturbowałam się od czasu do czasu, ale zazwyczaj, żeby wprowadzić się w taki stan potrzebowałam kilkunastu minut pieszczot i jakiegoś ostrego filmiku w internecie. A teraz byłam już na skraju orgazmu od samego patrzenia na zabawiającego się Mikko. To było cudowne i przerażające zarazem. Nie sądziłam, że on będzie miał nade mną taką władzę, chociaż czy sama mu jej chętnie nie oddałam?

-Wspaniale. Nie pomyliłem się, mokra i tak gorąca, że aż tutaj czuję. Chodź do mnie, tylko zdejmij najpierw koszulę i stanik.

Tak, zdecydowanie moją rozkosz potęgowały te jego komendy wypowiadane tym seksownym głosem. Nie wiem nawet kiedy to się stało, ale gdy wyplątałam się z bluzki Mikko leżał na łóżku kompletnie nagi. Przestał się pieścić, za to patrzył z nieukrywanym zadowoleniem jak mocuję się z zapięciem stanika. Żeby zmyć mu z twarzy ten przebiegły uśmiech rzuciłam w niego stanikiem.

-Robisz się odważna co? Zapomniałaś o co prosiłem? Chodź tutaj.

Podeszłam niepewnie do łóżka i uklękłam na nim. Pomyślałam, że zaskakująco dobrze czuję się ze swoją nagością, może dlatego, że widziałam w jego wzroku zachwyt i akceptację. Nikt n mnie tak nie patrzył. Bardziej bałam się teraz, wykonać jakikolwiek ruch, nie wiedziałam jak mam go dotykać i gdzie. Mikko na szczęście przejął kontrolę całkowicie. Uklęknął przede mną i wpił się łapczywie w moje wargi, obejmując mnie i przyciskając swoją erekcję do mojego podbrzusza. Objęłam go z równie wielkim zaangażowaniem i pozwoliłam jego językowi wślizgnąć się do moich ust.

-Jesteś taka cholernie słodka, mam ochotę rzucić cię na to pieprzone łózko, wbić się w tą twoją małą cipkę i pieprzyć do nieprzytomności.

-Więc to zrób. -Mój głos brzmiał jak ochrypły szept.

-Najpierw muszę cię spróbować.

Nie dał mi nawet chwili, żeby dotarł do mnie sens jego słów. Złapał mnie za pupę i rzucił na łóżko z takim impetem, że aż podskoczyłam na rozkołysanym materacu. Ręcznik spadł mi z włosów na oczy, próbowałam go zdjąć i wyrzucić na podłogę, gdy Mikko rozchylił moje uda. Czułam jak przez chwilę mocował się z moimi majtkami, po czym po prostu zerwał je ze mnie. W końcu udało mi się pozbyć ręcznika z głowy, w tym samym momencie poczułam jego oddech na wewnętrznej stronie uda.Wiedziałam do czego zmierza. To było takie żenujące, próbowałam zacisnąć nogi i schować się przed nim, ale trzymał mnie mocno i nie pozwolił mi na żaden ruch. Patrzył się na moją kobiecość takim wzrokiem, jak poszukiwacz skarbów na jakiś cenny okaz brylantu. Boże, nie myslę jasno!

-Przestań to krępujące.

Wtedy musnął koniuszkiem języka moją łechtaczkę raz, drugi, trzeci... W miarę jak jego pieszczoty przybierały na intensywności ja wspinałam się coraz wyżej. Byłam pewna, że moje sąsiadki słyszą moje jęki, ale w tamtej chwili nie myślałam o tym za cholerę. Mikko ssał i lizał moją łechtaczkę na zmianę, wodził językiem wokół wejścia do pochwy, wsuwał go do środka. Wiedziałam, że długo już nie wytrzymam. On także, bo gdy pojawiły się pierwsze skurcze nadchodzącego orgazmu, wsunął we mnie jeden palec. Zacisnęłam się na nim spazmatycznie, gdy szczytowałam. Odrzuciłam głowę do tyłu i krzyczałam. Nie miałam jeszcze nigdy tak intensywnego orgazmu. Mój kochanek jednak nie dał mi dojść do siebie, ani pozachwycać się przeżytą rozkoszą. Poczułam ciężar jego ciała na sobie i koniuszek jego członka wsuwający się w moją szparkę. Delikatnie wsuwał się i wysuwał wchodząc za każdym razem coraz głębiej, a ja coraz mocniej zaciskałam ręce na jego ramionach. Pochylił się nade mną i pocałował mnie uspokajająco.

-Będzie bolało tylko przez chwilę, obiecuję, proszę wpuść mnie... Pozwól mi...

-Tak.

Pchnął mocniej a ja aż krzyknęłam z nagłego przeszywającego bólu. To nie było przyjemne, za grosz. Objęłam go mocniej i ukryłam twarz w jego ramieniu starając się powstrzymać łzy i szloch. Dał mi chwilę na ochłonięcie po czym zaczął się powoli we mnie poruszać. Początkowy ból powoli zaczęła zastępować coraz większą przyjemność. Mikko złapał rytm wbijając się we mnie raz za razem z coraz większym entuzjazmem. Było mi cudownie, teraz jak ból minął całkowicie skupiłam się na rozkoszy płynącej z naszego zbliżenia. Jęczałam coraz głośniej, a łóżko z głuchym łoskotem obijało się o ścianę. Mikko mamrotał cały czas jakieś słowa w swoim języku całkowicie skupiony. Nie byłam nawet blisko orgazmu, gdy wykrzyczał coś po fińsku i opadł na mnie w spazmach swojego spełnienia. Leżeliśmy tak przez chwilę wtuleni w siebie, a gdy mój luby podniósł głowę zobaczyłam w jego oczach skruchę.

-Przepraszam cię.

Wyszedł ze mnie na co skrzywiłam się. Aua... A gdy zobaczyłam, że w pośpiechu ubiera się i szykuje do ucieczki za serce chwyciła mnie panika.

-Co ty robisz?

-Idę zanim mnie wyrzucisz... Zachowałem się jak kretyn i jakiś pierwszy lepszy dupek. Wykorzystałem cię.

-Czy wyglądam na wykorzystaną?

Przystaną w swojej szamotaninie z koszulą i spojrzał na mnie uważnie. chyba oceniał poziom mojego "wykorzystania" . Owszem, targały mną sprzeczne emocje, ale nie było w nich ani cienia żalu. Nie żałowałam tego, że straciłam dziewictwo o godzinie 21:30 w akademiku na małym łóżku i w zmiętej pościeli. Nie żałowałam, bo zrobiłam to z Mikaelem...

-Naprawdę teraz bym chciała, żebyś mnie przytulił a nie uciekasz jak spłoszona dziewica. To ja powinnam uciekać, nie sądzisz?

-Ale ty jesteś u siebie.

I zniknął ten wspaniały rozkazujący kochanek a w jego miejsce pojawił się niepewny chłopak, który wie, że źle zrobił i czeka na kare. Tylko ja nie miałam zamiaru go karać. Jak tylko rozebrał się i położył z powrotem obok mnie, od razu się w niego wtuliłam.

-To było cudowne, naprawdę...

-Nie mogę uwierzyć... Niedawno planowałem zabrać cię na romantyczną kolację, kupić wielki pęk róż i wtedy zaciągnąć do łóżka, żebyś miała co wspominać... A rzuciłem się na ciebie jak wygłodniały zwierz.

-Zamknij się już. A to, że mi było dobrze to nie jest ważne?

Zamilkł i wtulił się we mnie mocniej.

-Opowiedz mi o sobie.

-A co byś chciała wiedzieć?

-Masz rodzeństwo?

-Mam.. Mam starszego brata i młodszą siostrę. Brat prowadzi z tatą firmę logistyczną, a siostra jak to na młodszą siostrę przystało, uczy się i mnie irytuje. Nie spotykam się z nimi zbyt często, moim rodzicom się nie spodobało, że zamiast ekscytować się pracą w rodzinnej firmie, studiować a później rozwozić jakieś pierdoły po kraju wybrałem muzykę. Moja matka przyszła kiedyś na nasz koncert, zaraz gdy zaczynaliśmy, miałem wtedy 18 lat. To był jeden z pierwszych koncertów, szalałem wtedy strasznie i zwymiotowałem na scenie. już więcej nie przyszła na nasz występ i tak jak tata stwierdziła, że zmarnuje swoje życie. Po tej aferze z Sandrą całkowicie się ode mnie odcięli. Maria, moja siostra, czasem napisze do mnie smsa albo maila z wiadomościami co tam u nich słychać ja odpisze jej co słychać u mnie i tyle.

-Mamy dzisiaj dzień zwierzeń? -Objął mnie mocniej.

-Chcę, żebyś mnie dobrze poznała. poza tym wolę, żebyś wiedziała to wszytko ode mnie, niż czytała brednie w internecie.

-Co ty masz z tym internetem? To nie tak, że siedzę tam non stop i czytam o tobie. Weszłam tylko raz.

Owszem weszłam raz, ale na tego rosyjskiego bloga. Później tylko oglądałam zdjęcia. I ściągałam je na dysk... Przyznać się, że mam jeden giga bajt jego zdjęć? Chyba nie...

-Mamy jeszcze pół roku, żeby skończyć nowy album więc na razie można powiedzieć, że "zniknęliśmy" z mediów. Ale później znowu się zacznie. Czasem nienawidzę tego zainteresowania nami. To okropne jak wszytko co robisz, gdzie wychodzisz, w co jesteś ubrany od razu jest komentowane i analizowanie w jakimś tabloidzie. A z drugiej strony nic nie równa się z tym uczuciem, gdy jestem na scenie. Ta energia, adrenalina, tłum szaleje, a ja wiem, że to jest właśnie to. Moje miejsce na świecie.

-Ja kiedyś miałam grać na koncercie świątecznym w szkole muzycznej. Przed rodzicami uczniów. Tak się pochorowałam z nerwów, że nawet nie wyszłam na scenę.

Długo gadaliśmy. O wszystkim, o muzyce, życiu w Rosji, w Finlandii, o szkole, nawet dyskutowaliśmy o tym czy koty są lepsze od psów i na odwrót. Mikko cały czas trzymał mnie w ramionach i co jakiś czas głaskał mnie po plecach. Było mi cudownie błogo, czułam, że gdyby się waliło i paliło, my nadal byśmy byli w naszym małym kokonie. I po raz pierwszy od śmierci rodziców, poczułam się bezpieczna.

 -Chyba pójdę już. Późno się zrobiło, a ty masz pracę rano.
Wzdrygałam się na samą myśl. chyba muszę poszukać innej pracy, niestety oznaczało to intensywną naukę języka...

-Zostań ze mną.

I został.

piątek, 1 sierpnia 2014

IV

Tydzień później siedziałam opatulona kocem w saloniku swojego mieszkania, z kieliszkiem wina w dłoni i drugą butelką tego trunku stojąca na stole. I słuchałam przyjemnego trajkotania mojej przyjaciółki Tatiany. Uwielbiałam ją za luźne podejście do świata, gdy ja zaczynałam świrować, zawsze potrafiła postawić mnie do pionu. Gdy zmarli moi rodzice siedziała ze mną 24 godziny na dobę, przyjmując na siebie hektolitry moich łez.  Jest poza tym śliczna, brunetka z pięknymi lokami, których zawsze jej zazdrościłam, śliczne zielone  oczy, cudowna figura. Cóż, uzupełniałyśmy się w stu procentach.
Opowiedziałam moją całą wyprawę do Helsinek. Najpierw mnie zbeształa za głupotę i za to, że nie powiedziałam jej nic o Jyrkim, a później rozpływała się nad Mikko.
-Słuchaj kwiatuszku- pociągnęła łyk wina-Skoro facet był gorący, przystojny a ty rozpalona to czemu do cholery się z nim nie bzyknęłaś?
No właśnie Tatiana i jej niecodzienne spojrzenie na świat, kocham ją.
-Po prostu... Nie pójdę do łózka z kimś kto mnie nie kocha.
-Dobra skończmy temat... Więc mówisz, że gra w zespole tak?
-Tak Kuolema, sprawdziłam co to znaczy. Śmierć.
-Jak słodko. Mówiłaś, że w klubie było od cholery ich fanów. Nie pomyślałaś, żeby sprawdzić czy mają jakąś stronę internetową? Jakiś fanklub czy coś. Sprawdziłabyś tego swojego kochasia.
Sprawdzić go w internecie? Pokręciłam głową. Nie był to dobry pomysł. Nie chciałam go sprawdzać, bo wiedziałam, że mogę się sromotnie rozczarować. Już samo to, że wziął ode mnie na lotnisku mój numer telefonu, pożegnał się oschle jak by rano nic nie zaszło i od tego czasu nie zadzwonił dawało mi do myślenia.
-Jeśli ty tego nie zrobisz, ja to zrobię!
Tatiana pobiegła po mojego laptopa i rozsiadła się wygodnie na fotelu naprzeciwko mnie. Krowa jedna, wie, że nie wytrzymam i każę jej pokazać.
-Więc wujek Google... wpisujemy, jak mówiłaś? Kuolema, Mikael. Może być mylące, wujek może pomyśleć, że chodzi mi o śmierć jakiegoś biedaka o imieniu Mikael. Więc dopiszemy "ze swoją dziewczyną" Klik!
Serce podeszło mi do gardła. Jeśli okaże się że ten bydlak ma dziewczynę... cóż za trzy miesiące zamieszkam w Helsinkach na stałe, znajdę czas między szkołą a pracą, żeby wpaść i go wykastrować.
-No proszę proszę... Wejdźmy w grafikę... Powiem ci, że internet jest pełen jego fotek.Wow, ale laska mówię ci, powinnaś zobaczyć... I to zdjęcia sprzed tygodnia...
Dosyć! Zerwałam się z kanapy i wyrwałam jej laptopa. Już ja mu pokażę! Zdjęcie okazało się być screen shotem z jakiegoś fińskiego portalu plotkarskiego. Nie wiem co głosił nagłówek i nie obchodziło mnie to, ale jak spojrzałam na zdjęcie, a raczej zdjęcia, zamarłam. Na zdjęciach byłam ja! JA!! To były rożne ujęcia, jedne lepszej jakości, drugie gorszej z naszego zwiedzania Helsinek poupychanych wokół kolumienek artykułu jak się domyśliłam. Spojrzałam przerażona na Tatianę a ta śmiała się do rozpuku.
-Powinnaś zadzwonić do redakcji i zażądać honorarium za to.
-Ale jak to? -Zamknęłam tą stronę cofając do wyników wyszukiwania. Cholernie dużo stron i zdjęć...
-Słuchaj kwiatuszku, widocznie twój kochaś jest takim skromnisiem, że zbagatelizował swoją sławę. albo to do niego nie dociera. Zobacz ile jest stron, Fińska, szwedzka, niemiecka, nawet rosyjska i tam radziłabym zajrzeć.
Zajrzałam. To był blog z nowinkami na temat zespołu i rożnymi ciekawostkami. Moja lektura na dzisiejszą noc.
-Ja spadam kwiatuszku, daj znać jak znajdziesz coś ciekawego.
***
Oj znalazłam dużo ciekawych rzeczy. Oprócz daty urodzenia, wzrostu, wymiarów, dokładnego opisu tatuaży i skróconej biografii były również informacje z kilku ostatnich tygodni. Ominęłam newsy na temat innych członków zespołu, po tym jak zachowałam się po koncercie i jak patrzyli na mnie rano, nie mogłam nawet patrzeć na ich zdjęcia.
Od dwóch miesięcy odkąd chłopaki wrócili z EUROPEJSKIEJ ("Trochę sławni" phi...) trasy koncertowej Mikko "Zamknął się w studiu i pisze materiał na nową płytę" Były doniesienia o postępach w nagrywaniu, kilka wywiadów, o grozo, nasze zdjęcia i spekulacje kim jest ta tajemnicza kobieta, która uwiodła ich cudownego idola. Ale najciekawszy był artykuł sprzed miesiąca. "KONIEC Z NAMI!" głosił tytuł. Kliknęłam od razu.
Im dłużej czytałam tym bardziej było mi go szkoda. Okazało się, że Mikko w tym tygodniu miał brać ślub. Czytałam jacy byli zakochani, oglądałam zdjęcia jego obejmującego, wysoką kobietę o rudych włosach i kocich skośnych oczach. Nie wyglądała na sympatyczną, raczej patrzyła w aparat z irytacją i znudzeniem. A Mikko wyglądał na szczęśliwego. Teraz był szczuplejszy....
Sandra, tak miała na imię, podobno powiedziała mu, że po ślubie ma rzucić karierę, bo ona zrezygnowała dla niego ze swojej. Mikko miał się nie zgodzić i wtedy go zostawiła. Kupili już wspólnie dom, umeblowali go. A 4  tygodnie przed ślubem koniec. Sandra od razu związała się z jakimś dupkiem z telewizji i zaczęła oczerniać Mikko w mediach. Że jest ćpunem, alkoholikiem, bił ją, przypalał papierosami, a ona już od dawna go nie kochała i miała innych na boku..
Mikko nie potrafił z tym walczyć. Ich manager wydał tylko oświadczenie, że Sandra kłamie, a Mikko wynajął jakąś klitkę i zamknął się w niej.
Wydaje mi się, że byłam w tej klitce...
Czy to możliwe, że byłam świadkiem jego załamania? Ten burdel w domu, śmieci na podłodze, pozasłaniane okna. On musiał to strasznie przeżyć i chyba w dalszym ciągu przezywa... Wiem, że on nie chce mojej litości, ale... cholera jasna...
A jeśli on mnie wykorzystał? wtedy w nocy, gdy przyszłam, plan był, że odwiezie mnie rano na lotnisko. Rano był wesoły i uśmiechnięty i nagle zabrał mnie do centrum miasta. Musiał wiedzieć, że będą go śledzić reporterzy, tym bardziej jak pokaże się z obcą kobietą. Dlatego był taki czuły i troskliwy. A wtedy to głaskanie po twarzy na ulicy? wiedział, że robią nam zdjęcia.
Nasze pieszczoty były tylko dodatkiem. Narzucałam mu się, więc to wykorzystał. Sam powiedział, że gdyby nie koledzy... Boże, byłam na serio bardzo naiwna. Zakochałam się w mężczyźnie, który mnie wykorzystał, żeby oczyścić swoje imię i odegrać się na byłej narzeczonej. idiotka.
Zamknęłam laptopa z impetem, zwinęłam się w kłębek pod kołdra i poszłam spać...
***
I znowu na ratunek przyszła Tatiana. Ze swoim temperamentem i dobrym humorem, przegoniła Mikko z moich myśli i pomogła zbierać do kupy połamane serce. Za tydzień miałam zacząć nowe życie w Helsinkach. Z dala od widma siostry, poczucia winy po stracie rodziców i ciotki Bierty, która gdy dowiedziała się, że pojechałam bez słowa na wycieczkę, wściekła się i postanowiła mnie nachodzić dwa razy dziennie. Miałam już nakręconą pracę, dzięki innej dziewczynie z Estonii, która również dostała stypendium i zaczyna naukę na tej samej szkole. Obie nie znamy fińskiego, więc gdy spiknęłyśmy się na forum szkoły od razu zaproponowała mi, że załatwi mi pracę w tym samym barze co ona. Bar był w ruchliwej dzielnicy turystycznej i nawet całkiem nieźle płacili. To w porównaniu z moimi oszczędnościami pozwalało mi spokojnie się utrzymać i zapłacić za akademik. Nie mogłam się doczekać.
Mikko się nie odezwał.
Po nowym roku zaczęłam wyprzedawać swój dobytek. Po śmierci rodziców zamieniłam nasz duży dom na małe mieszkanko w centrum Moskwy i upchnęłam w nim ile się dało z naszego domu. Teraz było tu pusto, zostawiłam tylko tyle mebli, żeby mieć do czego wrócić a środek salonu ozdabiały dwie otwarte wielkie walizki do których co chwila coś dopakowywałam. Życie nigdy nie było takie cudowne!
Mikko się nie odzywał....
Mój telefon rozwibrował się na stoliku przed telewizorem. Mikko?   Tatiana...
-No dawaj, sklepy same do nas nie przyjdą! stoję pod twoją kamienicą, rusz dupę!
Ubrałam kurtkę, czapkę... Spojrzałam na nią, zielono czerwona czapka z pomponem którą kupił mi Mikko w Helsinkach.. Cisnęłam ją w kat, wolę iść z golą głową. Założyłam swoje glany, złapałam torbę i zbiegłam na dół. Na dworze było chyba z minus 500 stopni. Nie rozumiem dlaczego początek marca przywitał nas mrozem.
-No hej, gotowa na nowe ciuchy?
Uciskałam moją przyjaciółkę, jak zwykle wyglądającą nieskazitelnie w białym dopasowanym płaszczyku i kozaczkach na obcasie.
-Jasne! Nowe życie, nowe ciuchy, za tydzień będę już inną kobietą!
-I o to chodzi!
Przybiłyśmy piątkę i ruszyłyśmy w stronę centrum handlowego. Miałam dobry humor od rana, ale dzisiejszego dnia Mikko często gościł w moich myślach. Nie podobało mi się to. Miałam złe przeczucie.
Oczywiście z moją przyjaciółką nawet zwykłe wyjście na zakupy musi być ekscytujące. Tatiana zabrała mnie pod Kreml na sesje zdjęciową (żebym nie zapomniała czasem skąd pochodzę), kupiła wielką włochatą czapkę uszatkę i ręcznik z flagą Rosji. Naciskała, żebym założyła tą czapę owinęła się ręcznikiem i robiła mi w tym wszystkim zdjęcia pod tym Kremlem. Teraz na pewno nie zapomnę skąd pochodzę.
Gdy w końcu dotarłyśmy do galerii byłyśmy cale zgrzane i twarze bolały nas od śmiechu. I wtedy to zobaczyłam... Mijałyśmy sklep muzyczny a ja stanęłam jak wryta na widok plakatu reklamującego dzisiejszy koncert zespołu Kuolema. Nie dało się przeoczyć, zajmował całą witrynę...
-O nie, Mina, nawet o tym nie myśl...-Tatiana odciągnęła mnie za rękaw od szyby. Skoro grają dziś koncert,dziś a dokładnie za 7 godzin, dokładnie o 20:00, to znaczy, że Mikko już jest w Moskwie... Koncertu nie załatwia się z dnia na dzień, musiał wiedzieć wcześniej, skoro nie zadzwonił znaczy to....
-Jezus kwiatuszku nie płacz! -nawet nie poczułam łez, które zaczęły płynąć mi po policzkach. Porażka, cały czas łudziłam się, że się mylę. Że jest zapracowany, że dlatego nie dzwoni. Właśnie rozjechał mnie pociąg rozczarowania. Tatiana zaciągnęła mnie na ławkę.
-Nie płacz, nie warto. Sama mówiłaś, że cię wykorzystał. Pamiętasz jak podle się czułaś jak to do ciebie dotarło? Idziemy teraz wydać mnóstwo pieniędzy na ciuchy w których będziemy wyglądać zjawiskowo, a wieczorem ruszamy do klubu na imprezę, znajdziemy sobie jakieś chętne mięsko i zabawimy się.
-Tak.-Wstałam i wytarłam oczy rękawem, rozmazany makijaż zrobił ze mnie szopa
-Idziemy!
Oj i wydalam dużo pieniędzy. Wracałyśmy do domu z pełnymi torbami. Tatiana robiła wszytko byle bym nie zbliżała się do tego sklepu muzycznego. I udało jej się. Czułam tylko złość. Złość na niego. DUPEK!
Kupiłyśmy po drodze trzy flaszki wina, lody i pękate paczki chipsów. Zapowiadał się wieczór pijacko-obrzartuchowaty i podobało mi się to. Była godzina dziewiętnasta gdy w końcu weszłyśmy na ulicę na której znajdowała się moja kamienica. śmiałyśmy się, gadałyśmy i nie zauważyłam ciemnej postaci stojącej w zaułku. Szukałam kluczy w torebce gdy obok rozległ się głos:
-Nigdy się nie nauczysz, mróz a ty bez czapki...
torby wyleciały mi z rąk. Ten głos bym wszędzie rozpoznała. Spojrzałam na Tatianę a ona mierzyła go wściekłym wzrokiem. W końcu nie mogłam go dłużej ignorować i odwróciłam głowę starając się przybrać obojętny wyraz twarzy. Jezu, jaki on był przystojny... W czarnym płaszczu, czarnym kapeluszu i z kilkudniowym zarostem.
-Co chcesz?
Zdziwił się moją ostrą reakcją. Ile wysiłku wkładałam w to żeby nie okazywać żadnych emocji... Tatiana będzie pękać z dumy. Przyjechał... Taa, na koncert.
-Nie mogłem się dodzwonić do ciebie więc wpadłem. Mam bilety dla ciebie na dzisiejszy koncert, później możemy gdzieś wyskoczyć.
-Nie możemy. Słuchaj..-Złapałam go za poły płaszcza i zaczęłam tłumaczyć jak dziecku
-Ja rozumiem, że zjawiłam się w dobrym momencie. Porobili nam parę fotek, prasa się od ciebie odczepiła a ty w zamian za to pozwoliłeś mi uwierzyć, że mogę się komuś spodobać i przez krótką chwilę czułam się w końcu dobrze sama ze sobą ze swoim ciałem... Ale koniec. Nie będziesz mną manipulował jak ci się podoba. Do widzenia.- Poklepałam go po ramieniu, zebrałam torby i weszłam na klatkę schodową. Nogi miałam jak z galarety, ręce mi się trzęsły ale starałam się trzymać prosto i iść pewnym krokiem, żeby nie okazać żadnych uczuć. Dopiero w domu padłam na kanapę i tama puściła. Tatiana usiadła przy mnie dziwnie milcząca i pozwoliła mi płakać. Nie wiem czemu płakałam. Przez chwilę myślałam.. miałam nadzieję. A wtedy przypomniałam sobie o tym wstydzie gdy dotarło do mnie co zrobił. Nie mógł się dodzwonić, dobre sobie.
-Słuchaj... Może pogadaj z nim. Wydaje mi się, że przesadziłaś.
-Przepraszam? Sama mi mówiłaś, że to kretyn. Poszłam po prostu za twoją radą.
-Wiem, ale nie widziałaś jego miny. Jak by dostał w twarz... Idź na ten koncert, zapytaj wprost. Powiedz do jakich wniosków doszłaś. Koleś jest booooski, sama bym się za niego wzięła.
-Wyjdę teraz na kretynkę..
-Słuchaj, koleś trzymał cię za włosy jak zygałaś do zlewu. Nic go nie zaskoczy. Zwal na mnie, że to ja ci nagadałam. A teraz idź się odstrzel na bóstwo, bo za 30 minut zaczyna się koncert.
-Nie mam biletów...
Tat przewróciła oczami i wyciągnęła ze swojej torby bilet i wręczyła mi go z przebiegłym uśmiechem.
-Skąd go masz?
-Twój kochaś wyglądał tak żałośnie jak go zbeształaś... Więc wzięłam od niego ten bilet co go miał dla ciebie i powiedziałam, że przyjdziesz, aczkolwiek nic nie obiecuje,a i dał mi jeszcze to... -Zanurkowała w torbie i wyciągnęła pudełko z płytą. Wzięłam ją od niej, na płycie było napisane "Dla Miny" po angielsku, cyrylicą... Cóż przynajmniej się starał.. Poszłam do sypialni i uruchomiłam laptopa. Co to do cholery? Film, muzyka? Przecież nie gra komputerowa....
Włożyłam płytę i czekałam. To była piosenka. Piękna ballada, po angielsku na dodatek... Jak wsłuchałam się w tekst, zrozumiałam, że mogłam się pomylić w swojej ocenie. To była piosenka, jak się domyślam, o mnie. O pięknej kobiecie, która rozjaśniła mroki wiecznej nocy swojemu wielbicielowi i kusi go, żeby przeszedł z nią na jasną stronę. Poetyckie w ch... w cholerę. Matko Boska, jeśli on tak naprawdę myślał? Gdy piosenka się skończyła i ucichły ostatnie akordy gitary odezwał się Mikko: "Chciałbym cię prosić, żebyś skomponowała dla mnie partie skrzypiec, którą można by dodać w refrenie, później gdy przyjedziesz do szkoły, moglibyśmy ją nagrać w naszym studiu...."
No tak, głupia ja. Partia skrzypiec. Zdecydowałam, że pójdę na ten koncert. Chce zobaczyć, co będzie miał mi do powiedzenia.
***
No i poszłam. Ludzi było dużo więcej, bo koncert nie odbywał się w ciasnym klubie tylko na hali sportowej. Moje szanse, że spotkam się z Mikko rozwiały się jeszcze za nim podeszłam do kontroli biletowej. Pokazałam mój bilet pani przy wejściu, a ona bez słowa pokazała że mogę wejść. Później oddałam kurtkę do szatni i poszłam pod scenę. straciłam ochotę na zabawę, gdy zobaczyłam ilość fanów, którzy już byli w środku. Stanęłam z boku, na tyle blisko, żeby dobrze widzieć scenę a na tyle daleko, żeby Mikko nie wypatrzył mnie w tłumie.
Koncert miał się zacząć o 20:00 a było już po 21:00 gdy rozbrzmiały pierwsze takty intro. Gdy Mikko wyszedł na scenę, patrzyłam tylko na niego. Był taki piękny w tym swoim mrocznym scenicznym makijażu, skórzanych spodniach i rozpuszczonych włosach. Patrzyłam jak szalał na scenie, zabawiał tłum, śpiewał. Teraz po angielsku, co pozwoliło mi w końcu zrozumieć, że mimo mrocznej nazwy i całego tego image'u ich piosenki były po prostu piękne. Teksty w piękny sposób opowiadały o błahostkach.
Nie podobało mi się tylko to, że panie z pierwszych rzędów rzucały w stronę chłopaków fragmenty swojej bielizny... Gdybym ja rzuciła majtki, pomyśleli by, że to spadochron.... Nieważne, koncert trwał. Nie ekscytowałam się tak jak reszta ludzi zgromadzonych w hali, nie moje klimaty.
I bum, koniec. Tłum skandował "JESZCZE, JESZCZE!" ale chłopaki już nie wrócili na scenę. Zebrałam się i poszłam. Nie było szans na rozmowę, trudno.
Wzięłam swoją kurtkę, ubrałam się i ruszyłam w drogę powrotną do domu. Tatiana czekała u mnie z winem. Rozczaruje się gdy nie przyniosę żadnych wieści. Było już późno, ulice były puste i szybko się szlo. W domu byłam po północy, Tat zasnęła na kanapie, tuląc pustą flaszkę. Okryłam ją kocem i poszłam do łazienki. Szybko się ogarnęłam i już w mojej sypialni dotarło do mnie, że to koniec. Koniec z Mikko. Ta myśl jakoś nie wywołała u mnie ani płaczu, ani histerii. Byłam emocjonalnie pusta.