VII
Poniedziałek w szkole był co najmniej dziwny. Już wchodząc do szkoły, wydawało mi się, że wszyscy się na mnie gapią. Po pierwszej godzinie zajęć wiedziałam już, że to prawda, gapili się. I szeptali. I znowu się gapili. I pokazywali palcami. Sądzę, że ma to związek z atakiem wściekłych harpii w kuchni i moim stwierdzeniem, że przespałam się z ich idolem. Wredne suki...
Popołudniu, gdy usiadłam na swoim miejscu z tyłu auli, jak nigdy usiadły po mojej stronie dwie inne studentki. Spojrzałam na nie, jedna to chyba była ta druga studentka z Rosji, drugą widziałam po raz pierwszy. Nie wydawały się być negatywnie nastawione, raczej uśmiechały się obie do mnie uspokajająco. W końcu odezwała się do mnie ta Rosjanka, oczywiście po rosyjsku:
-Ty jesteś Mina prawda? To o tobie gadają w szkole?
-Co gadają?-Byłam autentycznie zainteresowana.
-Nie ważne, nie przejmuj się. Dla nas to super, że jesteś z Mikko, jest super przystojny...
Powachlowała się teatralnie po twarzy. Ja dalej nie rozumiałam. I nagle mnie olśniło. Ruda suka z mojego pietra! Musiała puścić plotkę, że był u mnie ich cudowny i wspaniały idol i się rozniosło...
-Powiedz mi co gadają, dokładnie i ze szczegółami.
-Mam na imię Anna, tak w ogóle, a to jest Monica, jest z Petersburga.
Popatrzyłam na jej towarzyszkę, która wgapiała się we mnie jak sroka w gnat. Aha, miała na obie koszulkę zespołu... Kuolema, jak że by inaczej.
-Wiesz Mina, ludzie gadają bzdury, że podobno uprawiałaś z nim seks u siebie w pokoju w akademiku i jedziesz z nim w trasę koncertową, bo tak z tym zespołem Slaughter robiła twoja...
-STOP!
Krzyknęłam tak, że Anna i Monica, aż podskoczyły. Wtedy do sali wszedł wykładowca i zapanowała cisza. Pan Johnes, typowy Brytyjczyk, nie tolerował hałasu w trakcie jego wykładu. A ja nie mogłam oddychać przez ucisk w piersi. Wiedziałam, że gadają, domyśliłam się. Ale, że ja? Tak jak Vera? Nie, nie,nie,nie. To przecież nieprawda! I po to tu przyjechałam?! Żeby w drugim tygodniu szkoły zaszufladkowali mnie, jako dziwkę. Cały wykład z teorii muzyki przeszedł mi kolo uszu. Gdy inni studenci zaczęli się zbierać, a ja nie ruszyłam się z miejsca, Anna i Monica zostały ze mną. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Mikko. Jest tylko jeden sposób, żeby to odkręcić.
-Halo skarbie?
-Potrzebuje cię pod szkołą, już.
-Co się stało?
-Dowiesz się.
Schowałam telefon i rozsiadłam się wygodniej w swoim fotelu.
-Nie idziesz na obiad?-Anna zaczęła niepewnie. Monica dalej się nie odzywała, ona chyba była takim cichym przydupasem.
-Zaraz pójdę, chce posiedzieć chwilę.
-To nieważne co gadają. Ja wiem, że jest inaczej.
-Skąd? Znasz mnie?
-Nie znam, ale wiem, że Mikko nie robi takich rzeczy.
No tak, cudowne cudo z tego internetu!
-Przeczytałam kiedyś o tym w wywiadzie, że nie śpi z fankami.
Uśmiechnęła się do mnie i potarła po ramieniu gestem, który miał mi dodać otuchy. Czyżbym spotkała potencjalną przyjaciółkę?
-Możesz powiedzieć swojej koleżance, że krępuje mnie gdy tak się na mnie gapi?
Monica zamrugała jakby otrząsnęła się z jakiegoś transu i wydukała przeprosiny. Wybuchnęłyśmy wszystkie trzy śmiechem. Może w sumie nie będzie tak źle?
***
20 minut później Mikko napisał mi, że jest przed głównym wejściem. Jak na kogoś kto nie ma prawa jazdy, zaskakująco szybko przemieszcza się po mieście. Przeprosiłam moje nowe koleżanki i poszłam do wyjścia. Monica jak już zaczęła gadać, okazała się być fajną dziewczyną, tak samo Anna. Obie były wielkimi fankami Kuolemy, ale nie chciały żebym je z nimi poznała, ani nic takiego. Chciały się ze mną po prostu zaprzyjaźnić, ale nie wzgardziły by autografem. Wyszłam przed uczelnie i zobaczyłam tłum ludzi otaczający mojego chłopaka, który nie nadążał z rozdawaniem autografów. Widziałam, że sprawia mu to przyjemność ale niestety musiałam im przerwać.
-Przepraszam!-Przecisnęłam się przez tłum i wpadłam w jego ramiona. Objął mnie zaskoczony i przytulił.
-Jak miło kochanie, że znalazłeś czas, żeby zjeść ze mną obiad! Ale musimy się spieszyć, za godzinę mam kolejne zajęcia!
Moje przedstawienie odniosło sukces. Jak złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę najbliższej restauracji. Tłum rozstąpił się i wszyscy patrzyli za nami oniemiali. Bo w końcu, gdybym się z nim puszczała, spędzał by ze mną czas, poza łóżkiem? Ha,ha,ha. A masz ruda wywłoko!
-Dobra, o co tu chodzi. Czemu mam wrażenie, że to było przedstawienie?
Byliśmy już w chińskiej restauracji i zajęliśmy stolik. Mikko nie sprawiał wrażenia wściekłego, ani nawet rozdrażnionego. Wręcz przeciwnie, te błękitne oczyska aż się śmiały.
-Bo było, następnym razem nie bądź taki sztywny to wypadniemy lepiej -wzięłam do ręki menu i złożyliśmy zamówienia.
-Więcej wyjaśnień dostane?
-O Jezu... -Opowiedziałam mu co działo się dzisiaj w szkole i o rewelacjach, o których powiedziała mi Anna. Mikko zna mój stosunek do siostry, więc chyba powinien zrozumieć prawda?
-No ok, w sumie to było nawet fajne. Wkroczyłaś między tych ludzi jak lwica, podobało mi się...
Zaczął mnie smyrać po kolanie pod stolikiem. Przesunęłam się mocniej do stolika, żeby dać mu lepszy dostęp. Boże, jak on to robi, że zwykłym głaskaniem kolana sprawia, że robię się mokra i potrzebująca? Kelner przyniósł nasze zamówienia i Mikko od razu rzucił się do jedzenia z taką żarłocznością, że zaczęłam się zastanawiać czy jadł coś dzisiaj. Zapytałam go o to.
-Nie miałem czasu. Nagraliśmy już większość podkładów na nowy album, dzisiaj zacząłem nagrywać wokal. Od rana byłem w studiu.
Skubałam swojego kurczaka, w sumie nie byłam głodna. Mikko sprzątnął swoją porcję zanim ja zdążyłam zjeść połowę i wypił całą szklankę napoju jednym chustem.
-Chyba więc dobrze zrobiłam wyciągając cię na obiad.
-Bardzo dobrze, jesteś moim aniołem stróżem, straciłem poczucie czasu.
-Chcesz, to zjedz też moje
Podsunęłam mu talerz, zaczął wyjadać moją porcję już spokojniej.
-Codziennie masz taką długa przerwę w zajęciach?
-Zależy. Doktor Karppinen się na mnie uwzięła, zwykle zasypuje mnie zaległym materiałem na przerwie obiadowej. Daję słowo, w takim tępie zdam poprzedni semestr w miesiąc.
-To dobrze, będziesz miała spokój już.
Uśmiechnęłam się. Jadł jak prosiak, ale był przy tym niezwykle uroczy. Upaprał sosem swoją koszulkę Rolling Stones'ów. Ogólnie wyglądał dość niechlujnie, włosy w nieładzie, nieogolony, ta koszulka porozciągana, teraz jeszcze upaprana. I ciemne cienie dookoła oczu. Coś jest nie tak.
-Masz jakieś problemy? Słabo wyglądasz...
-Nie, coś ty. Jestem zmęczony. Od naszego ostatniego spotkania dużo pracowałem, nie miałem czasu żeby się ogarnąć. A właśnie... -Poczęstował się bez pytania, również moim napojem -Pamiętasz o naszym sobotnim wyjściu? Musimy iść na zakupy, potrzebujesz fajnej kiecki.
-A skąd wiesz, że nie mam żadnej fajnej kiecki?
-Grzebałem ci w szafie. Myślałem, że mogłabyś założyć coś z gorsetem. Twoje cycki będą w nim wyglądały zjawiskowo. I powinna być czerwona, będzie ci pasowało do włosów.
-Zaraz, zaraz, stop nie rozpędzaj się tak. Masz zamiar dyktować mi co mam założyć?
Raczej cenię sobie moją niezależność. Nikt nigdy, nawet rodzice, nie mówili mi co mam na siebie założyć. Muszę się jeszcze sporo nauczyć o związkach...
-No co? Tak sobie tylko myślałem. Ale gorset musisz mieć koniecznie.
-Pójdę w tym co mi się spodoba, poza tym nie wiem, czy w ogóle pójdę.
To prawda. Nie czułabym się pewnie w takim miejscu. Na pewno będzie dużo ludzi "z branży", dziennikarze i w ogóle. Błyski fleszy itepe. Jezus, ja nawet w lustrze nie mogę na siebie patrzeć, a co dopiero w gazetach! Muszę się jakoś od tego wywinąć.
-Przestań, pójdziesz. Mam fajną dziewczynę i chcę się nią pochwalić.
Będzie ciężko....
***
Po kłótni wywalczyłam w końcu przywilej zapłacenia za nas rachunku. Mikko się obraził, bo "Obraziłam go jako mężczyznę" ale trudno, mamy równouprawnienie. Za rękę odprowadził mnie z powrotem do szkoły, aż pod samą sale w której miałam mieć kolejne zajęcia, pocałował słodko i poszedł sobie. Gdy się oddalił od razu dopadła mnie Anna.
-Boże, widziałam go! Ale masz szczęście! -Uśmiechnęłam się.
-Wiem
***
Cały tydzień minął mi zastraszająco szybko. Okazało się, że Anna i Monica mają ze mną większość zajęć, więc zaczęłyśmy siadać obok siebie i razem spędzać przerwy. To naprawdę bardzo fajne i sympatyczne dziewczyny, nawet Monica, która sprawia dla mnie na początku wrażenie ubezwłasnowolnionej. Cały czas przytakuje Annie, cokolwiek by nie mówiła i chodzi dwa kroki za nią. Coś jest nie tak z tą dziewczyną. Tak jak obiecały, nie rozmawiają ze mną o moim chłopaku. Tradycją stał się też wspólny obiad w chińskiej knajpie z Mikko, gdy tylko mam wolną przerwę. Słowo daję, gdyby nie te wyjścia, on by chyba nic nie jadł. W piątek przyszedł po mnie do szkoły podekscytowany jak nigdy i oznajmił, że już prawie skończyli nagrywać. Nie mogłam się cieszyć jego szczęściem, bo humor mi się spieprzył, jak zerknęłam na stan konta w bankomacie. Otóż mój szanowny pracodawca wypłacił mi ponad 100 euro mniej niż powinien. Umiem liczyć, wiem ile pracowałam i za jaką stawkę. Postanowiłam pójść do niego po zakupach z Mikko i upomnieć się o swoje.
-To co? Potrzebujesz jakieś kiecki, butów i czego jeszcze?
-Musze iść do fryzjera i do kosmetyczki.
Nie dobrze. Boje się, że jak kupię kieckę i buty i ogarnę się, nie będę miała później na życie. A pod żadnym pozorem nie pozwolę, żeby Mikko mnie utrzymywał, co to to nie!
Poszliśmy spacerkiem do Itakeskus Shopping Complex, chociaż nie nazwałabym tego krótkim spacerkiem. Podobało mi się to, że Mikko cały czas trzymał mnie za rękę i gładził co jakiś czas moją dłoń kciukiem. Jak chce to potrafi być słodki. Rozmawialiśmy cały czas o ich nowej płycie. Mikko nie mógł zdradzać za dużo, wiadomo. Ale postanowiłam, że w tym kontekście muszę wspomnieć o płycie, która mi dał jeszcze w Moskwie.
-A napisałaś tą partie skrzypiec jak prosiłem?
-Napisałam, mam ją spisaną i jest gdzieś w akademiku.
-No to w przyszłym tygodniu nagramy tą piosenkę, przyślę ci smsem na którą zarezerwowałem studio.
-Ja mam grać?
-No a kto, w końcu to piosenka o tobie.
***
Zawsze sądziłam, że zakupy z Tatianą to ciężka przeprawa. Łaziła po tych sklepach bez końca, wybierała, przymierzała, odrzucała i stwierdzała na końcu, że trzeba iść gdzie indziej. Gdy ja miałam sobie coś kupić, zamieniała się w szaloną stylistkę, zarzucała mnie toną ciuchów i kończyło się na tym, że nie kupowałam nic, gdyż nasze gusta się nie pokrywały. Jednak zmieniłam zdanie po 30 minutach w sklepie z moim chłopakiem. Był jeszcze gorszy niż Tatiana. Wydawało mu się, że zna się na damskich ciuchach i wybierał mi sukienki wedle swojego widzimisię. Tatiana chociaż miała jakieś poczucie stylu.
-Mikko nie założę tego, zapomnij!
-Chociaż przymierz!
Wzięłam od niego okropną butelkowozieloną sukienkę. Była koronkowa, mocno wycięta na plecach i tak krótka, że wszyscy widzieli by moje majtki. I tak by widzieli, koronka nic nie zasłaniała.
-Chyba żartujesz. Albo ja będę wybierała, albo nigdzie nie idę!
Nie pomogło, z każdym odwiedzanym przez nas sklepem byłam coraz bardziej zirytowana. Aż w końcu objawienie. Śliczna, idealnie pasująca do mojej figury, nie za krótka, jasno zielona. Zaciągnęłam go do tego sklepu.
-To? Serio?
Mikko był zawiedziony, ale gdy ją przymierzyłam, byłam bardziej niż zadowolona. Bez ramiączek, dekolt wycięty, ale nie pokazujący za dużo, dopasowana, przed kolano. I cena również przystępna, wspaniale.
-Wezmę ją czy ci się podoba czy nie.
-Nie weźmiesz.
-Wezmę.
-Nie.
-To nigdzie z tobą nie idę.
-To nie!
Zasłoniłam z wściekłością zasłonę przymierzalni. Dobrze, i tak nie chciałam nigdzie iść. Zrobił mi tylko przysługę tymi swoimi fochami. Przebrałam się z powrotem w swoje ciuchy i wyszłam z przymierzalni. Mikko stał niedaleko odwrócony do mnie plecami i rozmawiał przez telefon. Podeszłam i zamarłam.
-...oczywiście kochanie*, że przyjdę. Daj mi jeszcze 30 minut. Co? W galerii. Tak, z NIĄ. Nie żartuj sobie ze mnie, to chwilowe, nie dałbym rady na dłuższą metę, doprowadza mnie do szału, już teraz ledwo wytrzymuje. Wszystko się skończy po tej zasranej gali, zobaczysz.
Rozmawiał po angielsku, czyli nie była jego mama, siostra, kuzynka, ciotka ani nikt. Koledzy z zespołu też odpadają. Odwiesiłam sukienkę na byle jaki wieszak i wyszłam z tego sklepu zanim skończył rozmawiać. Przynajmniej teraz nie muszę iść na tą "zasraną" gale. Doprowadzam go do szału? Ledwie wytrzymuje? Jestem aż tak okropna? Myślałam... Głupie łzy zaczęły płynąć zanim jeszcze dotarłam do wyjścia. Siedząc w autobusie w drodze do akademika, już ryczałam jak wariatka. Jak on mógł? Czyżby bawił się mną? Czyżbym służyła tylko do, no właśnie czego? Chciał ocieplić swój wizerunek? Wybrał sobie małą okrągłą dziewczynkę, żeby przestali kojarzyć go z piękną, smukłą Sandrą? A jeśli to Sandra dzwoniła i to wszytko co mi mówił, wszytko co razem przeżyliśmy, było tylko jakąś pieprzoną medialną grą? Nie mam siły już na to całe popieprzenie, które spada na mnie od momentu kiedy zapukałam do jego drzwi.
***
Dzwonił do mnie 30 razy w piątek wieczór, w sobotę od rana 10. miałam 15 wiadomości na poczcie głosowej i nawet nie liczyłam ile smsów. Wszystkie były o tym, że on biedy znowu nie wie o co mi chodzi. Biedny, naprawdę. Nie odbierałam, nie odpisywałam, aż w końcu koło południa dał sobie spokój. Nie poszłam do pracy, zadzwoniłam i wzięłam dzień wolny zasłaniając się chorobą. Wieczorem weszłam na ta stronę z ploteczkami o nim i dowiedziałam się, że poszedł sam. Na zdjęciach nie wyglądał na zasmuconego, wręcz przeciwnie. Wyglądał zupełnie inaczej, ubrany elegancko, koszula, marynarka, jeansy...
A ja gapiłam się na te zdjęcia i próbowałam sobie wmówić, że tak jest lepiej, bo przecież on i tak chciał mnie zostawić.
***
*sweetheart ;)