Tydzień później siedziałam opatulona kocem w saloniku swojego mieszkania, z kieliszkiem wina w dłoni i drugą butelką tego trunku stojąca na stole. I słuchałam przyjemnego trajkotania mojej przyjaciółki Tatiany. Uwielbiałam ją za luźne podejście do świata, gdy ja zaczynałam świrować, zawsze potrafiła postawić mnie do pionu. Gdy zmarli moi rodzice siedziała ze mną 24 godziny na dobę, przyjmując na siebie hektolitry moich łez. Jest poza tym śliczna, brunetka z pięknymi lokami, których zawsze jej zazdrościłam, śliczne zielone oczy, cudowna figura. Cóż, uzupełniałyśmy się w stu procentach.
Opowiedziałam moją całą wyprawę do Helsinek. Najpierw mnie zbeształa za głupotę i za to, że nie powiedziałam jej nic o Jyrkim, a później rozpływała się nad Mikko.
-Słuchaj kwiatuszku- pociągnęła łyk wina-Skoro facet był gorący, przystojny a ty rozpalona to czemu do cholery się z nim nie bzyknęłaś?
No właśnie Tatiana i jej niecodzienne spojrzenie na świat, kocham ją.
-Po prostu... Nie pójdę do łózka z kimś kto mnie nie kocha.
-Dobra skończmy temat... Więc mówisz, że gra w zespole tak?
-Tak Kuolema, sprawdziłam co to znaczy. Śmierć.
-Jak słodko. Mówiłaś, że w klubie było od cholery ich fanów. Nie pomyślałaś, żeby sprawdzić czy mają jakąś stronę internetową? Jakiś fanklub czy coś. Sprawdziłabyś tego swojego kochasia.
Sprawdzić go w internecie? Pokręciłam głową. Nie był to dobry pomysł. Nie chciałam go sprawdzać, bo wiedziałam, że mogę się sromotnie rozczarować. Już samo to, że wziął ode mnie na lotnisku mój numer telefonu, pożegnał się oschle jak by rano nic nie zaszło i od tego czasu nie zadzwonił dawało mi do myślenia.
-Jeśli ty tego nie zrobisz, ja to zrobię!
Tatiana pobiegła po mojego laptopa i rozsiadła się wygodnie na fotelu naprzeciwko mnie. Krowa jedna, wie, że nie wytrzymam i każę jej pokazać.
-Więc wujek Google... wpisujemy, jak mówiłaś? Kuolema, Mikael. Może być mylące, wujek może pomyśleć, że chodzi mi o śmierć jakiegoś biedaka o imieniu Mikael. Więc dopiszemy "ze swoją dziewczyną" Klik!
Serce podeszło mi do gardła. Jeśli okaże się że ten bydlak ma dziewczynę... cóż za trzy miesiące zamieszkam w Helsinkach na stałe, znajdę czas między szkołą a pracą, żeby wpaść i go wykastrować.
-No proszę proszę... Wejdźmy w grafikę... Powiem ci, że internet jest pełen jego fotek.Wow, ale laska mówię ci, powinnaś zobaczyć... I to zdjęcia sprzed tygodnia...
Dosyć! Zerwałam się z kanapy i wyrwałam jej laptopa. Już ja mu pokażę! Zdjęcie okazało się być screen shotem z jakiegoś fińskiego portalu plotkarskiego. Nie wiem co głosił nagłówek i nie obchodziło mnie to, ale jak spojrzałam na zdjęcie, a raczej zdjęcia, zamarłam. Na zdjęciach byłam ja! JA!! To były rożne ujęcia, jedne lepszej jakości, drugie gorszej z naszego zwiedzania Helsinek poupychanych wokół kolumienek artykułu jak się domyśliłam. Spojrzałam przerażona na Tatianę a ta śmiała się do rozpuku.
-Powinnaś zadzwonić do redakcji i zażądać honorarium za to.
-Ale jak to? -Zamknęłam tą stronę cofając do wyników wyszukiwania. Cholernie dużo stron i zdjęć...
-Słuchaj kwiatuszku, widocznie twój kochaś jest takim skromnisiem, że zbagatelizował swoją sławę. albo to do niego nie dociera. Zobacz ile jest stron, Fińska, szwedzka, niemiecka, nawet rosyjska i tam radziłabym zajrzeć.
Zajrzałam. To był blog z nowinkami na temat zespołu i rożnymi ciekawostkami. Moja lektura na dzisiejszą noc.
-Ja spadam kwiatuszku, daj znać jak znajdziesz coś ciekawego.
***
Oj znalazłam dużo ciekawych rzeczy. Oprócz daty urodzenia, wzrostu, wymiarów, dokładnego opisu tatuaży i skróconej biografii były również informacje z kilku ostatnich tygodni. Ominęłam newsy na temat innych członków zespołu, po tym jak zachowałam się po koncercie i jak patrzyli na mnie rano, nie mogłam nawet patrzeć na ich zdjęcia.
Od dwóch miesięcy odkąd chłopaki wrócili z EUROPEJSKIEJ ("Trochę sławni" phi...) trasy koncertowej Mikko "Zamknął się w studiu i pisze materiał na nową płytę" Były doniesienia o postępach w nagrywaniu, kilka wywiadów, o grozo, nasze zdjęcia i spekulacje kim jest ta tajemnicza kobieta, która uwiodła ich cudownego idola. Ale najciekawszy był artykuł sprzed miesiąca. "KONIEC Z NAMI!" głosił tytuł. Kliknęłam od razu.
Im dłużej czytałam tym bardziej było mi go szkoda. Okazało się, że Mikko w tym tygodniu miał brać ślub. Czytałam jacy byli zakochani, oglądałam zdjęcia jego obejmującego, wysoką kobietę o rudych włosach i kocich skośnych oczach. Nie wyglądała na sympatyczną, raczej patrzyła w aparat z irytacją i znudzeniem. A Mikko wyglądał na szczęśliwego. Teraz był szczuplejszy....
Sandra, tak miała na imię, podobno powiedziała mu, że po ślubie ma rzucić karierę, bo ona zrezygnowała dla niego ze swojej. Mikko miał się nie zgodzić i wtedy go zostawiła. Kupili już wspólnie dom, umeblowali go. A 4 tygodnie przed ślubem koniec. Sandra od razu związała się z jakimś dupkiem z telewizji i zaczęła oczerniać Mikko w mediach. Że jest ćpunem, alkoholikiem, bił ją, przypalał papierosami, a ona już od dawna go nie kochała i miała innych na boku..
Mikko nie potrafił z tym walczyć. Ich manager wydał tylko oświadczenie, że Sandra kłamie, a Mikko wynajął jakąś klitkę i zamknął się w niej.
Wydaje mi się, że byłam w tej klitce...
Czy to możliwe, że byłam świadkiem jego załamania? Ten burdel w domu, śmieci na podłodze, pozasłaniane okna. On musiał to strasznie przeżyć i chyba w dalszym ciągu przezywa... Wiem, że on nie chce mojej litości, ale... cholera jasna...
A jeśli on mnie wykorzystał? wtedy w nocy, gdy przyszłam, plan był, że odwiezie mnie rano na lotnisko. Rano był wesoły i uśmiechnięty i nagle zabrał mnie do centrum miasta. Musiał wiedzieć, że będą go śledzić reporterzy, tym bardziej jak pokaże się z obcą kobietą. Dlatego był taki czuły i troskliwy. A wtedy to głaskanie po twarzy na ulicy? wiedział, że robią nam zdjęcia.
Nasze pieszczoty były tylko dodatkiem. Narzucałam mu się, więc to wykorzystał. Sam powiedział, że gdyby nie koledzy... Boże, byłam na serio bardzo naiwna. Zakochałam się w mężczyźnie, który mnie wykorzystał, żeby oczyścić swoje imię i odegrać się na byłej narzeczonej. idiotka.
Zamknęłam laptopa z impetem, zwinęłam się w kłębek pod kołdra i poszłam spać...
***
I znowu na ratunek przyszła Tatiana. Ze swoim temperamentem i dobrym humorem, przegoniła Mikko z moich myśli i pomogła zbierać do kupy połamane serce. Za tydzień miałam zacząć nowe życie w Helsinkach. Z dala od widma siostry, poczucia winy po stracie rodziców i ciotki Bierty, która gdy dowiedziała się, że pojechałam bez słowa na wycieczkę, wściekła się i postanowiła mnie nachodzić dwa razy dziennie. Miałam już nakręconą pracę, dzięki innej dziewczynie z Estonii, która również dostała stypendium i zaczyna naukę na tej samej szkole. Obie nie znamy fińskiego, więc gdy spiknęłyśmy się na forum szkoły od razu zaproponowała mi, że załatwi mi pracę w tym samym barze co ona. Bar był w ruchliwej dzielnicy turystycznej i nawet całkiem nieźle płacili. To w porównaniu z moimi oszczędnościami pozwalało mi spokojnie się utrzymać i zapłacić za akademik. Nie mogłam się doczekać.
Mikko się nie odezwał.
Po nowym roku zaczęłam wyprzedawać swój dobytek. Po śmierci rodziców zamieniłam nasz duży dom na małe mieszkanko w centrum Moskwy i upchnęłam w nim ile się dało z naszego domu. Teraz było tu pusto, zostawiłam tylko tyle mebli, żeby mieć do czego wrócić a środek salonu ozdabiały dwie otwarte wielkie walizki do których co chwila coś dopakowywałam. Życie nigdy nie było takie cudowne!
Mikko się nie odzywał....
Mój telefon rozwibrował się na stoliku przed telewizorem. Mikko? Tatiana...
-No dawaj, sklepy same do nas nie przyjdą! stoję pod twoją kamienicą, rusz dupę!
Ubrałam kurtkę, czapkę... Spojrzałam na nią, zielono czerwona czapka z pomponem którą kupił mi Mikko w Helsinkach.. Cisnęłam ją w kat, wolę iść z golą głową. Założyłam swoje glany, złapałam torbę i zbiegłam na dół. Na dworze było chyba z minus 500 stopni. Nie rozumiem dlaczego początek marca przywitał nas mrozem.
-No hej, gotowa na nowe ciuchy?
Uciskałam moją przyjaciółkę, jak zwykle wyglądającą nieskazitelnie w białym dopasowanym płaszczyku i kozaczkach na obcasie.
-Jasne! Nowe życie, nowe ciuchy, za tydzień będę już inną kobietą!
-I o to chodzi!
Przybiłyśmy piątkę i ruszyłyśmy w stronę centrum handlowego. Miałam dobry humor od rana, ale dzisiejszego dnia Mikko często gościł w moich myślach. Nie podobało mi się to. Miałam złe przeczucie.
Oczywiście z moją przyjaciółką nawet zwykłe wyjście na zakupy musi być ekscytujące. Tatiana zabrała mnie pod Kreml na sesje zdjęciową (żebym nie zapomniała czasem skąd pochodzę), kupiła wielką włochatą czapkę uszatkę i ręcznik z flagą Rosji. Naciskała, żebym założyła tą czapę owinęła się ręcznikiem i robiła mi w tym wszystkim zdjęcia pod tym Kremlem. Teraz na pewno nie zapomnę skąd pochodzę.
Gdy w końcu dotarłyśmy do galerii byłyśmy cale zgrzane i twarze bolały nas od śmiechu. I wtedy to zobaczyłam... Mijałyśmy sklep muzyczny a ja stanęłam jak wryta na widok plakatu reklamującego dzisiejszy koncert zespołu Kuolema. Nie dało się przeoczyć, zajmował całą witrynę...
-O nie, Mina, nawet o tym nie myśl...-Tatiana odciągnęła mnie za rękaw od szyby. Skoro grają dziś koncert,dziś a dokładnie za 7 godzin, dokładnie o 20:00, to znaczy, że Mikko już jest w Moskwie... Koncertu nie załatwia się z dnia na dzień, musiał wiedzieć wcześniej, skoro nie zadzwonił znaczy to....
-Jezus kwiatuszku nie płacz! -nawet nie poczułam łez, które zaczęły płynąć mi po policzkach. Porażka, cały czas łudziłam się, że się mylę. Że jest zapracowany, że dlatego nie dzwoni. Właśnie rozjechał mnie pociąg rozczarowania. Tatiana zaciągnęła mnie na ławkę.
-Nie płacz, nie warto. Sama mówiłaś, że cię wykorzystał. Pamiętasz jak podle się czułaś jak to do ciebie dotarło? Idziemy teraz wydać mnóstwo pieniędzy na ciuchy w których będziemy wyglądać zjawiskowo, a wieczorem ruszamy do klubu na imprezę, znajdziemy sobie jakieś chętne mięsko i zabawimy się.
-Tak.-Wstałam i wytarłam oczy rękawem, rozmazany makijaż zrobił ze mnie szopa
-Idziemy!
Oj i wydalam dużo pieniędzy. Wracałyśmy do domu z pełnymi torbami. Tatiana robiła wszytko byle bym nie zbliżała się do tego sklepu muzycznego. I udało jej się. Czułam tylko złość. Złość na niego. DUPEK!
Kupiłyśmy po drodze trzy flaszki wina, lody i pękate paczki chipsów. Zapowiadał się wieczór pijacko-obrzartuchowaty i podobało mi się to. Była godzina dziewiętnasta gdy w końcu weszłyśmy na ulicę na której znajdowała się moja kamienica. śmiałyśmy się, gadałyśmy i nie zauważyłam ciemnej postaci stojącej w zaułku. Szukałam kluczy w torebce gdy obok rozległ się głos:
-Nigdy się nie nauczysz, mróz a ty bez czapki...
torby wyleciały mi z rąk. Ten głos bym wszędzie rozpoznała. Spojrzałam na Tatianę a ona mierzyła go wściekłym wzrokiem. W końcu nie mogłam go dłużej ignorować i odwróciłam głowę starając się przybrać obojętny wyraz twarzy. Jezu, jaki on był przystojny... W czarnym płaszczu, czarnym kapeluszu i z kilkudniowym zarostem.
-Co chcesz?
Zdziwił się moją ostrą reakcją. Ile wysiłku wkładałam w to żeby nie okazywać żadnych emocji... Tatiana będzie pękać z dumy. Przyjechał... Taa, na koncert.
-Nie mogłem się dodzwonić do ciebie więc wpadłem. Mam bilety dla ciebie na dzisiejszy koncert, później możemy gdzieś wyskoczyć.
-Nie możemy. Słuchaj..-Złapałam go za poły płaszcza i zaczęłam tłumaczyć jak dziecku
-Ja rozumiem, że zjawiłam się w dobrym momencie. Porobili nam parę fotek, prasa się od ciebie odczepiła a ty w zamian za to pozwoliłeś mi uwierzyć, że mogę się komuś spodobać i przez krótką chwilę czułam się w końcu dobrze sama ze sobą ze swoim ciałem... Ale koniec. Nie będziesz mną manipulował jak ci się podoba. Do widzenia.- Poklepałam go po ramieniu, zebrałam torby i weszłam na klatkę schodową. Nogi miałam jak z galarety, ręce mi się trzęsły ale starałam się trzymać prosto i iść pewnym krokiem, żeby nie okazać żadnych uczuć. Dopiero w domu padłam na kanapę i tama puściła. Tatiana usiadła przy mnie dziwnie milcząca i pozwoliła mi płakać. Nie wiem czemu płakałam. Przez chwilę myślałam.. miałam nadzieję. A wtedy przypomniałam sobie o tym wstydzie gdy dotarło do mnie co zrobił. Nie mógł się dodzwonić, dobre sobie.
-Słuchaj... Może pogadaj z nim. Wydaje mi się, że przesadziłaś.
-Przepraszam? Sama mi mówiłaś, że to kretyn. Poszłam po prostu za twoją radą.
-Wiem, ale nie widziałaś jego miny. Jak by dostał w twarz... Idź na ten koncert, zapytaj wprost. Powiedz do jakich wniosków doszłaś. Koleś jest booooski, sama bym się za niego wzięła.
-Wyjdę teraz na kretynkę..
-Słuchaj, koleś trzymał cię za włosy jak zygałaś do zlewu. Nic go nie zaskoczy. Zwal na mnie, że to ja ci nagadałam. A teraz idź się odstrzel na bóstwo, bo za 30 minut zaczyna się koncert.
-Nie mam biletów...
Tat przewróciła oczami i wyciągnęła ze swojej torby bilet i wręczyła mi go z przebiegłym uśmiechem.
-Skąd go masz?
-Twój kochaś wyglądał tak żałośnie jak go zbeształaś... Więc wzięłam od niego ten bilet co go miał dla ciebie i powiedziałam, że przyjdziesz, aczkolwiek nic nie obiecuje,a i dał mi jeszcze to... -Zanurkowała w torbie i wyciągnęła pudełko z płytą. Wzięłam ją od niej, na płycie było napisane "Dla Miny" po angielsku, cyrylicą... Cóż przynajmniej się starał.. Poszłam do sypialni i uruchomiłam laptopa. Co to do cholery? Film, muzyka? Przecież nie gra komputerowa....
Włożyłam płytę i czekałam. To była piosenka. Piękna ballada, po angielsku na dodatek... Jak wsłuchałam się w tekst, zrozumiałam, że mogłam się pomylić w swojej ocenie. To była piosenka, jak się domyślam, o mnie. O pięknej kobiecie, która rozjaśniła mroki wiecznej nocy swojemu wielbicielowi i kusi go, żeby przeszedł z nią na jasną stronę. Poetyckie w ch... w cholerę. Matko Boska, jeśli on tak naprawdę myślał? Gdy piosenka się skończyła i ucichły ostatnie akordy gitary odezwał się Mikko: "Chciałbym cię prosić, żebyś skomponowała dla mnie partie skrzypiec, którą można by dodać w refrenie, później gdy przyjedziesz do szkoły, moglibyśmy ją nagrać w naszym studiu...."
No tak, głupia ja. Partia skrzypiec. Zdecydowałam, że pójdę na ten koncert. Chce zobaczyć, co będzie miał mi do powiedzenia.
***
No i poszłam. Ludzi było dużo więcej, bo koncert nie odbywał się w ciasnym klubie tylko na hali sportowej. Moje szanse, że spotkam się z Mikko rozwiały się jeszcze za nim podeszłam do kontroli biletowej. Pokazałam mój bilet pani przy wejściu, a ona bez słowa pokazała że mogę wejść. Później oddałam kurtkę do szatni i poszłam pod scenę. straciłam ochotę na zabawę, gdy zobaczyłam ilość fanów, którzy już byli w środku. Stanęłam z boku, na tyle blisko, żeby dobrze widzieć scenę a na tyle daleko, żeby Mikko nie wypatrzył mnie w tłumie.
Koncert miał się zacząć o 20:00 a było już po 21:00 gdy rozbrzmiały pierwsze takty intro. Gdy Mikko wyszedł na scenę, patrzyłam tylko na niego. Był taki piękny w tym swoim mrocznym scenicznym makijażu, skórzanych spodniach i rozpuszczonych włosach. Patrzyłam jak szalał na scenie, zabawiał tłum, śpiewał. Teraz po angielsku, co pozwoliło mi w końcu zrozumieć, że mimo mrocznej nazwy i całego tego image'u ich piosenki były po prostu piękne. Teksty w piękny sposób opowiadały o błahostkach.
Nie podobało mi się tylko to, że panie z pierwszych rzędów rzucały w stronę chłopaków fragmenty swojej bielizny... Gdybym ja rzuciła majtki, pomyśleli by, że to spadochron.... Nieważne, koncert trwał. Nie ekscytowałam się tak jak reszta ludzi zgromadzonych w hali, nie moje klimaty.
I bum, koniec. Tłum skandował "JESZCZE, JESZCZE!" ale chłopaki już nie wrócili na scenę. Zebrałam się i poszłam. Nie było szans na rozmowę, trudno.
Wzięłam swoją kurtkę, ubrałam się i ruszyłam w drogę powrotną do domu. Tatiana czekała u mnie z winem. Rozczaruje się gdy nie przyniosę żadnych wieści. Było już późno, ulice były puste i szybko się szlo. W domu byłam po północy, Tat zasnęła na kanapie, tuląc pustą flaszkę. Okryłam ją kocem i poszłam do łazienki. Szybko się ogarnęłam i już w mojej sypialni dotarło do mnie, że to koniec. Koniec z Mikko. Ta myśl jakoś nie wywołała u mnie ani płaczu, ani histerii. Byłam emocjonalnie pusta.
fajne czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuń