piątek, 24 października 2014

IX

 Proszę bardzo, kolejna część! Powoli zbliżamy się do końca, w przyszłym tygodniu Zołza! Miłej lektury ;)


Jak w transie wstałam podeszłam do tej pary zdrajców. Jestem na sto procent pewna, że to z tą suką gadał wtedy w sklepie, więc musieli kręcić już wcześniej. Czułam się jakbym szła w zwolnionym tempie, droga do ich stolika wydawała mi się trwać wieczność, a w głowie kotłowały mi się najróżniejsze scenariusze. Najbardziej idiotyczny wydawał mi się ten, w którym to Tatiana wynajmuje Mikaela,żeby mnie uwiódł i "w końcu rozdziewiczył", a później siedzą razem przy kolacji przy świecach i śmieją się z tego jaka jestem naiwna. Cóż, jestem naiwna, tylko ciągle zaskakuje mnie jak bardzo.

Pierwszy zobaczył mnie Mikko. Przez sekundę wydawał się zaskoczony, a nawet trochę zły, ale jego twarz szybko przybrała wyraz obojętności. Tatiana szczebiotała jak najęta swoją połamaną angielszczyzną jakie Helsinki są cudowne i ile widzieli już dzisiaj. Nawet nie zauważyła, że od chwili stoję przy niej.Dopiero gdy chrząknęłam, raczyła zamknąć paszczę i spojrzała na mnie. Nie potrafi ukrywać emocji tak dobrze jak Milko-widziałam panikę w jej oczach.

-Widzę, że dobrze się bawicie. Nie przeszkadzam?

Specjalnie mówiłam po angielsku. Wykrzyczenie jej w twarz tej całej złości którą mam w sobie po Rosyjsku było by niesprawiedliwe, w końcu Mikko też musi oberwać...

-O, Mina. Co za niespodzianka! Nie sądziłam, że cię tu spotkamy! Jak się masz?

Jak się mam? JAK JA SIĘ, KURWA MAĆ, MAM?! Jaja sobie robi?!

-A ty co? Nie odezwiesz się? Nie przywitasz się ze mną? -Naskoczyłam na Mikko

-Nie przywita się, bo jest teraz ze mną. Nie widzisz, że przeszkadzasz nam w randce?

Tatiana przeszła na Rosyjski. Może i jestem naiwna, ale nie głupia. Postanowiłam nie wchodzić w jej grę i zostałam przy angielskim.

-Szybko się pocieszyłeś, ty złamasie. Wiecie co, jesteście siebie warci. Ty, za to, że udawałaś moją przyjaciółkę, a za moimi plecami odbiłaś mi faceta, a ty... Nawet nie będę mówiła.

-Sama mówiłaś, że on nic nie znaczył! Że to tylko przelotny romans! Poza tym spójrz na siebie, gdzie on by się mógł z tobą pokazać? Nie pasujesz mu do wizerunku z tymi swoimi pseudo-rockowymi łachami i dupą jak szafa.

Próbowałam odliczać od 10, zrobiłam serię wdechów i wydechów. Niestety nie pomogło... Złapałam ją za kłaki i mimo pisków i krzyków, które rozległy się w restauracji zaczęłam ją za nie wywlekać na dwór. Anna i Monica próbowały zstąpić mi drogę i przemówić do rozumu. Niestety nie pomogło.
Wywlekłam piszczącą i bluźniącą Tatianę na zewnątrz i pchnęłam ją przed siebie. Zatoczyła się, ale utrzymała równowagę i zaczęła poprawiać te swoje loczki.

-Ubieram się tak...-Zaczęłam spokojnym głosem, jestem z siebie dumna-... bo posłuchałam ciebie, gdy mówiłaś, że muszę zacząć wyrażać siebie. Większość moich ciuchów była kupiona za twoją radą, więc nazwanie ich "łachami" po potwarz wymierzona samej sobie. Przyjaźniłyśmy się od dawna i nie raz słyszałam, że zamierzasz znaleźć sobie bogatego frajera, który będzie cię utrzymywał, ale nie sądziłam, że w tych swoich chorych planach posuniesz się do tego, żeby odbić chłopaka swojej najlepszej przyjaciółce. Podejrzewam, że to zaczęło się jak dał ci ten bilet i płytę. Była jeszcze wejściówka za kulisy, tak?

-Kwiatuszku....

-Zamknij się i daj mi skończyć! Cały czas zwierzałam ci się ze wszystkiego, byłabyś skończoną idiotką gdybyś nie domyśliła się, że zakochałam się w tym dupku do szaleństwa. Drgnęła ci chociaż powieka, gdy dzwonił do ciebie i powiedział, że zostawi mnie po tej gali? Pomyślałaś wtedy o mnie?

-Mina chodź już...

Anna zaczęła odciągać mnie za rękę w stronę akademików. Tatiana za to nie wyglądała ani trochę na skruszoną, za to Mikko miał minę jakby wypił całą szklankę soku z cytryny. Żadne z nich nie patrzyło na mnie, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że miałam rację. To nie sprawa z ostatnich dwóch tygodni, ten ich mały romansik ciągnął się dłużej za moimi plecami.

-Wiesz co dupku, szanuj ją, pasujecie do siebie. Taka sama z niej suka jak i z ciebie skurwysyn.

Odwróciłam się i ruszyłam w swoją stronę z dziewczynami. Im bardziej oddalałyśmy się od restauracji, tym szłam szybciej i tym mocniej starałam się powstrzymać łzy. Dziewczyny nic nie mówiły, rozumiały mnie i wiedziały, że nie chcę od nich słów współczucia. Wystarczyło, że zebrały za mną moje rzeczy i dotrzymały mi towarzystwa w drodze do akademika. Nie pożegnały się nawet, tylko zostawiły mnie samą w pokoju, gdzie w końcu tama puściła i wpadłam w szloch.

                                                                      ***

Do końca weekendu torturowałam się i w kółko słuchałam piosenki, którą Mikko napisał rzekomo dla mnie. W niedziele wieczorem w kolejnej fali złości połamałam tą płytę i podarłam nuty, które do niej napisałam. Właściwie mój pokój wyglądał jak pobojowisko. "Łachy" leżały porozrzucane po podłodze, po ataku złości, który wyładowałam na szafie. Tak samo jak książki, kosmetyki, pościel... Czułam się źle, wręcz strasznie, fizycznie i psychicznie. Nic nie zjadłam przez cały dzień, o ćwiczeniach i przygotowaniach na nowy tydzień na uczelni nie było mowy. Energię znajdywałam tylko wtedy, gdy przypomniał mi się ten jej zadowolony uśmieszek, jak obrażała moją garderobę i tyłek. Rzucałam wtedy po pokoju wszystkim co miałam pod ręką i kopałam to co już leżało na podłodze, po to, żeby po wszystkich rzucić się z płaczem na łóżko. Wydaje mi się, że dopiero teraz wyszła ze mnie cała frustracja i złość, które gromadziły się od czasu naszego zerwania. Z jednej strony lepiej, że wyrzucam to z siebie, Bóg wie, co bym zrobiła gdybym potrzymała to w sobie tydzień dłużej...

W noc z niedzieli na poniedziałek nie zmrużyłam oka ani na minutę. Leżałam i gapiłam się w sufit bez końca analizując każdą minutę, którą spędziłam z Mikko. Przypominałam sobie każde słowo, każdy gest i próbowałam zorientować się, kiedy to się zaczęło, ta cała sprawa z Tatianą. Doszłam do wniosku, że od samego początku naszego "związku" miałam w głowie zapaloną lampkę, która sygnalizowała mi, że coś jest nie tak. Byłam na tyle głupia, że ignorowałam oczywiste sygnały i poszłam z tym kretynem do łóżka. Zaufałam mu i zakochałam się z nim, chociaż tak naprawdę nie zasłużył na moje zaufanie, tym bardziej na miłość. Zresztą, on sam nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha. Nawet raz.

                                                                         ***

Moja urażona duma nie pozwoliła mi iść w poniedziałek na zajęcia. Mówiąc "duma" mam na myśli jeden wielki burdel w pokoju i brak świeżych ciuchów. Czas ruszyć dalej,pomyślałam i zabrałam się za ogarnianie. Najpierw pranie, później wyniesienie śmieci i czas na posiłek. Czułam że z każdym śmieciem uprzątniętym z pokoju, zaczynam wracać do równowagi. Gdy pokój był czysty, wiedziałam już, że chociaż ból w sercu i poczucie zdrady będzie mi jeszcze trochę doskwierało, dam radę.

Ruszyłam dalej!

Anna wpadła do mnie wieczorem. Spotkałam ją gdy wyszłam na zewnątrz wyrzucić śmieci. Od razu zauważyłam, że nie wie co ma powiedzieć, była zmieszana. Przywitałam się z nią pierwsza.

-Przyszłam, bo nie wiedziałam co się dzieje.Nie było cię na zajęciach,martwiłam się.

-Potrzebowałam chwili dla siebie, że tak powiem, chodź na kawę.

-Mam coś lepszego - pokazała mi reklamówkę z zachęcająco grzechocącą zawartością. Oby to nie było wino... Wieczorki przy winie kojarzą mi się tylko z tamtą wywłoką.

Zaprosiłam ją na górę do świeżo wysprzątanego pokoiku. Anna rozpakowała swoje zakupy i coś czuję, że jutro nie będę miała dobrego dnia w szkole. Czysta wódka.

-Wiesz, martwiłyśmy się dzisiaj z Monicą o ciebie..

-Właśnie, czemu jej nie ma? Zazwyczaj jesteście nierozłączne.

-A daj spokój...-machnęła ręką -Jej idol okazał się ciulem i się podłamała trochę. Powiedziała, że na twoim miejscu nie chciałaby nikogo widzieć i nie przyszła. 

-No tak.

Idol. Gdyby tylko te wszystkie zakochane fanki wiedziały...

-Właściwie nie przyszłam tu rozmawiać o Mikko, ani cię pocieszać. Chcę ci coś powiedzieć...

O nie... Tylko nie poważna rozmowa przy wódce. Chyba tego nie zniosę!

Anna rozlała po trochu do szklanek które przygotowałam. Wzięłam swoją i umościłam się na łóżku. Ona usiadła w drugim końcu i zapanowało milczenie. Wiedziałam, że nie spodoba mi się to co za chwilę usłyszę, więc żeby opóźnić tą chwilę, uniosłam swoją szklankę do góry.

-Na zdrowie!

Wypiłyśmy. Trafił swój na swego: żadna z nas się nawet nie skrzywiła.

-No powiedz mi w końcu bo nie wytrzymam!

-Mina... Miałaś kiedyś tak, że w jednej chwili całe twoje życie, wywraca się do góry nogami i rozsypuje w taki sposób, że na pierwszy rzut oka nie da się go już poskładać do kupy? Że usiadłaś na podłodze i marzyłaś żeby zapaść się pod ziemię, uciec, umrzeć?

-Miałam...-Odpowiadam cicho i zaczynam się bać. Co się dzieje do cholery?

-Moja rodzina jest bardzo konserwatywna. Tam skąd pochodzę, należymy do śmietanki towarzyskiej. Wiesz, duży dom, majątek, wpływy... Nie mogłam już tego wytrzymać. Tej presji. Chciałam w końcu mieć trochę luzu więc wyjechałam na studia tutaj.

-Rozumiem cię.

-A teraz muszę tam wrócić z podkulonym ogonem. Jestem w ciąży.

A to bomba. Spodziewałam się, że to będzie coś dużego, ale ciąża? Anna wyglądała tak żałośnie... Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale instynktownie przysunęłam się do niej i przytuliłam.

                                                                       ***

Wiedziałam, że picie w tygodniu to zły pomysł, ale to nie przeszkodziło nam wypić całą flaszkę wódki i siedzieć do 4 nad ranem. To było upicie się na smutno, myślałyśmy cały czas co robić z tym całym fantem. Moja koleżanka podejrzewa, że to około 6 tydzień. Próbowałam na wszystkie sposoby wyciągnąć od niej kto jest ojcem, niestety, nawet pijana w sztorc nie chciała powiedzieć.
Nie dość, że czułam się jak by Iron Maiden i Machine Head połączyli siły i zrobili sobie w mojej głowie sale prób, to jeszcze cały czas zbierało mi się na pawia. Pierwszą część zajęć ledwo przetrwałam. w przerwie obiadowej mój żołądek się poddał i 15 minut przytulałam muszlę w toalecie. Czułam się sponiewierana i tak samo wyglądałam, nie dam rady wytrzymać kolejnych 4 godzin zajęć, tym bardziej, że teraz będą praktyczne. Wychodząc z toalety na baaardzo głośny korytarz napisałam smsa do Anny, żeby wiedziała, że zerwałam się z zajęć. Byłam tak zapatrzona w telefon, nie widziałam gdzie idę i nagle łup! Odbiłam się od czyjejś klatki piersiowej i upadłam na tyłek.

-Patrz gdzie leziesz... TY?!

Nade mną stał Mikko. Może dlatego, że sama mam kaca mordercę od razu zauważyłam te same objawy u niego. Blady, podkrążone oczy. Mam nadzieję, że też wyrzygiwał flaki, ot taka myśl.

-Czego chcesz?

-Porozmawiać.

-Nie mamy o czym, wydaje mi się, że wyraziłam się na tyle jasno, że nie muszę się powtarzać.

-To ty mnie zostawiłaś, więc nie rozumiem po co urządziłaś tą szopkę w restauracji. Słucham, wytłumacz się.

Nie no, ten to ma tupet. Szczerze mnie rozśmieszył.

-Ja cię zostawiłam? Błagam, nie poniżaj się. I tak chciałeś mnie zostawić... Czekaj, jak to było?

Udałam, że zastanawiam się nad czymś intensywnie

- Achh tak! "to chwilowe, nie dałbym rady na dłuższą metę, doprowadza mnie do szału, już teraz ledwo wytrzymuje, wszystko się skończy po tej zasranej gali". Więc nie pieprz, że to ja cię zostawiłam. Ja tylko cię wyprzedziłam, jeśli to uraziło twoją męska dumę to...

-Zamknij się idiotko. O czym ty pieprzysz?!

-O twoim telefonie w sklepie! Byłam głupia, jak sądziłam, że coś do mnie czujesz. I jeszcze raz nazwij mnie idiotką, a cię wykastruje A teraz idź już stąd bo robisz scenę.

-Ty robisz scenę i nie pójdę póki sobie tego nie wyjaśnimy.

-Nie będę nic z tobą sobie wyjaśniać, a przynajmniej nie tutaj.

-Dobrze, więc dziś wieczorem. Pub Corona, godzina 20. I lepiej przyjdź bo jak nie to porozmawiamy inaczej.

-Co zrobisz, pobijesz mnie?

Prychnęłam i odeszłam od niego. Kilka osób już zebrało się w kółeczku wokół nas i obserwowało co się dzieje. Pójdę do tego pubu. Chętnie wysłucham co ten kretyn ma mi do powiedzenia, a raczej jaką łzawą historyjkę zamierza mi wcisnąć. Ubawie się po pachy.

poniedziałek, 20 października 2014

VIII

Jak to zazwyczaj bywa po bolesnych rozstaniach wypracowałam sobie pewien rytm dnia i starałam się go za wszelką cenę trzymać, żeby nie myśleć o tym kretynie.

*Wstać.

*Zjeść.   

*Iść na zajęcia.

*W przerwie obiadowej słuchać trajkotania Anny.

*Zajęcia.

*Zjeść.

*Ćwiczyć.

*Zjeść.

*iść spać.

*Powtarzać codziennie, aż do usranej śmierci.

Z pracy w tej zasmarkanej kawiarni zrezygnowałam po tym jak okazało się, że szef od początku wykorzystywał mnie do ciężkiej harówki a płacił mniej niż najniższą krajową. Więc byłam zmuszona zacząć szukać jakiejś innej pracy, na co kompletnie nie miałam czasu ani energii. Po dwóch tygodniach od naszego rozstania przestałam nawet obsesyjnie sprawdzać portale plotkarskie. Bo po prostu nic na nich nie pisali, oprócz małej wzmianki z ogólnego podsumowania tej wspaniałej gali. Było mi przykro, bardzo przykro i cały czas miałam nadzieję, że nie odzywa się do mnie bo nie ma czasu/jest zajęty nową płytą/koncertuje... Możliwości było tyle na ile ograniczona była moja wyobraźnia.

Codziennie dzwoniłam do Tatiany, rozmowa z nią bardzo mi pomagała, chociaż gadałyśmy o zwykłych pierdołach. Nie poruszałam już tematu Mikaela, oprócz następnego dnia po naszym rozstaniu, kiedy to opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami. Udawałam przed nią, że wcale mi na nim nie zależy, że po prostu "dobrze się bawiliśmy", nie chciałam żeby obsypała mnie swoimi dobrymi radami i użalała się nade mną. Tym bardziej nie chciałam usłyszeć jej popisowego "A NIE MÓWIŁAM!".

Przeżyłam również chwile grozy, gdy spóźniał mi się okres. Już zaczęłam sobie wyobrażać minę ciotki Bierty, gdy wracam do Moskwy z dzieckiem w brzuchu, bez męża. Po dwóch dniach nerwów, płaczów i przekleństw złapałam za telefon, żeby zadzwonić do Mikko i pochwalić się że będzie tatusiem, zaczęłam krwawić. Nigdy więcej seksu bez zabezpieczeń, tego jestem pewna!

                                                          ***

Równo dwa tygodnie po akcji w sklepie, Anna i Monica postanowiły, że mają dosyć mojej markotnej miny i chińskie żarcie na pewno mnie rozweseli. Miło wiedzieć, że wyglądam na żarłoka, ale nie mogę zaprzeczyć: wizja wspaniałego kurczaka w pięciu smakach z ryżem, polanego sosem słodko-kwaśnym od razu wprawia mnie w lepszy nastrój. Poszłyśmy na małe zakupy i zaszłyśmy do tej chińskiej knajpki do której codziennie jedliśmy z Mikko. Gdy weszłyśmy do środka starałam się za wszelką cenę nie spojrzeć na "nasz" stolik. Usiadłyśmy w drugim końcu sali, tak, żebym miała go za plecami, po co się bez sensu torturować wspomnieniami?

Jedzenie jest jednak najlepszym przyjacielem kobiety w sytuacji kryzysowej. Jeden kęs mojego pysznego kurczaczka, przyjemna rozmowa z dziewczynami i w końcu z ramion spadł mi cały ciężar a ja w końcu poczułam się rozluźniona.

-...no bo naprawdę Mina, ile można siedzieć w domu i lamentować? od tej pory będziemy codziennie zabierały cię na chińszczyznę, skoro tak to na ciebie działa.

-Tak, tak, a później będziecie mnie wiozły na uczelnie na taczce, bo nie będę w stanie sama iść.

-To po chińszczyźnie wysiadają nogi?!

-Tak Monica, puchną i odpadają jeśli zjesz za dużo...

Anna nagle urwała i obie z Panną Niekumatą utkwiły przerażony wzrok gdzieś ponad moim ramieniem. Domyślałam się już kto wszedł do środka, na kogo innego by tak zareagowały?

-Co się stało?

-Lepiej się nie odwracaj....

-Daj spokój Anna, przecież to nie tak, że rzucę się na ziemię z płaczem jak go zobaczę.Bo to on, prawda? Mikko przyszedł?

-Tak, ale on nie jest sam....

Odwróciłam się jak na komendę. Rzeczywiście nie był sam, on i jego towarzyszka właśnie mościli się przy "naszym" stoliku. Przeklęty sukinsyn wyglądał na bardzo szczęśliwego i dumnego, jak odsunął jej krzesło i pomógł jej usiąść. W końcu na takich szpilkach sama nie dałaby rady... I wtedy mnie trafiło. Anna i Monica próbowały coś do mnie zagadać,a ja słyszałam ich głosy jakby z oddali, nie mogąc odwrócić głowy od dziewczyny, która towarzyszyła Mikko. Siedziała do mnie tyłem, ale nie mogłam się pomylić. Te ciemne loki mogły należeć tylko do Tatiany.

piątek, 10 października 2014

Zołza cz. I



Ruszam z czymś nowym, mam nadzieję, że przypadnie do gustu :)

I

Kobiety lubią mówić, że faceci to świnie, żeby usprawiedliwić swoje bezsensowne zachowanie. Na przykład: dopada cię PSM, PMS, RTV, AGD czy jak to tam się nazywa, hormony buzują, stajesz się drażliwa, wszytko cię irytuje i szukasz tylko pretekstu do kłótni. I oto wraca z pracy twój luby, zmęczony, wymięty, marzący tylko o tym, żeby się wykąpać i usiąść z piwem przed telewizorem. Ale na swoje nieszczęście spóźnił się 15 minut. Gdzie był? Co robił? Na pewno był ze swoją super-sekretarką! Na 100%!  Nie namyślając się długo zaczynasz awanturę. Kłócicie się, po czym ty zaczynasz płakać, bo on nie chce się przyznać, stwierdzasz, że to kłamliwy drań i świnia. 

A niewinny mąż, po 5 takiej kłótni w końcu pójdzie do łóżka ze swoją super-sekretarką, bo przecież po powrocie do domu i tak mu się za to oberwie prawda? Prawda!

                                                                           ***
Faceci to świnie i nic tego nie zmieni! Mózg mi zaraz wybuchnie od tych wszystkich epitetów, które się w nim kłębią! Cham, świnia, padalec! Więc niech mi ktoś wyjaśni dlaczego stoję bez słowa oparta o futrynę i patrzę beznamiętnie jak owa świnia, szanowny pan Adam, pakuje swoje rzeczy, rzucając co jakiś czas w moją stronę spojrzenie pełne nienawiści. Czemu nie wykrzyczę mu w twarz tego wszystkiego co mam w głowie?

-To już na razie wszytko. Jutro przyśle kogoś po resztę swoich rzeczy. Mieszkanie sobie weź, Joanna ma duży dom, ta klitka jest nam niepotrzebna.

Trzask drzwi, a ja nadal stoję. Wraz z zamknięciem tych drzwi skończyło się moje małżeństwo. Zostałam całkiem sama... Dlaczego nie mogłam nic mu powiedzieć? Nawet nie poprosiłam o wyjaśnienia. Gdy Adam wyszedł wczoraj po naszej kłótni, sądziłam, że co najwyżej wróci pijany z knajpy. W życiu nie spodziewałam się, że wejdzie rano do domu i od progu oznajmi, że miałam rację. Że sypia ze swoją sekretarką, co więcej, będą mieli dziecko i że się do niej przeprowadza. Dziecko? Ze mną nie chciał mieć dzieci, mówił, że nie dojrzał do roli ojca, że najpierw musi rozkręcić firmę itp. Od dawna go o to podejrzewałam. Wracał spóźniony z pracy, albo zostawał do późna w biurze pod pretekstem wypisywania jakiś tam raportów.

Jak on mógł!? Zostawić mnie?! Przecież jestem zoną idealną! Zawsze pilnowałam, żeby Adaś miał ciepły obiadek czekający, aż wymizdrzy się z tą suką i łaskawie wróci do domu. Sprzątałam, bo wiedziałam, że nie lubi nieporządku. Prałam, prasowałam, latałam codziennie po świeże bułeczki, żeby ten skurwiel miał na śniadanie! Na oficjalnych kolacjach uśmiechałam się i czarowałam potencjalnych wspólników, żeby na następny dzień przybiegli do jego biura i podpisywali te jego zasrane umowy. A on co?! Zostawił mnie dla tej plastikowej wywłoki?! No bo naprawdę, tych cycków, dupy i wielgachnych ust nie stworzyła natura. Nie mówiąc już o hebanowej opaleniźnie i włosach popalonych od rozjaśniaczy.

Rozejrzałam się po naszym... znaczy się już tylko moim mieszkaniu. 3 pokoje, przytulny salonik, duża kuchnia. Ciekawe jaką wille ma ta Joasia, że śmiał nasze gniazdko nazwać klitką!?
Zwaliłam się na podłogę jak worek ziemniaków i zaczęłam płakać. Sama nie wiem po czym płakałam, przecież to on będzie żałował, że mnie zostawił. Ja nie zawiniłam.

                                                                    ***

Tydzień po wyprowadzce Adama, czekałam aż wróci do mnie z podkulonym ogonem. Czekałam aż minie mu ten kryzys wieku średniego, zorientuje się, że Joanna nie dorasta mi do pięt i wróci z bukietem róż.  Gdy po dwóch tygodniach przyszły papiery rozwodowe, straciłam już nadzieje i zaczęłam się zastanawiać czy może nie robiłam czegoś źle? Byłam załamana. Najgorsze było to, że nie miałam żadnej innej rodziny, do której mogłam się zwrócić o pomoc. Oprócz kilku przyjaciółek, byłam sama. Zostałam sama w wielkim mieszkaniu z papierami rozwodowymi i kompletnie nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić...

                                                                            ***

-Słuchaj Nika, olej tego frajera, rozwiódł się z tobą i pewnie teraz tego żałuje. Widziałam tą jego Joasie ostatnio, już nie jest taka super. Ciąża jej nie służy.

4 miesiące po wyprowadzce Adama odbyła się rozprawa rozwodowa. Właśnie siedziałam w barze z Jolką, moją przyjaciółką i "oblewałam" mój świeżo nabyty status rozwódki. Rozwód był ten z kategorii najgorszych czyli publiczne wylewanie na siebie pomyj. Dowiedziałam się, że jestem walniętą suką z manią kontrolowania i przez 3 lata małżeństwa było we mnie tyle seksu co w desce do prasowania. Całe życie legło mi w gruzach.

Przez te 4 miesiące próbowałam uporać się ze swoimi finansami. Ojciec Adama zmusił mnie do przekazania udziałów w jego firmie na rzecz Joasi, albo "zamieni moje życie w piekło". Nie miałam wyboru. Adam z kolei odciął mnie od naszego wspólnego konta, zablokował wszystkie karty kredytowe. Zostałam bez niczego i w końcu zaczęłam wysprzedawać z domu wszytko co miało jakąkolwiek wartość. Na pierwszy rzut poszły moje dizajnerskie ciuchy i buty, aż w końcu nie miałam wyboru, sprzedałam całe mieszkanie i przeprowadziłam się z pięknego apartamentowca w centrum warszawy, do małej kawalerki w starej i zniszczonej kamienicy. Znalazłam pracę jako sekretarka w jakiejś małej firmie przewozowej. Tą robotę nakręciła mi Jolka, jej kuzyn jest w niej kierowcą więc pogadał z szefem, żeby mnie przyjął. Boże, wróciłam do punktu wyjścia... Adama poznałam pracując jako sekretarka w firmie jego tatusia. Cóż, pociąg do sekretarek jak widać tak szybko nie mija...

W taki właśnie sposób trafiłam wprost z sali sądowej, do małej knajpki gdzie wraz z Jolą topie swoje smutki w alkoholu...

-Jola, co ja mam teraz zrobić? Byłam z Adamem praktycznie odkąd opuściłam dom dziecka, to cholerne 6 lat! Nie umiem żyć sama...

-To znajdź sobie faceta, proste -wzięła łyk swojego kolorowego drinka

-Jesteś ładna, zgrabna. Zawsze zazdrościłam ci tych zielonych oczu i marchewkowych włosów, pewnie nie tylko ja. To tylko kwestia czasu aż napatoczy się jakiś przystojniak.

Uroda jak widać to nie wszytko... Popatrzyłam na swoją przyjaciółkę. Wychowywałyśmy się razem w domu dziecka, była przy mnie odkąd pamiętam. Nie jest piękna, nawet nie jest ładna, ale ma tą charyzmę i coś takiego w sobie, że faceci aż do niej lgną, a ci byli, nie mogą o niej zapomnieć i cały czas ślą kwiaty. A ja? Niby taka piękna, ładna, a zostałam wymieniona na pustaka.

-Nie chce nowego faceta, nie chce żadnego faceta już nigdy! Idę do domu, rano mam pracę.

Pożegnałam się z Jolą i poszłam do mojej małej norki skulic się w kącie i wypłakać to czego alkohol nie dał rady ze mnie wymyć.
                                                                            ***

Następnego dnia czułam się jeszcze podlej niż dzień wcześniej. Byłam upokorzona gdy tłumaczyłam szefowi dlaczego zmieniam nazwisko. Na początku mi pogratulował, myśląc, że wyszłam za mąż... Później było mu głupio gdy wyjaśniłam, że wręcz odwrotnie.

Siedziałam przy swoim biurku i próbowałam skupić się na papierach, które trzymałam w ręku gdy do pomieszczenia wpadł jakiś facet. Przystojny całkiem, ale jego długie włosy i broda od razu skojarzyły mi go z Jezusem.

-Szefa kazał sobie nie przeszkadzać przez najbliższe 30 minut, więc proszę zostawić swoje dane a przekaże że pan był.

-Ja nie do niego.

Podniosłam na niego swój wzrok. Owszem był przystojny, ale jego oczy aż ziały bezczelnością. I w dodatku były tak błękitne, że aż nienaturalne, kurczę, piękne.

-To znaczy?

-Ja do ciebie, jestem Jarek

Wyciągnął do mnie rękę. Ani myślę ją uścisnąć, była umazana jakimś smarem, albo Bóg wie czym. Mierzyliśmy się wzrokiem przez chwilę, aż w końcu dał sobie spokój i opuścił rękę.

-Wiem, że ty jesteś Dominika, kumpela Jolki, to ja załatwiłem ci tą pracę.

-Dziękuję więc, w czymś jeszcze mogę pomóc?

Zaśmiał się. Ze mnie? To ja powinnam śmiać się z niego. Kto normalny chodzi w środku zimy w samej koszulce? Jeśli chciał zaimponować mi swoimi muskułami, to jeszcze mnie nie zna i nie wie, że ze mną nie te numery.

-Zawsze jesteś taka? Nie uwiera cię?

-Co ma mnie niby uwierać?

-Ten kij który masz wsadzony w dupę. Chciałem się zapoznać, wyciągnąć gdzieś na kawę, a ty z wdzięczności za tą pracę patrzysz na mnie jak na robala, którego trzeba zgnieść. Nie jesteś już panią w wysokich sfer, więc zejdź ze swojego piedestału, albo ktoś cię z niego zwali.

Odwrócił się i wyszedł a ja zaniemówiłam. Pierwszy, ale to PIERWSZY raz ktoś odważył się tak do mnie powiedzieć! Nieokrzesany gbur! Ja mu pokaże wdzięczność za pracę! Złapałam za grafik. W najbliższym tygodniu było zaplanowanych 6 kursów po warszawie i 8 na całą Polskę. Zobaczymy czy będzie taki pewny siebie gdy będzie musiał jechać do Szczecina dwa dni pod rząd.
Z Dominiką Zawadzką... Znaczy się z Dominiką Nowak się nie zadziera!!

poniedziałek, 6 października 2014

VII

VII
Poniedziałek w szkole był co najmniej dziwny. Już wchodząc do szkoły, wydawało mi się, że wszyscy się na mnie gapią. Po pierwszej godzinie zajęć wiedziałam już, że to prawda, gapili się. I szeptali. I znowu się gapili. I pokazywali palcami. Sądzę, że ma to związek z atakiem wściekłych harpii w kuchni i moim stwierdzeniem, że przespałam się z ich idolem. Wredne suki...
Popołudniu, gdy usiadłam na swoim miejscu z tyłu auli, jak nigdy usiadły po mojej stronie dwie inne studentki. Spojrzałam na nie, jedna to chyba była ta druga studentka z Rosji, drugą widziałam po raz pierwszy. Nie wydawały się być negatywnie nastawione, raczej uśmiechały się obie do mnie uspokajająco. W końcu odezwała się do mnie ta Rosjanka, oczywiście po rosyjsku:

-Ty jesteś Mina prawda? To o tobie gadają w szkole?

-Co gadają?-Byłam autentycznie zainteresowana.

-Nie ważne, nie przejmuj się. Dla nas to super, że jesteś z Mikko, jest super przystojny...

Powachlowała się teatralnie po twarzy. Ja dalej nie rozumiałam. I nagle mnie olśniło. Ruda suka z mojego pietra! Musiała puścić plotkę, że był u mnie ich cudowny i wspaniały idol i się rozniosło...

-Powiedz mi co gadają, dokładnie i ze szczegółami.

-Mam na imię Anna, tak w ogóle, a to jest Monica, jest z Petersburga.

Popatrzyłam na jej towarzyszkę, która wgapiała się we mnie jak sroka w gnat. Aha, miała na obie koszulkę zespołu... Kuolema, jak że by inaczej.

-Wiesz Mina, ludzie gadają bzdury, że podobno uprawiałaś z nim seks u siebie w pokoju w akademiku i jedziesz z nim w trasę koncertową, bo tak z tym zespołem Slaughter robiła twoja...

-STOP!

Krzyknęłam tak, że Anna i Monica, aż podskoczyły. Wtedy do sali wszedł wykładowca i zapanowała cisza. Pan Johnes, typowy Brytyjczyk, nie tolerował hałasu w trakcie jego wykładu. A ja nie mogłam oddychać przez ucisk w piersi. Wiedziałam, że gadają, domyśliłam się. Ale, że ja? Tak jak Vera? Nie, nie,nie,nie. To przecież nieprawda! I po to tu przyjechałam?! Żeby w drugim tygodniu szkoły zaszufladkowali mnie, jako dziwkę. Cały wykład z teorii muzyki przeszedł mi kolo uszu. Gdy inni studenci zaczęli się zbierać, a ja nie ruszyłam się z miejsca, Anna i Monica zostały ze mną. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Mikko. Jest tylko jeden sposób, żeby to odkręcić.

-Halo skarbie?

-Potrzebuje cię pod szkołą, już.

-Co się stało?

-Dowiesz się.

Schowałam telefon i rozsiadłam się wygodniej w swoim fotelu.

-Nie idziesz na obiad?-Anna zaczęła niepewnie. Monica dalej się nie odzywała, ona chyba była takim cichym przydupasem.

-Zaraz pójdę, chce posiedzieć chwilę.

-To nieważne co gadają. Ja wiem, że jest inaczej.

-Skąd? Znasz mnie?

-Nie znam, ale wiem, że Mikko nie robi takich rzeczy.

No tak, cudowne cudo z tego internetu!

-Przeczytałam kiedyś o tym w wywiadzie, że nie śpi z fankami.

Uśmiechnęła się do mnie i potarła po ramieniu gestem, który miał mi dodać otuchy. Czyżbym spotkała potencjalną przyjaciółkę?

-Możesz powiedzieć swojej koleżance, że krępuje mnie gdy tak się na mnie gapi?

Monica zamrugała jakby otrząsnęła się z jakiegoś transu i wydukała przeprosiny. Wybuchnęłyśmy wszystkie trzy śmiechem. Może w sumie nie będzie tak źle?

                                                                           ***

20 minut później Mikko napisał mi, że jest przed głównym wejściem. Jak na kogoś kto nie ma prawa jazdy, zaskakująco szybko przemieszcza się po mieście. Przeprosiłam moje nowe koleżanki i poszłam do wyjścia. Monica jak już zaczęła gadać, okazała się być fajną dziewczyną, tak samo Anna. Obie były wielkimi fankami Kuolemy, ale nie chciały żebym je z nimi poznała, ani nic takiego. Chciały się ze mną po prostu zaprzyjaźnić, ale nie wzgardziły by autografem. Wyszłam przed uczelnie i zobaczyłam tłum ludzi otaczający mojego chłopaka, który nie nadążał z rozdawaniem autografów. Widziałam, że sprawia mu to przyjemność ale niestety musiałam im przerwać.

-Przepraszam!-Przecisnęłam się przez tłum i wpadłam w jego ramiona. Objął mnie zaskoczony i przytulił.

-Jak miło kochanie, że znalazłeś czas, żeby zjeść ze mną obiad! Ale musimy się spieszyć, za godzinę mam kolejne zajęcia!

Moje przedstawienie odniosło sukces. Jak złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę najbliższej restauracji. Tłum rozstąpił się i wszyscy patrzyli za nami oniemiali. Bo w końcu, gdybym się z nim puszczała, spędzał by ze mną czas, poza łóżkiem? Ha,ha,ha. A masz ruda wywłoko!

-Dobra, o co tu chodzi. Czemu mam wrażenie, że to było przedstawienie?

Byliśmy już w chińskiej restauracji i zajęliśmy stolik. Mikko nie sprawiał wrażenia wściekłego, ani nawet rozdrażnionego. Wręcz przeciwnie, te błękitne oczyska aż się śmiały.

-Bo było, następnym razem nie bądź taki sztywny to wypadniemy lepiej -wzięłam do ręki menu i złożyliśmy zamówienia.

-Więcej wyjaśnień dostane?

-O Jezu... -Opowiedziałam mu co działo się dzisiaj w szkole i o rewelacjach, o których powiedziała mi Anna. Mikko zna mój stosunek do siostry, więc chyba powinien zrozumieć prawda?

-No ok, w sumie to było nawet fajne. Wkroczyłaś między tych ludzi jak lwica, podobało mi się...

Zaczął mnie smyrać po kolanie pod stolikiem. Przesunęłam się mocniej do stolika, żeby dać mu lepszy dostęp. Boże, jak on to robi, że zwykłym głaskaniem kolana sprawia, że robię się mokra i potrzebująca? Kelner przyniósł nasze zamówienia i Mikko od razu rzucił się do jedzenia z taką żarłocznością, że zaczęłam się zastanawiać czy jadł coś dzisiaj. Zapytałam go o to.

-Nie miałem czasu. Nagraliśmy już większość podkładów na nowy album, dzisiaj zacząłem nagrywać wokal. Od rana byłem w studiu.

Skubałam swojego kurczaka, w sumie nie byłam głodna. Mikko sprzątnął swoją porcję zanim ja zdążyłam zjeść połowę i wypił całą szklankę napoju jednym chustem.

-Chyba więc dobrze zrobiłam wyciągając cię na obiad.

-Bardzo dobrze, jesteś moim aniołem stróżem, straciłem poczucie czasu.

-Chcesz, to zjedz też moje

Podsunęłam mu talerz, zaczął wyjadać moją porcję już spokojniej.

-Codziennie masz taką długa przerwę w zajęciach?

-Zależy. Doktor Karppinen się na mnie uwzięła, zwykle zasypuje mnie zaległym materiałem na przerwie obiadowej. Daję słowo, w takim tępie zdam poprzedni semestr w miesiąc.

-To dobrze, będziesz miała spokój już.

Uśmiechnęłam się. Jadł jak prosiak, ale był przy tym niezwykle uroczy. Upaprał sosem swoją koszulkę Rolling Stones'ów. Ogólnie wyglądał dość niechlujnie, włosy w nieładzie, nieogolony, ta koszulka porozciągana, teraz jeszcze upaprana. I ciemne cienie dookoła oczu. Coś jest nie tak.

-Masz jakieś problemy? Słabo wyglądasz...

-Nie, coś ty. Jestem zmęczony. Od naszego ostatniego spotkania dużo pracowałem, nie miałem czasu żeby się ogarnąć. A właśnie... -Poczęstował się bez pytania, również moim napojem -Pamiętasz o naszym sobotnim wyjściu? Musimy iść na zakupy, potrzebujesz fajnej kiecki.

-A skąd wiesz, że nie mam żadnej fajnej kiecki?

-Grzebałem ci w szafie. Myślałem, że mogłabyś założyć coś z gorsetem. Twoje cycki będą w nim wyglądały zjawiskowo. I powinna być czerwona, będzie ci pasowało do włosów.

-Zaraz, zaraz, stop nie rozpędzaj się tak. Masz zamiar dyktować mi co mam założyć?

Raczej cenię sobie moją niezależność. Nikt nigdy, nawet rodzice, nie mówili mi co mam na siebie założyć. Muszę się jeszcze sporo nauczyć o związkach...

-No co? Tak sobie tylko myślałem. Ale gorset musisz mieć koniecznie.

-Pójdę w tym co mi się spodoba, poza tym nie wiem, czy w ogóle pójdę.

To prawda. Nie czułabym się pewnie w takim miejscu. Na pewno będzie dużo ludzi "z branży", dziennikarze i w ogóle. Błyski fleszy itepe. Jezus, ja nawet w lustrze nie mogę na siebie patrzeć, a co dopiero w gazetach! Muszę się jakoś od tego wywinąć.

-Przestań, pójdziesz. Mam fajną dziewczynę i chcę się nią pochwalić.

Będzie ciężko....

                                                                                   ***

Po kłótni wywalczyłam w końcu przywilej zapłacenia za nas rachunku. Mikko się obraził, bo "Obraziłam go jako mężczyznę" ale trudno, mamy równouprawnienie. Za rękę odprowadził mnie z powrotem do szkoły, aż pod samą sale w której miałam mieć kolejne zajęcia, pocałował słodko i poszedł sobie. Gdy się oddalił od razu dopadła mnie Anna.

-Boże, widziałam go! Ale masz szczęście! -Uśmiechnęłam się.

-Wiem

                                                                                     ***

Cały tydzień minął mi zastraszająco szybko. Okazało się, że Anna i Monica mają ze mną większość zajęć, więc zaczęłyśmy siadać obok siebie i razem spędzać przerwy. To naprawdę bardzo fajne i sympatyczne dziewczyny, nawet Monica, która sprawia dla mnie na początku  wrażenie ubezwłasnowolnionej. Cały czas przytakuje Annie, cokolwiek by nie mówiła i chodzi dwa kroki za nią. Coś jest nie tak z tą dziewczyną. Tak jak obiecały, nie rozmawiają ze mną o moim chłopaku. Tradycją stał się też wspólny obiad w chińskiej knajpie z Mikko, gdy tylko mam wolną przerwę. Słowo daję, gdyby nie te wyjścia, on by chyba nic nie jadł. W piątek przyszedł po mnie do szkoły podekscytowany jak nigdy i oznajmił, że już prawie skończyli nagrywać. Nie mogłam się cieszyć jego szczęściem, bo humor mi się spieprzył, jak zerknęłam na stan konta w bankomacie. Otóż mój szanowny pracodawca wypłacił mi ponad 100 euro mniej niż powinien. Umiem liczyć, wiem ile pracowałam i za jaką stawkę. Postanowiłam pójść do niego po zakupach z Mikko i upomnieć się o swoje.

-To co? Potrzebujesz jakieś kiecki, butów i czego jeszcze?

-Musze iść do fryzjera i do kosmetyczki.

Nie dobrze. Boje się, że jak kupię kieckę i buty i ogarnę się, nie będę miała później na życie. A pod żadnym pozorem nie pozwolę, żeby Mikko mnie utrzymywał, co to to nie!
Poszliśmy spacerkiem do Itakeskus Shopping Complex, chociaż nie nazwałabym tego krótkim spacerkiem. Podobało mi się to, że Mikko cały czas trzymał mnie za rękę i gładził co jakiś czas moją dłoń kciukiem. Jak chce to potrafi być słodki. Rozmawialiśmy cały czas o ich nowej płycie. Mikko nie mógł zdradzać za dużo, wiadomo. Ale postanowiłam, że w tym kontekście muszę wspomnieć o płycie, która mi dał jeszcze w Moskwie.

-A napisałaś tą partie skrzypiec jak prosiłem?

-Napisałam, mam ją spisaną i jest gdzieś w akademiku.

-No to w przyszłym tygodniu nagramy tą piosenkę, przyślę ci smsem na którą zarezerwowałem studio.

-Ja mam grać?

-No a kto, w końcu to piosenka o tobie.

                                                                              ***

Zawsze sądziłam, że zakupy z Tatianą to ciężka przeprawa. Łaziła po tych sklepach bez końca, wybierała, przymierzała, odrzucała i stwierdzała na końcu, że trzeba iść gdzie indziej. Gdy ja miałam sobie coś kupić, zamieniała się w szaloną stylistkę, zarzucała mnie toną ciuchów i kończyło się na tym, że nie kupowałam nic, gdyż nasze gusta się nie pokrywały. Jednak zmieniłam zdanie po 30 minutach w sklepie z moim chłopakiem. Był jeszcze gorszy niż Tatiana. Wydawało mu się, że zna się na damskich ciuchach i wybierał mi sukienki wedle swojego widzimisię. Tatiana chociaż miała jakieś poczucie stylu.

-Mikko nie założę tego, zapomnij!

-Chociaż przymierz!

Wzięłam od niego okropną butelkowozieloną sukienkę. Była koronkowa, mocno wycięta na plecach i tak krótka, że wszyscy widzieli by moje majtki. I tak by widzieli, koronka nic nie zasłaniała.

-Chyba żartujesz. Albo ja będę wybierała, albo nigdzie nie idę!

Nie pomogło, z każdym odwiedzanym przez nas sklepem byłam coraz bardziej zirytowana. Aż w końcu objawienie. Śliczna, idealnie pasująca do mojej figury, nie za krótka, jasno zielona. Zaciągnęłam go do tego sklepu.

-To? Serio?

Mikko był zawiedziony, ale gdy ją przymierzyłam, byłam bardziej niż zadowolona. Bez ramiączek, dekolt wycięty, ale nie pokazujący za dużo, dopasowana, przed kolano. I cena również przystępna, wspaniale.

-Wezmę ją czy ci się podoba czy nie.

-Nie weźmiesz.

-Wezmę.

-Nie.

-To nigdzie z tobą nie idę.

-To nie!

Zasłoniłam z wściekłością zasłonę przymierzalni. Dobrze, i tak nie chciałam nigdzie iść. Zrobił mi tylko przysługę tymi swoimi fochami. Przebrałam się z powrotem w swoje ciuchy i wyszłam z przymierzalni. Mikko stał niedaleko odwrócony do mnie plecami i rozmawiał przez telefon. Podeszłam i zamarłam.

-...oczywiście kochanie*, że przyjdę. Daj mi jeszcze 30 minut. Co? W galerii. Tak, z NIĄ. Nie żartuj sobie ze mnie, to chwilowe, nie dałbym rady na dłuższą metę, doprowadza mnie do szału, już teraz ledwo wytrzymuje. Wszystko się skończy po tej zasranej gali, zobaczysz.

Rozmawiał po angielsku, czyli nie była jego mama, siostra, kuzynka, ciotka ani nikt. Koledzy z zespołu też odpadają. Odwiesiłam sukienkę na byle jaki wieszak i wyszłam z tego sklepu zanim skończył rozmawiać. Przynajmniej teraz nie muszę iść na tą "zasraną" gale. Doprowadzam go do szału? Ledwie wytrzymuje? Jestem aż tak okropna? Myślałam... Głupie łzy zaczęły płynąć zanim jeszcze dotarłam do wyjścia. Siedząc w autobusie w drodze do akademika, już ryczałam jak wariatka. Jak on mógł? Czyżby bawił się mną? Czyżbym służyła tylko do, no właśnie czego? Chciał ocieplić swój wizerunek? Wybrał sobie małą okrągłą dziewczynkę, żeby przestali kojarzyć go z piękną, smukłą Sandrą? A jeśli to Sandra dzwoniła i to wszytko co mi mówił, wszytko co razem przeżyliśmy, było tylko jakąś pieprzoną medialną grą? Nie mam siły już na to całe popieprzenie, które spada na mnie od momentu kiedy zapukałam do jego drzwi.

                                                                               ***

Dzwonił do mnie 30 razy w piątek wieczór, w sobotę od rana 10. miałam 15 wiadomości na poczcie głosowej i nawet nie liczyłam ile smsów. Wszystkie były o tym, że on biedy znowu nie wie o co mi chodzi. Biedny, naprawdę. Nie odbierałam, nie odpisywałam, aż w końcu koło południa dał sobie spokój. Nie poszłam do pracy, zadzwoniłam i wzięłam dzień wolny zasłaniając się chorobą. Wieczorem weszłam na ta stronę z ploteczkami o nim i dowiedziałam się, że poszedł sam. Na zdjęciach nie wyglądał na zasmuconego, wręcz przeciwnie. Wyglądał zupełnie inaczej, ubrany elegancko, koszula, marynarka, jeansy...

A ja gapiłam się na te zdjęcia i próbowałam sobie wmówić, że tak jest lepiej, bo przecież on i tak chciał mnie zostawić.

                                                                              ***





*sweetheart ;)

piątek, 3 października 2014

Ktoś? Coś?

Wiem, że ostatnio słabo mi idzie dodawanie nowych postów. Nie będę pisała nic na swoje usprawiedliwienie :p Ale mogę powiedzieć, że ciąg dalszy się pisze :) W między czasie mam pytanie: orientuje się ktoś, gdzie znajdę w Polsce dobrego neurologa, który zajmuje się dziećmi? Nie mam pojęcia jak leczy się choroby mięśni w Polsce, ale chcielibyśmy z mężem znaleźć lekarza, który zgodził by się zobaczyć naszego synka i powiedzieć nieco więcej na temat jego choroby. Angielscy lekarze już rok, go oglądają, badają ale dalej nie wiedzą co mu jest ;/ Z góry dziękuję, a kolejna częśc będzie hmm... jutro? :) Pozdrawiam!