Proszę bardzo, kolejna część! Powoli zbliżamy się do końca, w przyszłym tygodniu Zołza! Miłej lektury ;)
Jak w transie wstałam podeszłam do tej pary zdrajców. Jestem na sto procent pewna, że to z tą suką gadał wtedy w sklepie, więc musieli kręcić już wcześniej. Czułam się jakbym szła w zwolnionym tempie, droga do ich stolika wydawała mi się trwać wieczność, a w głowie kotłowały mi się najróżniejsze scenariusze. Najbardziej idiotyczny wydawał mi się ten, w którym to Tatiana wynajmuje Mikaela,żeby mnie uwiódł i "w końcu rozdziewiczył", a później siedzą razem przy kolacji przy świecach i śmieją się z tego jaka jestem naiwna. Cóż, jestem naiwna, tylko ciągle zaskakuje mnie jak bardzo.
Pierwszy zobaczył mnie Mikko. Przez sekundę wydawał się zaskoczony, a nawet trochę zły, ale jego twarz szybko przybrała wyraz obojętności. Tatiana szczebiotała jak najęta swoją połamaną angielszczyzną jakie Helsinki są cudowne i ile widzieli już dzisiaj. Nawet nie zauważyła, że od chwili stoję przy niej.Dopiero gdy chrząknęłam, raczyła zamknąć paszczę i spojrzała na mnie. Nie potrafi ukrywać emocji tak dobrze jak Milko-widziałam panikę w jej oczach.
-Widzę, że dobrze się bawicie. Nie przeszkadzam?
Specjalnie mówiłam po angielsku. Wykrzyczenie jej w twarz tej całej złości którą mam w sobie po Rosyjsku było by niesprawiedliwe, w końcu Mikko też musi oberwać...
-O, Mina. Co za niespodzianka! Nie sądziłam, że cię tu spotkamy! Jak się masz?
Jak się mam? JAK JA SIĘ, KURWA MAĆ, MAM?! Jaja sobie robi?!
-A ty co? Nie odezwiesz się? Nie przywitasz się ze mną? -Naskoczyłam na Mikko
-Nie przywita się, bo jest teraz ze mną. Nie widzisz, że przeszkadzasz nam w randce?
Tatiana przeszła na Rosyjski. Może i jestem naiwna, ale nie głupia. Postanowiłam nie wchodzić w jej grę i zostałam przy angielskim.
-Szybko się pocieszyłeś, ty złamasie. Wiecie co, jesteście siebie warci. Ty, za to, że udawałaś moją przyjaciółkę, a za moimi plecami odbiłaś mi faceta, a ty... Nawet nie będę mówiła.
-Sama mówiłaś, że on nic nie znaczył! Że to tylko przelotny romans! Poza tym spójrz na siebie, gdzie on by się mógł z tobą pokazać? Nie pasujesz mu do wizerunku z tymi swoimi pseudo-rockowymi łachami i dupą jak szafa.
Próbowałam odliczać od 10, zrobiłam serię wdechów i wydechów. Niestety nie pomogło... Złapałam ją za kłaki i mimo pisków i krzyków, które rozległy się w restauracji zaczęłam ją za nie wywlekać na dwór. Anna i Monica próbowały zstąpić mi drogę i przemówić do rozumu. Niestety nie pomogło.
Wywlekłam piszczącą i bluźniącą Tatianę na zewnątrz i pchnęłam ją przed siebie. Zatoczyła się, ale utrzymała równowagę i zaczęła poprawiać te swoje loczki.
-Ubieram się tak...-Zaczęłam spokojnym głosem, jestem z siebie dumna-... bo posłuchałam ciebie, gdy mówiłaś, że muszę zacząć wyrażać siebie. Większość moich ciuchów była kupiona za twoją radą, więc nazwanie ich "łachami" po potwarz wymierzona samej sobie. Przyjaźniłyśmy się od dawna i nie raz słyszałam, że zamierzasz znaleźć sobie bogatego frajera, który będzie cię utrzymywał, ale nie sądziłam, że w tych swoich chorych planach posuniesz się do tego, żeby odbić chłopaka swojej najlepszej przyjaciółce. Podejrzewam, że to zaczęło się jak dał ci ten bilet i płytę. Była jeszcze wejściówka za kulisy, tak?
-Kwiatuszku....
-Zamknij się i daj mi skończyć! Cały czas zwierzałam ci się ze wszystkiego, byłabyś skończoną idiotką gdybyś nie domyśliła się, że zakochałam się w tym dupku do szaleństwa. Drgnęła ci chociaż powieka, gdy dzwonił do ciebie i powiedział, że zostawi mnie po tej gali? Pomyślałaś wtedy o mnie?
-Mina chodź już...
Anna zaczęła odciągać mnie za rękę w stronę akademików. Tatiana za to nie wyglądała ani trochę na skruszoną, za to Mikko miał minę jakby wypił całą szklankę soku z cytryny. Żadne z nich nie patrzyło na mnie, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że miałam rację. To nie sprawa z ostatnich dwóch tygodni, ten ich mały romansik ciągnął się dłużej za moimi plecami.
-Wiesz co dupku, szanuj ją, pasujecie do siebie. Taka sama z niej suka jak i z ciebie skurwysyn.
Odwróciłam się i ruszyłam w swoją stronę z dziewczynami. Im bardziej oddalałyśmy się od restauracji, tym szłam szybciej i tym mocniej starałam się powstrzymać łzy. Dziewczyny nic nie mówiły, rozumiały mnie i wiedziały, że nie chcę od nich słów współczucia. Wystarczyło, że zebrały za mną moje rzeczy i dotrzymały mi towarzystwa w drodze do akademika. Nie pożegnały się nawet, tylko zostawiły mnie samą w pokoju, gdzie w końcu tama puściła i wpadłam w szloch.
***
Do końca weekendu torturowałam się i w kółko słuchałam piosenki, którą Mikko napisał rzekomo dla mnie. W niedziele wieczorem w kolejnej fali złości połamałam tą płytę i podarłam nuty, które do niej napisałam. Właściwie mój pokój wyglądał jak pobojowisko. "Łachy" leżały porozrzucane po podłodze, po ataku złości, który wyładowałam na szafie. Tak samo jak książki, kosmetyki, pościel... Czułam się źle, wręcz strasznie, fizycznie i psychicznie. Nic nie zjadłam przez cały dzień, o ćwiczeniach i przygotowaniach na nowy tydzień na uczelni nie było mowy. Energię znajdywałam tylko wtedy, gdy przypomniał mi się ten jej zadowolony uśmieszek, jak obrażała moją garderobę i tyłek. Rzucałam wtedy po pokoju wszystkim co miałam pod ręką i kopałam to co już leżało na podłodze, po to, żeby po wszystkich rzucić się z płaczem na łóżko. Wydaje mi się, że dopiero teraz wyszła ze mnie cała frustracja i złość, które gromadziły się od czasu naszego zerwania. Z jednej strony lepiej, że wyrzucam to z siebie, Bóg wie, co bym zrobiła gdybym potrzymała to w sobie tydzień dłużej...
W noc z niedzieli na poniedziałek nie zmrużyłam oka ani na minutę. Leżałam i gapiłam się w sufit bez końca analizując każdą minutę, którą spędziłam z Mikko. Przypominałam sobie każde słowo, każdy gest i próbowałam zorientować się, kiedy to się zaczęło, ta cała sprawa z Tatianą. Doszłam do wniosku, że od samego początku naszego "związku" miałam w głowie zapaloną lampkę, która sygnalizowała mi, że coś jest nie tak. Byłam na tyle głupia, że ignorowałam oczywiste sygnały i poszłam z tym kretynem do łóżka. Zaufałam mu i zakochałam się z nim, chociaż tak naprawdę nie zasłużył na moje zaufanie, tym bardziej na miłość. Zresztą, on sam nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha. Nawet raz.
***
Moja urażona duma nie pozwoliła mi iść w poniedziałek na zajęcia. Mówiąc "duma" mam na myśli jeden wielki burdel w pokoju i brak świeżych ciuchów. Czas ruszyć dalej,pomyślałam i zabrałam się za ogarnianie. Najpierw pranie, później wyniesienie śmieci i czas na posiłek. Czułam że z każdym śmieciem uprzątniętym z pokoju, zaczynam wracać do równowagi. Gdy pokój był czysty, wiedziałam już, że chociaż ból w sercu i poczucie zdrady będzie mi jeszcze trochę doskwierało, dam radę.
Ruszyłam dalej!
Anna wpadła do mnie wieczorem. Spotkałam ją gdy wyszłam na zewnątrz wyrzucić śmieci. Od razu zauważyłam, że nie wie co ma powiedzieć, była zmieszana. Przywitałam się z nią pierwsza.
-Przyszłam, bo nie wiedziałam co się dzieje.Nie było cię na zajęciach,martwiłam się.
-Potrzebowałam chwili dla siebie, że tak powiem, chodź na kawę.
-Mam coś lepszego - pokazała mi reklamówkę z zachęcająco grzechocącą zawartością. Oby to nie było wino... Wieczorki przy winie kojarzą mi się tylko z tamtą wywłoką.
Zaprosiłam ją na górę do świeżo wysprzątanego pokoiku. Anna rozpakowała swoje zakupy i coś czuję, że jutro nie będę miała dobrego dnia w szkole. Czysta wódka.
-Wiesz, martwiłyśmy się dzisiaj z Monicą o ciebie..
-Właśnie, czemu jej nie ma? Zazwyczaj jesteście nierozłączne.
-A daj spokój...-machnęła ręką -Jej idol okazał się ciulem i się podłamała trochę. Powiedziała, że na twoim miejscu nie chciałaby nikogo widzieć i nie przyszła.
-No tak.
Idol. Gdyby tylko te wszystkie zakochane fanki wiedziały...
-Właściwie nie przyszłam tu rozmawiać o Mikko, ani cię pocieszać. Chcę ci coś powiedzieć...
O nie... Tylko nie poważna rozmowa przy wódce. Chyba tego nie zniosę!
Anna rozlała po trochu do szklanek które przygotowałam. Wzięłam swoją i umościłam się na łóżku. Ona usiadła w drugim końcu i zapanowało milczenie. Wiedziałam, że nie spodoba mi się to co za chwilę usłyszę, więc żeby opóźnić tą chwilę, uniosłam swoją szklankę do góry.
-Na zdrowie!
Wypiłyśmy. Trafił swój na swego: żadna z nas się nawet nie skrzywiła.
-No powiedz mi w końcu bo nie wytrzymam!
-Mina... Miałaś kiedyś tak, że w jednej chwili całe twoje życie, wywraca się do góry nogami i rozsypuje w taki sposób, że na pierwszy rzut oka nie da się go już poskładać do kupy? Że usiadłaś na podłodze i marzyłaś żeby zapaść się pod ziemię, uciec, umrzeć?
-Miałam...-Odpowiadam cicho i zaczynam się bać. Co się dzieje do cholery?
-Moja rodzina jest bardzo konserwatywna. Tam skąd pochodzę, należymy do śmietanki towarzyskiej. Wiesz, duży dom, majątek, wpływy... Nie mogłam już tego wytrzymać. Tej presji. Chciałam w końcu mieć trochę luzu więc wyjechałam na studia tutaj.
-Rozumiem cię.
-A teraz muszę tam wrócić z podkulonym ogonem. Jestem w ciąży.
A to bomba. Spodziewałam się, że to będzie coś dużego, ale ciąża? Anna wyglądała tak żałośnie... Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale instynktownie przysunęłam się do niej i przytuliłam.
***
Wiedziałam, że picie w tygodniu to zły pomysł, ale to nie przeszkodziło nam wypić całą flaszkę wódki i siedzieć do 4 nad ranem. To było upicie się na smutno, myślałyśmy cały czas co robić z tym całym fantem. Moja koleżanka podejrzewa, że to około 6 tydzień. Próbowałam na wszystkie sposoby wyciągnąć od niej kto jest ojcem, niestety, nawet pijana w sztorc nie chciała powiedzieć.
Nie dość, że czułam się jak by Iron Maiden i Machine Head połączyli siły i zrobili sobie w mojej głowie sale prób, to jeszcze cały czas zbierało mi się na pawia. Pierwszą część zajęć ledwo przetrwałam. w przerwie obiadowej mój żołądek się poddał i 15 minut przytulałam muszlę w toalecie. Czułam się sponiewierana i tak samo wyglądałam, nie dam rady wytrzymać kolejnych 4 godzin zajęć, tym bardziej, że teraz będą praktyczne. Wychodząc z toalety na baaardzo głośny korytarz napisałam smsa do Anny, żeby wiedziała, że zerwałam się z zajęć. Byłam tak zapatrzona w telefon, nie widziałam gdzie idę i nagle łup! Odbiłam się od czyjejś klatki piersiowej i upadłam na tyłek.
-Patrz gdzie leziesz... TY?!
Nade mną stał Mikko. Może dlatego, że sama mam kaca mordercę od razu zauważyłam te same objawy u niego. Blady, podkrążone oczy. Mam nadzieję, że też wyrzygiwał flaki, ot taka myśl.
-Czego chcesz?
-Porozmawiać.
-Nie mamy o czym, wydaje mi się, że wyraziłam się na tyle jasno, że nie muszę się powtarzać.
-To ty mnie zostawiłaś, więc nie rozumiem po co urządziłaś tą szopkę w restauracji. Słucham, wytłumacz się.
Nie no, ten to ma tupet. Szczerze mnie rozśmieszył.
-Ja cię zostawiłam? Błagam, nie poniżaj się. I tak chciałeś mnie zostawić... Czekaj, jak to było?
Udałam, że zastanawiam się nad czymś intensywnie
- Achh tak! "to chwilowe, nie dałbym rady na dłuższą metę, doprowadza mnie do szału, już teraz ledwo wytrzymuje, wszystko się skończy po tej zasranej gali". Więc nie pieprz, że to ja cię zostawiłam. Ja tylko cię wyprzedziłam, jeśli to uraziło twoją męska dumę to...
-Zamknij się idiotko. O czym ty pieprzysz?!
-O twoim telefonie w sklepie! Byłam głupia, jak sądziłam, że coś do mnie czujesz. I jeszcze raz nazwij mnie idiotką, a cię wykastruje A teraz idź już stąd bo robisz scenę.
-Ty robisz scenę i nie pójdę póki sobie tego nie wyjaśnimy.
-Nie będę nic z tobą sobie wyjaśniać, a przynajmniej nie tutaj.
-Dobrze, więc dziś wieczorem. Pub Corona, godzina 20. I lepiej przyjdź bo jak nie to porozmawiamy inaczej.
-Co zrobisz, pobijesz mnie?
Prychnęłam i odeszłam od niego. Kilka osób już zebrało się w kółeczku wokół nas i obserwowało co się dzieje. Pójdę do tego pubu. Chętnie wysłucham co ten kretyn ma mi do powiedzenia, a raczej jaką łzawą historyjkę zamierza mi wcisnąć. Ubawie się po pachy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz