poniedziałek, 10 listopada 2014

1000!

 

Tysiąc wyświetleń! Dziękuję wam bardzo ;)

Może tysiąc wyswietleń to nie jest dużo, ale i tak strasznie się cieszę ;) 
Co do nowego postu, będzie niedługo. Postaram się dodać coś w przeciągu 3-4 dni, bo niestety w przyszłym tygodniu podejrzewam, że nie będę miała nawet czasu, żeby usiąść na chwilę a co dopiero pisać, czytać i poprawiać błędy ;p
 Dziękuję!!!

czwartek, 6 listopada 2014

X

 Głupia jesień! Na szczęście nie ma takiej chandry, której nie wyleczą lody truskawkowe ;) Miłej lektury!


 X

Godzina 19:50 a ja siedzę w Coronie ubrana w moją najładniejszą sukienkę w czerwoną szkocką kratę, która przypadkiem seksownie opina moje wszystkie krągłości. I również przypadkiem, moje zwykle niesforne włosy, są teraz gładkie i spadają miękkimi falami na moje plecy. Normalnie w takim stroju, w miejscu takim jak to, czułabym się jak przebrana, ale dziś ten strój jest jak najbardziej na miejscu. Przez ostatni czas byłam zapadniętą w sobie kupką nieszczęścia, a nie chcę żeby on mnie taką widział. Chcę, żeby miał przed sobą pewną siebie twardą kobietę, która ze stoickim spokojem przyjmie te wszystkie bzdury, którymi ma zamiar mnie uraczyć. Nie złamie się, nie dam mu tej satysfakcji.

 Specjalnie wybrałam stolik stojący na drugim końcu sali, z dala od wścibskich spojrzeń barmanów i gości. Wszyscy są pochłonięci swoimi sprawami, piją, śmieją się i grają w bilard i kompletnie nie interesuje ich siedząca w cieniu samotna kobieta, ale nie mogę obiecać, że tak zostanie, bo wiem, że jak ten dupek mnie wkurzy, zrobię aferę.

 Mikko w pierwszej chwili mnie nie zauważa. Idzie do baru, wita się z barmanem i zamawia coś. Czekając na swoje zamówienie rozgląda się po sali. Gdy w końcu mnie dostrzega, jego oczy rozszerzają się na chwile ze zdziwienia, a później znów przybiera ten irytujący "Mam-wszystko-w-dupie" wyraz twarzy. Odbiera od barmana dwie szklanki z jakimś różowym płynem i podchodzi. Bez słowa stawia szklanki na stoliku i siada naprzeciwko mnie. Czemu, och czemu ten skurczybyk musi być tak cholernie przystojny? Związał włosy, nie golił się jakiś czas. Jego zarost wyglądał na mięciutki... Przyjemnie byłoby go poczuć na piersiach, brzuchu, między udami... Otrząśnij się idiotko!

-Więc o czym chciałeś rozmawiać? A raczej co masz mi do powiedzenia?

-Napij się najpierw. Wódka i sok żurawinowy, pyszne.

Nie mam zamiaru nawet próbować. Dalej czuje echo kaca.... Za to Mikko powoli i niespiesznie delektuje się swoim drinkiem. Bierze łyk i wzdycha z rozkoszą. Wiem co on kombinuje, każe mi czekać.

-Nie będę tego piła, dziękuję. Mów co masz powiedzieć i daj mi już spokój.

Boże, zaraz nie wytrzymam i wyrwę mu tą pieprzoną szklankę z ręki.

-Wiesz, jestem w głębokim szoku, że przyszłaś. Nie spodziewałem się, że po tym wszystkim będziesz w stanie spojrzeć mi w oczy.

-To rozumiem, że to ja mam się wstydzić tak? Oczywiście nie widzisz swojej winy?

-Sam już nie wiem, wyjaśnij mi jedno. -Dopił swojego drinka do końca i zabrał się za mojego

-Skoro jesteś zwykłą dziwką, która dybie na bogatych frajerów, żeby wyskubać ich do cna, czemu naskoczyłaś na Tatianę jak ostatnia psycholka? Co cie tak zdenerwowało? Czyżby to, że pokrzyżowała ci plany?

Zrobiło mi się czarno przed oczami a żołądek podjechał do gardła. Co to za bujdy do cholery?!

-Tak myślałem, więc nie mam...

-Co ty do cholery opowiadasz idioto?! Dobrze słyszałeś czemu naskoczyłam na Tatianę, a ona z rozmysłem mówiła po Rosyjsku, żeby później nawciskać ci jakich głupot! Zresztą, po co miałaby ci cokolwiek wciskać, prawda? Kiedy zaczęliście ze sobą kręcić? Przed, czy po tym jak się ze mną pieprzyłeś? Ubaw po pachy prawda?

-Teraz ty opowiadasz głupoty. Tatiana zadzwoniła do mnie po tym jak zostawiłaś mnie w sklepie i opowiedziała mi całą prawdę o tobie! Kiedy masz zabieg?!

-Jaki kurwa zabieg?! - kilka osób odwróciło się w naszym kierunku. Wzięłam kilka głębokich oddechów dla uspokojenia i zadałam to samo pytanie, kilka tonów ciszej.

-Jak to jaki zabieg? Przecież łapiesz kretynów na historyjkę o biednej sierotce-dziewicy. To chyba logiczne, że błona dziewicza sama nie odrasta i trzeba do tego interwencji chirurga!

O nie... To się zaczyna robić niedorzeczne... Jakim trzeba być idiotą, żeby uwierzyć w coś takiego?! Powstrzymałam śmiech i zaczęłam od początku.

-Zostawiłam cię w sklepie, bo usłyszałam twoją rozmowę, prowadzoną po angielsku. Mówiłeś, że masz mnie dosyć i zerwiesz ze mną po gali. Gratuluję nagrody tak przy okazji. Postanowiłam nie czekać aż ty to zrobisz i sama się od ciebie odcięłam. Teraz rozumiem, że rozmawiałeś z nią. Nie wiem, co za pierdoły nawciskała ci Tatiana i po tej bajeczce o mojej błonie dziewiczej, która w magiczny sposób odrasta, nawet nie chcę wiedzieć. Ale wiedz, że jesteś skończonym idiotą. Nie chcę wiedzieć, od kiedy trwał wasz romans, nie obchodzi mnie to już. Boli mnie tylko to, że zwierzałam się tej suce ze wszystkiego, po każdym naszym spotkaniu dzwoniłam do niej i zwierzałam się jaka jestem KUREWSKO szczęśliwa. I byłam. Kochałam cię wiesz?

Zaczęłam zbierać się do wyjścia. Zatrzymał mnie i posadził z powrotem na krześle. Ja skończyłam tą rozmowę, on widocznie jeszcze nie.

-Rozmawiałem z nią dzień po tym jak mnie zostawiłaś. Powiedziała mi, że chce mnie ostrzec przed tobą, że tak właśnie postępujesz. Znajdujesz ofiarę, wciskasz kity o swoich rodzicach i o tym jaka jesteś biedna i nieszczęśliwą, a gdy głupek już się w tobie zakocha, doisz z niego kasę, tyle ile się da i znikasz. Że żeby być bardziej wiarygodną co jakiś czas robisz sobie rekonstrukcje błony dziewiczej. Rozmawialiśmy jeszcze kilka razy, aż któregoś dnia zadzwoniła, że przyjechała do Helsinek, do mnie. Uwierzyłem jej, ale jak zobaczyłem cię wtedy w tej restauracji, stwierdziłem, że nie tak zachowują się bezduszne harpie. Później ona przyległa do mnie jeszcze bardziej i marudziła coś, że takie traumatyczne wydarzenie jeszcze bardziej nas do siebie zbliży. Narzucała mi się i była dość... wymowna w swoich intencjach i postanowiłem, że muszę najpierw porozmawiać z tobą.

Westchnął ciężko i spuścił głowę. Wyglądał na skruszonego, niestety, nie dam się nabrać.

-Nie zmienia to faktu, że i tak chciałeś mnie zostawić. Jeśli chcesz, bądź tam sobie z Tatianą, czy jakąś inną lafiryndą, ale mi już daj spokój dobrze? Po prostu daj mi spokój i zniknij z mojego życia, proszę cię.

-Rozmawiałem wtedy z Johnem. Mówiąc, że mam już tego dość i że doprowadza mnie do szału, miałem na myśli prace w studiu. John miksuje naszą płytę w swoim studiu w Londynie. Przyjechał wtedy do nas, omówić szczegóły i gdybyś wsłuchała się w rozmowę głębiej, domyśliłabyś się, że gadam z pieprzonym facetem.

-A kochanie?  A "to chwilowe"? Zresztą nie interesuje mnie to, moge iść? Po co w ogóle mi się tłumaczysz? Najpierw nazwałeś mnie zwykłą dziwką, a teraz się tłumaczysz?!

-John przeskakiwał z tematu na temat i ja po prostu wtrącałem się i wyszło jak wyszło. A kochanie, głupia babo, ma dużo znaczeń. I nazwałem cię dziwką bo byłem zdenerwowany.

-Nie wyzywaj mnie... -Nagle, nie wiem czemu zaczęłam się śmiać. Dosłownie wybuchłam śmiechem. Śmiałam się z własnej naiwności, bo zaczęłam mu wierzyć...

-Co cię tak śmieszy?

-Ja sama. Wiedziałam, że tak będzie. Wiedziałam, że przyjście tutaj to zły pomysł.

Zabrałam swoje rzeczy i wyszłam.

                                                                    ***

"Wśród licznych operacji, które oferuje nam współczesna chirurgia plastyczna, popularność zdobywa hymenoplastyka, czyli rekonstrukcja błony dziewiczej. Czy zabieg ten sprawia, że poddająca się mu kobieta będzie dziewicą? Kiedy się go przeprowadza?"

On chyba naprawdę ma coś z głowa, żeby wierzyć w takie bzdury...

Po powrocie do swojego małego pokoiku, usiadłam od razu do laptopa i zaczęłam czytać o tym zabiegu. Skusiłam się nawet na lampkę (ewentualnie cala butelkę) mojego ulubionego wina.
Dzisiejsze nasze spotkanie dało mi do myślenia. Znam Tatianę aż za dobrze i widziałam już różne chore akcje w jej wykonaniu więc jestem skłonna uwierzyć, że wymyśliła tą bajeczkę o łowczyni posagów. Ale wiem na 100%, że Mikko kłamał o tym całym Johnie. Bo na Boga, kto gada aż tak szybko?! A skoro Tat zadzwoniła do niego już po naszym rozstaniu, to z kim wtedy rozmawiał? Nie powinnam się tym przejmować. W końcu sama powiedziałam mu, że ma dać mi spokój i zniknąć z mojego życia. Niestety pewna istotna część mojej anatomii, do niedawna uśpiona, teraz daje o sobie znać za każdym razem jak przypomnę sobie nasze spotkanie... Wszystko było łatwiejsze, dopóki go nie zobaczyłam. Im dłużej gapiłam się na komputer tym bardziej wierzyłam temu dupkowi.

Odrzuciłam pustą flaszkę po winie do kosza i poszłam spać.

wtorek, 4 listopada 2014

Się porobiło!!

HEJ! :)
Półtora tygodnia nie miałam internetu i odkryłam, że nawet nie siedząc non stop z laptopem na kolanach można się od niego uzależnić.Co chwile łapałam się na tym, że byle jaka pierdoła mi przyszła na myśl, a już chciałam lecieć i sprawdzić to w necie. Tak samo było z przepisami, sennikiem, no i oczywiście blogiem ;))) Ale już jestem, a nowy post będzie niedługo (może jutro nawet, jeśli się wyrobie,kto wie? ;)).

I ahh Halloween! Zakochałam się w tej tradycji od razu, gdy pierwszy raz zobaczyłam te wszystkie dekoracje w sklepach, przebrania itp. W UK podchodzą do tego baaardzo serio, o czym dowiedziałam się podczas pierwszego Halloween jakie tu przeżyłam. Nie przygotowałam się, cukierków brak, nie otwierałam drzwi i w rezultacie na następnego dnia myłam drzwi wejściowe bo w ramach "TRICK" przebierańcy obrzucili je jajkami. Człowiek uczy się na błędach, także w tym roku czekaliśmy z synkiem uzbrojeni w cukierki i lizaki ;) Patrząc ile frajdy mają te dzieciaki, aż sama chciałam wskoczyć w strój i latać po domach (wcale nie chodzi o cukierki!!! :P).

Jak już pisałam, odezwe się niedługo z nową częścią. I tu moje pytanie. Co wolicie? Mam skończyć najpierw "Gdy słowa zawodzą..." czy dawać na zmianę to i "Zołzę"?  Piszcie :)

piątek, 24 października 2014

IX

 Proszę bardzo, kolejna część! Powoli zbliżamy się do końca, w przyszłym tygodniu Zołza! Miłej lektury ;)


Jak w transie wstałam podeszłam do tej pary zdrajców. Jestem na sto procent pewna, że to z tą suką gadał wtedy w sklepie, więc musieli kręcić już wcześniej. Czułam się jakbym szła w zwolnionym tempie, droga do ich stolika wydawała mi się trwać wieczność, a w głowie kotłowały mi się najróżniejsze scenariusze. Najbardziej idiotyczny wydawał mi się ten, w którym to Tatiana wynajmuje Mikaela,żeby mnie uwiódł i "w końcu rozdziewiczył", a później siedzą razem przy kolacji przy świecach i śmieją się z tego jaka jestem naiwna. Cóż, jestem naiwna, tylko ciągle zaskakuje mnie jak bardzo.

Pierwszy zobaczył mnie Mikko. Przez sekundę wydawał się zaskoczony, a nawet trochę zły, ale jego twarz szybko przybrała wyraz obojętności. Tatiana szczebiotała jak najęta swoją połamaną angielszczyzną jakie Helsinki są cudowne i ile widzieli już dzisiaj. Nawet nie zauważyła, że od chwili stoję przy niej.Dopiero gdy chrząknęłam, raczyła zamknąć paszczę i spojrzała na mnie. Nie potrafi ukrywać emocji tak dobrze jak Milko-widziałam panikę w jej oczach.

-Widzę, że dobrze się bawicie. Nie przeszkadzam?

Specjalnie mówiłam po angielsku. Wykrzyczenie jej w twarz tej całej złości którą mam w sobie po Rosyjsku było by niesprawiedliwe, w końcu Mikko też musi oberwać...

-O, Mina. Co za niespodzianka! Nie sądziłam, że cię tu spotkamy! Jak się masz?

Jak się mam? JAK JA SIĘ, KURWA MAĆ, MAM?! Jaja sobie robi?!

-A ty co? Nie odezwiesz się? Nie przywitasz się ze mną? -Naskoczyłam na Mikko

-Nie przywita się, bo jest teraz ze mną. Nie widzisz, że przeszkadzasz nam w randce?

Tatiana przeszła na Rosyjski. Może i jestem naiwna, ale nie głupia. Postanowiłam nie wchodzić w jej grę i zostałam przy angielskim.

-Szybko się pocieszyłeś, ty złamasie. Wiecie co, jesteście siebie warci. Ty, za to, że udawałaś moją przyjaciółkę, a za moimi plecami odbiłaś mi faceta, a ty... Nawet nie będę mówiła.

-Sama mówiłaś, że on nic nie znaczył! Że to tylko przelotny romans! Poza tym spójrz na siebie, gdzie on by się mógł z tobą pokazać? Nie pasujesz mu do wizerunku z tymi swoimi pseudo-rockowymi łachami i dupą jak szafa.

Próbowałam odliczać od 10, zrobiłam serię wdechów i wydechów. Niestety nie pomogło... Złapałam ją za kłaki i mimo pisków i krzyków, które rozległy się w restauracji zaczęłam ją za nie wywlekać na dwór. Anna i Monica próbowały zstąpić mi drogę i przemówić do rozumu. Niestety nie pomogło.
Wywlekłam piszczącą i bluźniącą Tatianę na zewnątrz i pchnęłam ją przed siebie. Zatoczyła się, ale utrzymała równowagę i zaczęła poprawiać te swoje loczki.

-Ubieram się tak...-Zaczęłam spokojnym głosem, jestem z siebie dumna-... bo posłuchałam ciebie, gdy mówiłaś, że muszę zacząć wyrażać siebie. Większość moich ciuchów była kupiona za twoją radą, więc nazwanie ich "łachami" po potwarz wymierzona samej sobie. Przyjaźniłyśmy się od dawna i nie raz słyszałam, że zamierzasz znaleźć sobie bogatego frajera, który będzie cię utrzymywał, ale nie sądziłam, że w tych swoich chorych planach posuniesz się do tego, żeby odbić chłopaka swojej najlepszej przyjaciółce. Podejrzewam, że to zaczęło się jak dał ci ten bilet i płytę. Była jeszcze wejściówka za kulisy, tak?

-Kwiatuszku....

-Zamknij się i daj mi skończyć! Cały czas zwierzałam ci się ze wszystkiego, byłabyś skończoną idiotką gdybyś nie domyśliła się, że zakochałam się w tym dupku do szaleństwa. Drgnęła ci chociaż powieka, gdy dzwonił do ciebie i powiedział, że zostawi mnie po tej gali? Pomyślałaś wtedy o mnie?

-Mina chodź już...

Anna zaczęła odciągać mnie za rękę w stronę akademików. Tatiana za to nie wyglądała ani trochę na skruszoną, za to Mikko miał minę jakby wypił całą szklankę soku z cytryny. Żadne z nich nie patrzyło na mnie, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że miałam rację. To nie sprawa z ostatnich dwóch tygodni, ten ich mały romansik ciągnął się dłużej za moimi plecami.

-Wiesz co dupku, szanuj ją, pasujecie do siebie. Taka sama z niej suka jak i z ciebie skurwysyn.

Odwróciłam się i ruszyłam w swoją stronę z dziewczynami. Im bardziej oddalałyśmy się od restauracji, tym szłam szybciej i tym mocniej starałam się powstrzymać łzy. Dziewczyny nic nie mówiły, rozumiały mnie i wiedziały, że nie chcę od nich słów współczucia. Wystarczyło, że zebrały za mną moje rzeczy i dotrzymały mi towarzystwa w drodze do akademika. Nie pożegnały się nawet, tylko zostawiły mnie samą w pokoju, gdzie w końcu tama puściła i wpadłam w szloch.

                                                                      ***

Do końca weekendu torturowałam się i w kółko słuchałam piosenki, którą Mikko napisał rzekomo dla mnie. W niedziele wieczorem w kolejnej fali złości połamałam tą płytę i podarłam nuty, które do niej napisałam. Właściwie mój pokój wyglądał jak pobojowisko. "Łachy" leżały porozrzucane po podłodze, po ataku złości, który wyładowałam na szafie. Tak samo jak książki, kosmetyki, pościel... Czułam się źle, wręcz strasznie, fizycznie i psychicznie. Nic nie zjadłam przez cały dzień, o ćwiczeniach i przygotowaniach na nowy tydzień na uczelni nie było mowy. Energię znajdywałam tylko wtedy, gdy przypomniał mi się ten jej zadowolony uśmieszek, jak obrażała moją garderobę i tyłek. Rzucałam wtedy po pokoju wszystkim co miałam pod ręką i kopałam to co już leżało na podłodze, po to, żeby po wszystkich rzucić się z płaczem na łóżko. Wydaje mi się, że dopiero teraz wyszła ze mnie cała frustracja i złość, które gromadziły się od czasu naszego zerwania. Z jednej strony lepiej, że wyrzucam to z siebie, Bóg wie, co bym zrobiła gdybym potrzymała to w sobie tydzień dłużej...

W noc z niedzieli na poniedziałek nie zmrużyłam oka ani na minutę. Leżałam i gapiłam się w sufit bez końca analizując każdą minutę, którą spędziłam z Mikko. Przypominałam sobie każde słowo, każdy gest i próbowałam zorientować się, kiedy to się zaczęło, ta cała sprawa z Tatianą. Doszłam do wniosku, że od samego początku naszego "związku" miałam w głowie zapaloną lampkę, która sygnalizowała mi, że coś jest nie tak. Byłam na tyle głupia, że ignorowałam oczywiste sygnały i poszłam z tym kretynem do łóżka. Zaufałam mu i zakochałam się z nim, chociaż tak naprawdę nie zasłużył na moje zaufanie, tym bardziej na miłość. Zresztą, on sam nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha. Nawet raz.

                                                                         ***

Moja urażona duma nie pozwoliła mi iść w poniedziałek na zajęcia. Mówiąc "duma" mam na myśli jeden wielki burdel w pokoju i brak świeżych ciuchów. Czas ruszyć dalej,pomyślałam i zabrałam się za ogarnianie. Najpierw pranie, później wyniesienie śmieci i czas na posiłek. Czułam że z każdym śmieciem uprzątniętym z pokoju, zaczynam wracać do równowagi. Gdy pokój był czysty, wiedziałam już, że chociaż ból w sercu i poczucie zdrady będzie mi jeszcze trochę doskwierało, dam radę.

Ruszyłam dalej!

Anna wpadła do mnie wieczorem. Spotkałam ją gdy wyszłam na zewnątrz wyrzucić śmieci. Od razu zauważyłam, że nie wie co ma powiedzieć, była zmieszana. Przywitałam się z nią pierwsza.

-Przyszłam, bo nie wiedziałam co się dzieje.Nie było cię na zajęciach,martwiłam się.

-Potrzebowałam chwili dla siebie, że tak powiem, chodź na kawę.

-Mam coś lepszego - pokazała mi reklamówkę z zachęcająco grzechocącą zawartością. Oby to nie było wino... Wieczorki przy winie kojarzą mi się tylko z tamtą wywłoką.

Zaprosiłam ją na górę do świeżo wysprzątanego pokoiku. Anna rozpakowała swoje zakupy i coś czuję, że jutro nie będę miała dobrego dnia w szkole. Czysta wódka.

-Wiesz, martwiłyśmy się dzisiaj z Monicą o ciebie..

-Właśnie, czemu jej nie ma? Zazwyczaj jesteście nierozłączne.

-A daj spokój...-machnęła ręką -Jej idol okazał się ciulem i się podłamała trochę. Powiedziała, że na twoim miejscu nie chciałaby nikogo widzieć i nie przyszła. 

-No tak.

Idol. Gdyby tylko te wszystkie zakochane fanki wiedziały...

-Właściwie nie przyszłam tu rozmawiać o Mikko, ani cię pocieszać. Chcę ci coś powiedzieć...

O nie... Tylko nie poważna rozmowa przy wódce. Chyba tego nie zniosę!

Anna rozlała po trochu do szklanek które przygotowałam. Wzięłam swoją i umościłam się na łóżku. Ona usiadła w drugim końcu i zapanowało milczenie. Wiedziałam, że nie spodoba mi się to co za chwilę usłyszę, więc żeby opóźnić tą chwilę, uniosłam swoją szklankę do góry.

-Na zdrowie!

Wypiłyśmy. Trafił swój na swego: żadna z nas się nawet nie skrzywiła.

-No powiedz mi w końcu bo nie wytrzymam!

-Mina... Miałaś kiedyś tak, że w jednej chwili całe twoje życie, wywraca się do góry nogami i rozsypuje w taki sposób, że na pierwszy rzut oka nie da się go już poskładać do kupy? Że usiadłaś na podłodze i marzyłaś żeby zapaść się pod ziemię, uciec, umrzeć?

-Miałam...-Odpowiadam cicho i zaczynam się bać. Co się dzieje do cholery?

-Moja rodzina jest bardzo konserwatywna. Tam skąd pochodzę, należymy do śmietanki towarzyskiej. Wiesz, duży dom, majątek, wpływy... Nie mogłam już tego wytrzymać. Tej presji. Chciałam w końcu mieć trochę luzu więc wyjechałam na studia tutaj.

-Rozumiem cię.

-A teraz muszę tam wrócić z podkulonym ogonem. Jestem w ciąży.

A to bomba. Spodziewałam się, że to będzie coś dużego, ale ciąża? Anna wyglądała tak żałośnie... Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale instynktownie przysunęłam się do niej i przytuliłam.

                                                                       ***

Wiedziałam, że picie w tygodniu to zły pomysł, ale to nie przeszkodziło nam wypić całą flaszkę wódki i siedzieć do 4 nad ranem. To było upicie się na smutno, myślałyśmy cały czas co robić z tym całym fantem. Moja koleżanka podejrzewa, że to około 6 tydzień. Próbowałam na wszystkie sposoby wyciągnąć od niej kto jest ojcem, niestety, nawet pijana w sztorc nie chciała powiedzieć.
Nie dość, że czułam się jak by Iron Maiden i Machine Head połączyli siły i zrobili sobie w mojej głowie sale prób, to jeszcze cały czas zbierało mi się na pawia. Pierwszą część zajęć ledwo przetrwałam. w przerwie obiadowej mój żołądek się poddał i 15 minut przytulałam muszlę w toalecie. Czułam się sponiewierana i tak samo wyglądałam, nie dam rady wytrzymać kolejnych 4 godzin zajęć, tym bardziej, że teraz będą praktyczne. Wychodząc z toalety na baaardzo głośny korytarz napisałam smsa do Anny, żeby wiedziała, że zerwałam się z zajęć. Byłam tak zapatrzona w telefon, nie widziałam gdzie idę i nagle łup! Odbiłam się od czyjejś klatki piersiowej i upadłam na tyłek.

-Patrz gdzie leziesz... TY?!

Nade mną stał Mikko. Może dlatego, że sama mam kaca mordercę od razu zauważyłam te same objawy u niego. Blady, podkrążone oczy. Mam nadzieję, że też wyrzygiwał flaki, ot taka myśl.

-Czego chcesz?

-Porozmawiać.

-Nie mamy o czym, wydaje mi się, że wyraziłam się na tyle jasno, że nie muszę się powtarzać.

-To ty mnie zostawiłaś, więc nie rozumiem po co urządziłaś tą szopkę w restauracji. Słucham, wytłumacz się.

Nie no, ten to ma tupet. Szczerze mnie rozśmieszył.

-Ja cię zostawiłam? Błagam, nie poniżaj się. I tak chciałeś mnie zostawić... Czekaj, jak to było?

Udałam, że zastanawiam się nad czymś intensywnie

- Achh tak! "to chwilowe, nie dałbym rady na dłuższą metę, doprowadza mnie do szału, już teraz ledwo wytrzymuje, wszystko się skończy po tej zasranej gali". Więc nie pieprz, że to ja cię zostawiłam. Ja tylko cię wyprzedziłam, jeśli to uraziło twoją męska dumę to...

-Zamknij się idiotko. O czym ty pieprzysz?!

-O twoim telefonie w sklepie! Byłam głupia, jak sądziłam, że coś do mnie czujesz. I jeszcze raz nazwij mnie idiotką, a cię wykastruje A teraz idź już stąd bo robisz scenę.

-Ty robisz scenę i nie pójdę póki sobie tego nie wyjaśnimy.

-Nie będę nic z tobą sobie wyjaśniać, a przynajmniej nie tutaj.

-Dobrze, więc dziś wieczorem. Pub Corona, godzina 20. I lepiej przyjdź bo jak nie to porozmawiamy inaczej.

-Co zrobisz, pobijesz mnie?

Prychnęłam i odeszłam od niego. Kilka osób już zebrało się w kółeczku wokół nas i obserwowało co się dzieje. Pójdę do tego pubu. Chętnie wysłucham co ten kretyn ma mi do powiedzenia, a raczej jaką łzawą historyjkę zamierza mi wcisnąć. Ubawie się po pachy.

poniedziałek, 20 października 2014

VIII

Jak to zazwyczaj bywa po bolesnych rozstaniach wypracowałam sobie pewien rytm dnia i starałam się go za wszelką cenę trzymać, żeby nie myśleć o tym kretynie.

*Wstać.

*Zjeść.   

*Iść na zajęcia.

*W przerwie obiadowej słuchać trajkotania Anny.

*Zajęcia.

*Zjeść.

*Ćwiczyć.

*Zjeść.

*iść spać.

*Powtarzać codziennie, aż do usranej śmierci.

Z pracy w tej zasmarkanej kawiarni zrezygnowałam po tym jak okazało się, że szef od początku wykorzystywał mnie do ciężkiej harówki a płacił mniej niż najniższą krajową. Więc byłam zmuszona zacząć szukać jakiejś innej pracy, na co kompletnie nie miałam czasu ani energii. Po dwóch tygodniach od naszego rozstania przestałam nawet obsesyjnie sprawdzać portale plotkarskie. Bo po prostu nic na nich nie pisali, oprócz małej wzmianki z ogólnego podsumowania tej wspaniałej gali. Było mi przykro, bardzo przykro i cały czas miałam nadzieję, że nie odzywa się do mnie bo nie ma czasu/jest zajęty nową płytą/koncertuje... Możliwości było tyle na ile ograniczona była moja wyobraźnia.

Codziennie dzwoniłam do Tatiany, rozmowa z nią bardzo mi pomagała, chociaż gadałyśmy o zwykłych pierdołach. Nie poruszałam już tematu Mikaela, oprócz następnego dnia po naszym rozstaniu, kiedy to opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami. Udawałam przed nią, że wcale mi na nim nie zależy, że po prostu "dobrze się bawiliśmy", nie chciałam żeby obsypała mnie swoimi dobrymi radami i użalała się nade mną. Tym bardziej nie chciałam usłyszeć jej popisowego "A NIE MÓWIŁAM!".

Przeżyłam również chwile grozy, gdy spóźniał mi się okres. Już zaczęłam sobie wyobrażać minę ciotki Bierty, gdy wracam do Moskwy z dzieckiem w brzuchu, bez męża. Po dwóch dniach nerwów, płaczów i przekleństw złapałam za telefon, żeby zadzwonić do Mikko i pochwalić się że będzie tatusiem, zaczęłam krwawić. Nigdy więcej seksu bez zabezpieczeń, tego jestem pewna!

                                                          ***

Równo dwa tygodnie po akcji w sklepie, Anna i Monica postanowiły, że mają dosyć mojej markotnej miny i chińskie żarcie na pewno mnie rozweseli. Miło wiedzieć, że wyglądam na żarłoka, ale nie mogę zaprzeczyć: wizja wspaniałego kurczaka w pięciu smakach z ryżem, polanego sosem słodko-kwaśnym od razu wprawia mnie w lepszy nastrój. Poszłyśmy na małe zakupy i zaszłyśmy do tej chińskiej knajpki do której codziennie jedliśmy z Mikko. Gdy weszłyśmy do środka starałam się za wszelką cenę nie spojrzeć na "nasz" stolik. Usiadłyśmy w drugim końcu sali, tak, żebym miała go za plecami, po co się bez sensu torturować wspomnieniami?

Jedzenie jest jednak najlepszym przyjacielem kobiety w sytuacji kryzysowej. Jeden kęs mojego pysznego kurczaczka, przyjemna rozmowa z dziewczynami i w końcu z ramion spadł mi cały ciężar a ja w końcu poczułam się rozluźniona.

-...no bo naprawdę Mina, ile można siedzieć w domu i lamentować? od tej pory będziemy codziennie zabierały cię na chińszczyznę, skoro tak to na ciebie działa.

-Tak, tak, a później będziecie mnie wiozły na uczelnie na taczce, bo nie będę w stanie sama iść.

-To po chińszczyźnie wysiadają nogi?!

-Tak Monica, puchną i odpadają jeśli zjesz za dużo...

Anna nagle urwała i obie z Panną Niekumatą utkwiły przerażony wzrok gdzieś ponad moim ramieniem. Domyślałam się już kto wszedł do środka, na kogo innego by tak zareagowały?

-Co się stało?

-Lepiej się nie odwracaj....

-Daj spokój Anna, przecież to nie tak, że rzucę się na ziemię z płaczem jak go zobaczę.Bo to on, prawda? Mikko przyszedł?

-Tak, ale on nie jest sam....

Odwróciłam się jak na komendę. Rzeczywiście nie był sam, on i jego towarzyszka właśnie mościli się przy "naszym" stoliku. Przeklęty sukinsyn wyglądał na bardzo szczęśliwego i dumnego, jak odsunął jej krzesło i pomógł jej usiąść. W końcu na takich szpilkach sama nie dałaby rady... I wtedy mnie trafiło. Anna i Monica próbowały coś do mnie zagadać,a ja słyszałam ich głosy jakby z oddali, nie mogąc odwrócić głowy od dziewczyny, która towarzyszyła Mikko. Siedziała do mnie tyłem, ale nie mogłam się pomylić. Te ciemne loki mogły należeć tylko do Tatiany.

piątek, 10 października 2014

Zołza cz. I



Ruszam z czymś nowym, mam nadzieję, że przypadnie do gustu :)

I

Kobiety lubią mówić, że faceci to świnie, żeby usprawiedliwić swoje bezsensowne zachowanie. Na przykład: dopada cię PSM, PMS, RTV, AGD czy jak to tam się nazywa, hormony buzują, stajesz się drażliwa, wszytko cię irytuje i szukasz tylko pretekstu do kłótni. I oto wraca z pracy twój luby, zmęczony, wymięty, marzący tylko o tym, żeby się wykąpać i usiąść z piwem przed telewizorem. Ale na swoje nieszczęście spóźnił się 15 minut. Gdzie był? Co robił? Na pewno był ze swoją super-sekretarką! Na 100%!  Nie namyślając się długo zaczynasz awanturę. Kłócicie się, po czym ty zaczynasz płakać, bo on nie chce się przyznać, stwierdzasz, że to kłamliwy drań i świnia. 

A niewinny mąż, po 5 takiej kłótni w końcu pójdzie do łóżka ze swoją super-sekretarką, bo przecież po powrocie do domu i tak mu się za to oberwie prawda? Prawda!

                                                                           ***
Faceci to świnie i nic tego nie zmieni! Mózg mi zaraz wybuchnie od tych wszystkich epitetów, które się w nim kłębią! Cham, świnia, padalec! Więc niech mi ktoś wyjaśni dlaczego stoję bez słowa oparta o futrynę i patrzę beznamiętnie jak owa świnia, szanowny pan Adam, pakuje swoje rzeczy, rzucając co jakiś czas w moją stronę spojrzenie pełne nienawiści. Czemu nie wykrzyczę mu w twarz tego wszystkiego co mam w głowie?

-To już na razie wszytko. Jutro przyśle kogoś po resztę swoich rzeczy. Mieszkanie sobie weź, Joanna ma duży dom, ta klitka jest nam niepotrzebna.

Trzask drzwi, a ja nadal stoję. Wraz z zamknięciem tych drzwi skończyło się moje małżeństwo. Zostałam całkiem sama... Dlaczego nie mogłam nic mu powiedzieć? Nawet nie poprosiłam o wyjaśnienia. Gdy Adam wyszedł wczoraj po naszej kłótni, sądziłam, że co najwyżej wróci pijany z knajpy. W życiu nie spodziewałam się, że wejdzie rano do domu i od progu oznajmi, że miałam rację. Że sypia ze swoją sekretarką, co więcej, będą mieli dziecko i że się do niej przeprowadza. Dziecko? Ze mną nie chciał mieć dzieci, mówił, że nie dojrzał do roli ojca, że najpierw musi rozkręcić firmę itp. Od dawna go o to podejrzewałam. Wracał spóźniony z pracy, albo zostawał do późna w biurze pod pretekstem wypisywania jakiś tam raportów.

Jak on mógł!? Zostawić mnie?! Przecież jestem zoną idealną! Zawsze pilnowałam, żeby Adaś miał ciepły obiadek czekający, aż wymizdrzy się z tą suką i łaskawie wróci do domu. Sprzątałam, bo wiedziałam, że nie lubi nieporządku. Prałam, prasowałam, latałam codziennie po świeże bułeczki, żeby ten skurwiel miał na śniadanie! Na oficjalnych kolacjach uśmiechałam się i czarowałam potencjalnych wspólników, żeby na następny dzień przybiegli do jego biura i podpisywali te jego zasrane umowy. A on co?! Zostawił mnie dla tej plastikowej wywłoki?! No bo naprawdę, tych cycków, dupy i wielgachnych ust nie stworzyła natura. Nie mówiąc już o hebanowej opaleniźnie i włosach popalonych od rozjaśniaczy.

Rozejrzałam się po naszym... znaczy się już tylko moim mieszkaniu. 3 pokoje, przytulny salonik, duża kuchnia. Ciekawe jaką wille ma ta Joasia, że śmiał nasze gniazdko nazwać klitką!?
Zwaliłam się na podłogę jak worek ziemniaków i zaczęłam płakać. Sama nie wiem po czym płakałam, przecież to on będzie żałował, że mnie zostawił. Ja nie zawiniłam.

                                                                    ***

Tydzień po wyprowadzce Adama, czekałam aż wróci do mnie z podkulonym ogonem. Czekałam aż minie mu ten kryzys wieku średniego, zorientuje się, że Joanna nie dorasta mi do pięt i wróci z bukietem róż.  Gdy po dwóch tygodniach przyszły papiery rozwodowe, straciłam już nadzieje i zaczęłam się zastanawiać czy może nie robiłam czegoś źle? Byłam załamana. Najgorsze było to, że nie miałam żadnej innej rodziny, do której mogłam się zwrócić o pomoc. Oprócz kilku przyjaciółek, byłam sama. Zostałam sama w wielkim mieszkaniu z papierami rozwodowymi i kompletnie nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić...

                                                                            ***

-Słuchaj Nika, olej tego frajera, rozwiódł się z tobą i pewnie teraz tego żałuje. Widziałam tą jego Joasie ostatnio, już nie jest taka super. Ciąża jej nie służy.

4 miesiące po wyprowadzce Adama odbyła się rozprawa rozwodowa. Właśnie siedziałam w barze z Jolką, moją przyjaciółką i "oblewałam" mój świeżo nabyty status rozwódki. Rozwód był ten z kategorii najgorszych czyli publiczne wylewanie na siebie pomyj. Dowiedziałam się, że jestem walniętą suką z manią kontrolowania i przez 3 lata małżeństwa było we mnie tyle seksu co w desce do prasowania. Całe życie legło mi w gruzach.

Przez te 4 miesiące próbowałam uporać się ze swoimi finansami. Ojciec Adama zmusił mnie do przekazania udziałów w jego firmie na rzecz Joasi, albo "zamieni moje życie w piekło". Nie miałam wyboru. Adam z kolei odciął mnie od naszego wspólnego konta, zablokował wszystkie karty kredytowe. Zostałam bez niczego i w końcu zaczęłam wysprzedawać z domu wszytko co miało jakąkolwiek wartość. Na pierwszy rzut poszły moje dizajnerskie ciuchy i buty, aż w końcu nie miałam wyboru, sprzedałam całe mieszkanie i przeprowadziłam się z pięknego apartamentowca w centrum warszawy, do małej kawalerki w starej i zniszczonej kamienicy. Znalazłam pracę jako sekretarka w jakiejś małej firmie przewozowej. Tą robotę nakręciła mi Jolka, jej kuzyn jest w niej kierowcą więc pogadał z szefem, żeby mnie przyjął. Boże, wróciłam do punktu wyjścia... Adama poznałam pracując jako sekretarka w firmie jego tatusia. Cóż, pociąg do sekretarek jak widać tak szybko nie mija...

W taki właśnie sposób trafiłam wprost z sali sądowej, do małej knajpki gdzie wraz z Jolą topie swoje smutki w alkoholu...

-Jola, co ja mam teraz zrobić? Byłam z Adamem praktycznie odkąd opuściłam dom dziecka, to cholerne 6 lat! Nie umiem żyć sama...

-To znajdź sobie faceta, proste -wzięła łyk swojego kolorowego drinka

-Jesteś ładna, zgrabna. Zawsze zazdrościłam ci tych zielonych oczu i marchewkowych włosów, pewnie nie tylko ja. To tylko kwestia czasu aż napatoczy się jakiś przystojniak.

Uroda jak widać to nie wszytko... Popatrzyłam na swoją przyjaciółkę. Wychowywałyśmy się razem w domu dziecka, była przy mnie odkąd pamiętam. Nie jest piękna, nawet nie jest ładna, ale ma tą charyzmę i coś takiego w sobie, że faceci aż do niej lgną, a ci byli, nie mogą o niej zapomnieć i cały czas ślą kwiaty. A ja? Niby taka piękna, ładna, a zostałam wymieniona na pustaka.

-Nie chce nowego faceta, nie chce żadnego faceta już nigdy! Idę do domu, rano mam pracę.

Pożegnałam się z Jolą i poszłam do mojej małej norki skulic się w kącie i wypłakać to czego alkohol nie dał rady ze mnie wymyć.
                                                                            ***

Następnego dnia czułam się jeszcze podlej niż dzień wcześniej. Byłam upokorzona gdy tłumaczyłam szefowi dlaczego zmieniam nazwisko. Na początku mi pogratulował, myśląc, że wyszłam za mąż... Później było mu głupio gdy wyjaśniłam, że wręcz odwrotnie.

Siedziałam przy swoim biurku i próbowałam skupić się na papierach, które trzymałam w ręku gdy do pomieszczenia wpadł jakiś facet. Przystojny całkiem, ale jego długie włosy i broda od razu skojarzyły mi go z Jezusem.

-Szefa kazał sobie nie przeszkadzać przez najbliższe 30 minut, więc proszę zostawić swoje dane a przekaże że pan był.

-Ja nie do niego.

Podniosłam na niego swój wzrok. Owszem był przystojny, ale jego oczy aż ziały bezczelnością. I w dodatku były tak błękitne, że aż nienaturalne, kurczę, piękne.

-To znaczy?

-Ja do ciebie, jestem Jarek

Wyciągnął do mnie rękę. Ani myślę ją uścisnąć, była umazana jakimś smarem, albo Bóg wie czym. Mierzyliśmy się wzrokiem przez chwilę, aż w końcu dał sobie spokój i opuścił rękę.

-Wiem, że ty jesteś Dominika, kumpela Jolki, to ja załatwiłem ci tą pracę.

-Dziękuję więc, w czymś jeszcze mogę pomóc?

Zaśmiał się. Ze mnie? To ja powinnam śmiać się z niego. Kto normalny chodzi w środku zimy w samej koszulce? Jeśli chciał zaimponować mi swoimi muskułami, to jeszcze mnie nie zna i nie wie, że ze mną nie te numery.

-Zawsze jesteś taka? Nie uwiera cię?

-Co ma mnie niby uwierać?

-Ten kij który masz wsadzony w dupę. Chciałem się zapoznać, wyciągnąć gdzieś na kawę, a ty z wdzięczności za tą pracę patrzysz na mnie jak na robala, którego trzeba zgnieść. Nie jesteś już panią w wysokich sfer, więc zejdź ze swojego piedestału, albo ktoś cię z niego zwali.

Odwrócił się i wyszedł a ja zaniemówiłam. Pierwszy, ale to PIERWSZY raz ktoś odważył się tak do mnie powiedzieć! Nieokrzesany gbur! Ja mu pokaże wdzięczność za pracę! Złapałam za grafik. W najbliższym tygodniu było zaplanowanych 6 kursów po warszawie i 8 na całą Polskę. Zobaczymy czy będzie taki pewny siebie gdy będzie musiał jechać do Szczecina dwa dni pod rząd.
Z Dominiką Zawadzką... Znaczy się z Dominiką Nowak się nie zadziera!!

poniedziałek, 6 października 2014

VII

VII
Poniedziałek w szkole był co najmniej dziwny. Już wchodząc do szkoły, wydawało mi się, że wszyscy się na mnie gapią. Po pierwszej godzinie zajęć wiedziałam już, że to prawda, gapili się. I szeptali. I znowu się gapili. I pokazywali palcami. Sądzę, że ma to związek z atakiem wściekłych harpii w kuchni i moim stwierdzeniem, że przespałam się z ich idolem. Wredne suki...
Popołudniu, gdy usiadłam na swoim miejscu z tyłu auli, jak nigdy usiadły po mojej stronie dwie inne studentki. Spojrzałam na nie, jedna to chyba była ta druga studentka z Rosji, drugą widziałam po raz pierwszy. Nie wydawały się być negatywnie nastawione, raczej uśmiechały się obie do mnie uspokajająco. W końcu odezwała się do mnie ta Rosjanka, oczywiście po rosyjsku:

-Ty jesteś Mina prawda? To o tobie gadają w szkole?

-Co gadają?-Byłam autentycznie zainteresowana.

-Nie ważne, nie przejmuj się. Dla nas to super, że jesteś z Mikko, jest super przystojny...

Powachlowała się teatralnie po twarzy. Ja dalej nie rozumiałam. I nagle mnie olśniło. Ruda suka z mojego pietra! Musiała puścić plotkę, że był u mnie ich cudowny i wspaniały idol i się rozniosło...

-Powiedz mi co gadają, dokładnie i ze szczegółami.

-Mam na imię Anna, tak w ogóle, a to jest Monica, jest z Petersburga.

Popatrzyłam na jej towarzyszkę, która wgapiała się we mnie jak sroka w gnat. Aha, miała na obie koszulkę zespołu... Kuolema, jak że by inaczej.

-Wiesz Mina, ludzie gadają bzdury, że podobno uprawiałaś z nim seks u siebie w pokoju w akademiku i jedziesz z nim w trasę koncertową, bo tak z tym zespołem Slaughter robiła twoja...

-STOP!

Krzyknęłam tak, że Anna i Monica, aż podskoczyły. Wtedy do sali wszedł wykładowca i zapanowała cisza. Pan Johnes, typowy Brytyjczyk, nie tolerował hałasu w trakcie jego wykładu. A ja nie mogłam oddychać przez ucisk w piersi. Wiedziałam, że gadają, domyśliłam się. Ale, że ja? Tak jak Vera? Nie, nie,nie,nie. To przecież nieprawda! I po to tu przyjechałam?! Żeby w drugim tygodniu szkoły zaszufladkowali mnie, jako dziwkę. Cały wykład z teorii muzyki przeszedł mi kolo uszu. Gdy inni studenci zaczęli się zbierać, a ja nie ruszyłam się z miejsca, Anna i Monica zostały ze mną. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Mikko. Jest tylko jeden sposób, żeby to odkręcić.

-Halo skarbie?

-Potrzebuje cię pod szkołą, już.

-Co się stało?

-Dowiesz się.

Schowałam telefon i rozsiadłam się wygodniej w swoim fotelu.

-Nie idziesz na obiad?-Anna zaczęła niepewnie. Monica dalej się nie odzywała, ona chyba była takim cichym przydupasem.

-Zaraz pójdę, chce posiedzieć chwilę.

-To nieważne co gadają. Ja wiem, że jest inaczej.

-Skąd? Znasz mnie?

-Nie znam, ale wiem, że Mikko nie robi takich rzeczy.

No tak, cudowne cudo z tego internetu!

-Przeczytałam kiedyś o tym w wywiadzie, że nie śpi z fankami.

Uśmiechnęła się do mnie i potarła po ramieniu gestem, który miał mi dodać otuchy. Czyżbym spotkała potencjalną przyjaciółkę?

-Możesz powiedzieć swojej koleżance, że krępuje mnie gdy tak się na mnie gapi?

Monica zamrugała jakby otrząsnęła się z jakiegoś transu i wydukała przeprosiny. Wybuchnęłyśmy wszystkie trzy śmiechem. Może w sumie nie będzie tak źle?

                                                                           ***

20 minut później Mikko napisał mi, że jest przed głównym wejściem. Jak na kogoś kto nie ma prawa jazdy, zaskakująco szybko przemieszcza się po mieście. Przeprosiłam moje nowe koleżanki i poszłam do wyjścia. Monica jak już zaczęła gadać, okazała się być fajną dziewczyną, tak samo Anna. Obie były wielkimi fankami Kuolemy, ale nie chciały żebym je z nimi poznała, ani nic takiego. Chciały się ze mną po prostu zaprzyjaźnić, ale nie wzgardziły by autografem. Wyszłam przed uczelnie i zobaczyłam tłum ludzi otaczający mojego chłopaka, który nie nadążał z rozdawaniem autografów. Widziałam, że sprawia mu to przyjemność ale niestety musiałam im przerwać.

-Przepraszam!-Przecisnęłam się przez tłum i wpadłam w jego ramiona. Objął mnie zaskoczony i przytulił.

-Jak miło kochanie, że znalazłeś czas, żeby zjeść ze mną obiad! Ale musimy się spieszyć, za godzinę mam kolejne zajęcia!

Moje przedstawienie odniosło sukces. Jak złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę najbliższej restauracji. Tłum rozstąpił się i wszyscy patrzyli za nami oniemiali. Bo w końcu, gdybym się z nim puszczała, spędzał by ze mną czas, poza łóżkiem? Ha,ha,ha. A masz ruda wywłoko!

-Dobra, o co tu chodzi. Czemu mam wrażenie, że to było przedstawienie?

Byliśmy już w chińskiej restauracji i zajęliśmy stolik. Mikko nie sprawiał wrażenia wściekłego, ani nawet rozdrażnionego. Wręcz przeciwnie, te błękitne oczyska aż się śmiały.

-Bo było, następnym razem nie bądź taki sztywny to wypadniemy lepiej -wzięłam do ręki menu i złożyliśmy zamówienia.

-Więcej wyjaśnień dostane?

-O Jezu... -Opowiedziałam mu co działo się dzisiaj w szkole i o rewelacjach, o których powiedziała mi Anna. Mikko zna mój stosunek do siostry, więc chyba powinien zrozumieć prawda?

-No ok, w sumie to było nawet fajne. Wkroczyłaś między tych ludzi jak lwica, podobało mi się...

Zaczął mnie smyrać po kolanie pod stolikiem. Przesunęłam się mocniej do stolika, żeby dać mu lepszy dostęp. Boże, jak on to robi, że zwykłym głaskaniem kolana sprawia, że robię się mokra i potrzebująca? Kelner przyniósł nasze zamówienia i Mikko od razu rzucił się do jedzenia z taką żarłocznością, że zaczęłam się zastanawiać czy jadł coś dzisiaj. Zapytałam go o to.

-Nie miałem czasu. Nagraliśmy już większość podkładów na nowy album, dzisiaj zacząłem nagrywać wokal. Od rana byłem w studiu.

Skubałam swojego kurczaka, w sumie nie byłam głodna. Mikko sprzątnął swoją porcję zanim ja zdążyłam zjeść połowę i wypił całą szklankę napoju jednym chustem.

-Chyba więc dobrze zrobiłam wyciągając cię na obiad.

-Bardzo dobrze, jesteś moim aniołem stróżem, straciłem poczucie czasu.

-Chcesz, to zjedz też moje

Podsunęłam mu talerz, zaczął wyjadać moją porcję już spokojniej.

-Codziennie masz taką długa przerwę w zajęciach?

-Zależy. Doktor Karppinen się na mnie uwzięła, zwykle zasypuje mnie zaległym materiałem na przerwie obiadowej. Daję słowo, w takim tępie zdam poprzedni semestr w miesiąc.

-To dobrze, będziesz miała spokój już.

Uśmiechnęłam się. Jadł jak prosiak, ale był przy tym niezwykle uroczy. Upaprał sosem swoją koszulkę Rolling Stones'ów. Ogólnie wyglądał dość niechlujnie, włosy w nieładzie, nieogolony, ta koszulka porozciągana, teraz jeszcze upaprana. I ciemne cienie dookoła oczu. Coś jest nie tak.

-Masz jakieś problemy? Słabo wyglądasz...

-Nie, coś ty. Jestem zmęczony. Od naszego ostatniego spotkania dużo pracowałem, nie miałem czasu żeby się ogarnąć. A właśnie... -Poczęstował się bez pytania, również moim napojem -Pamiętasz o naszym sobotnim wyjściu? Musimy iść na zakupy, potrzebujesz fajnej kiecki.

-A skąd wiesz, że nie mam żadnej fajnej kiecki?

-Grzebałem ci w szafie. Myślałem, że mogłabyś założyć coś z gorsetem. Twoje cycki będą w nim wyglądały zjawiskowo. I powinna być czerwona, będzie ci pasowało do włosów.

-Zaraz, zaraz, stop nie rozpędzaj się tak. Masz zamiar dyktować mi co mam założyć?

Raczej cenię sobie moją niezależność. Nikt nigdy, nawet rodzice, nie mówili mi co mam na siebie założyć. Muszę się jeszcze sporo nauczyć o związkach...

-No co? Tak sobie tylko myślałem. Ale gorset musisz mieć koniecznie.

-Pójdę w tym co mi się spodoba, poza tym nie wiem, czy w ogóle pójdę.

To prawda. Nie czułabym się pewnie w takim miejscu. Na pewno będzie dużo ludzi "z branży", dziennikarze i w ogóle. Błyski fleszy itepe. Jezus, ja nawet w lustrze nie mogę na siebie patrzeć, a co dopiero w gazetach! Muszę się jakoś od tego wywinąć.

-Przestań, pójdziesz. Mam fajną dziewczynę i chcę się nią pochwalić.

Będzie ciężko....

                                                                                   ***

Po kłótni wywalczyłam w końcu przywilej zapłacenia za nas rachunku. Mikko się obraził, bo "Obraziłam go jako mężczyznę" ale trudno, mamy równouprawnienie. Za rękę odprowadził mnie z powrotem do szkoły, aż pod samą sale w której miałam mieć kolejne zajęcia, pocałował słodko i poszedł sobie. Gdy się oddalił od razu dopadła mnie Anna.

-Boże, widziałam go! Ale masz szczęście! -Uśmiechnęłam się.

-Wiem

                                                                                     ***

Cały tydzień minął mi zastraszająco szybko. Okazało się, że Anna i Monica mają ze mną większość zajęć, więc zaczęłyśmy siadać obok siebie i razem spędzać przerwy. To naprawdę bardzo fajne i sympatyczne dziewczyny, nawet Monica, która sprawia dla mnie na początku  wrażenie ubezwłasnowolnionej. Cały czas przytakuje Annie, cokolwiek by nie mówiła i chodzi dwa kroki za nią. Coś jest nie tak z tą dziewczyną. Tak jak obiecały, nie rozmawiają ze mną o moim chłopaku. Tradycją stał się też wspólny obiad w chińskiej knajpie z Mikko, gdy tylko mam wolną przerwę. Słowo daję, gdyby nie te wyjścia, on by chyba nic nie jadł. W piątek przyszedł po mnie do szkoły podekscytowany jak nigdy i oznajmił, że już prawie skończyli nagrywać. Nie mogłam się cieszyć jego szczęściem, bo humor mi się spieprzył, jak zerknęłam na stan konta w bankomacie. Otóż mój szanowny pracodawca wypłacił mi ponad 100 euro mniej niż powinien. Umiem liczyć, wiem ile pracowałam i za jaką stawkę. Postanowiłam pójść do niego po zakupach z Mikko i upomnieć się o swoje.

-To co? Potrzebujesz jakieś kiecki, butów i czego jeszcze?

-Musze iść do fryzjera i do kosmetyczki.

Nie dobrze. Boje się, że jak kupię kieckę i buty i ogarnę się, nie będę miała później na życie. A pod żadnym pozorem nie pozwolę, żeby Mikko mnie utrzymywał, co to to nie!
Poszliśmy spacerkiem do Itakeskus Shopping Complex, chociaż nie nazwałabym tego krótkim spacerkiem. Podobało mi się to, że Mikko cały czas trzymał mnie za rękę i gładził co jakiś czas moją dłoń kciukiem. Jak chce to potrafi być słodki. Rozmawialiśmy cały czas o ich nowej płycie. Mikko nie mógł zdradzać za dużo, wiadomo. Ale postanowiłam, że w tym kontekście muszę wspomnieć o płycie, która mi dał jeszcze w Moskwie.

-A napisałaś tą partie skrzypiec jak prosiłem?

-Napisałam, mam ją spisaną i jest gdzieś w akademiku.

-No to w przyszłym tygodniu nagramy tą piosenkę, przyślę ci smsem na którą zarezerwowałem studio.

-Ja mam grać?

-No a kto, w końcu to piosenka o tobie.

                                                                              ***

Zawsze sądziłam, że zakupy z Tatianą to ciężka przeprawa. Łaziła po tych sklepach bez końca, wybierała, przymierzała, odrzucała i stwierdzała na końcu, że trzeba iść gdzie indziej. Gdy ja miałam sobie coś kupić, zamieniała się w szaloną stylistkę, zarzucała mnie toną ciuchów i kończyło się na tym, że nie kupowałam nic, gdyż nasze gusta się nie pokrywały. Jednak zmieniłam zdanie po 30 minutach w sklepie z moim chłopakiem. Był jeszcze gorszy niż Tatiana. Wydawało mu się, że zna się na damskich ciuchach i wybierał mi sukienki wedle swojego widzimisię. Tatiana chociaż miała jakieś poczucie stylu.

-Mikko nie założę tego, zapomnij!

-Chociaż przymierz!

Wzięłam od niego okropną butelkowozieloną sukienkę. Była koronkowa, mocno wycięta na plecach i tak krótka, że wszyscy widzieli by moje majtki. I tak by widzieli, koronka nic nie zasłaniała.

-Chyba żartujesz. Albo ja będę wybierała, albo nigdzie nie idę!

Nie pomogło, z każdym odwiedzanym przez nas sklepem byłam coraz bardziej zirytowana. Aż w końcu objawienie. Śliczna, idealnie pasująca do mojej figury, nie za krótka, jasno zielona. Zaciągnęłam go do tego sklepu.

-To? Serio?

Mikko był zawiedziony, ale gdy ją przymierzyłam, byłam bardziej niż zadowolona. Bez ramiączek, dekolt wycięty, ale nie pokazujący za dużo, dopasowana, przed kolano. I cena również przystępna, wspaniale.

-Wezmę ją czy ci się podoba czy nie.

-Nie weźmiesz.

-Wezmę.

-Nie.

-To nigdzie z tobą nie idę.

-To nie!

Zasłoniłam z wściekłością zasłonę przymierzalni. Dobrze, i tak nie chciałam nigdzie iść. Zrobił mi tylko przysługę tymi swoimi fochami. Przebrałam się z powrotem w swoje ciuchy i wyszłam z przymierzalni. Mikko stał niedaleko odwrócony do mnie plecami i rozmawiał przez telefon. Podeszłam i zamarłam.

-...oczywiście kochanie*, że przyjdę. Daj mi jeszcze 30 minut. Co? W galerii. Tak, z NIĄ. Nie żartuj sobie ze mnie, to chwilowe, nie dałbym rady na dłuższą metę, doprowadza mnie do szału, już teraz ledwo wytrzymuje. Wszystko się skończy po tej zasranej gali, zobaczysz.

Rozmawiał po angielsku, czyli nie była jego mama, siostra, kuzynka, ciotka ani nikt. Koledzy z zespołu też odpadają. Odwiesiłam sukienkę na byle jaki wieszak i wyszłam z tego sklepu zanim skończył rozmawiać. Przynajmniej teraz nie muszę iść na tą "zasraną" gale. Doprowadzam go do szału? Ledwie wytrzymuje? Jestem aż tak okropna? Myślałam... Głupie łzy zaczęły płynąć zanim jeszcze dotarłam do wyjścia. Siedząc w autobusie w drodze do akademika, już ryczałam jak wariatka. Jak on mógł? Czyżby bawił się mną? Czyżbym służyła tylko do, no właśnie czego? Chciał ocieplić swój wizerunek? Wybrał sobie małą okrągłą dziewczynkę, żeby przestali kojarzyć go z piękną, smukłą Sandrą? A jeśli to Sandra dzwoniła i to wszytko co mi mówił, wszytko co razem przeżyliśmy, było tylko jakąś pieprzoną medialną grą? Nie mam siły już na to całe popieprzenie, które spada na mnie od momentu kiedy zapukałam do jego drzwi.

                                                                               ***

Dzwonił do mnie 30 razy w piątek wieczór, w sobotę od rana 10. miałam 15 wiadomości na poczcie głosowej i nawet nie liczyłam ile smsów. Wszystkie były o tym, że on biedy znowu nie wie o co mi chodzi. Biedny, naprawdę. Nie odbierałam, nie odpisywałam, aż w końcu koło południa dał sobie spokój. Nie poszłam do pracy, zadzwoniłam i wzięłam dzień wolny zasłaniając się chorobą. Wieczorem weszłam na ta stronę z ploteczkami o nim i dowiedziałam się, że poszedł sam. Na zdjęciach nie wyglądał na zasmuconego, wręcz przeciwnie. Wyglądał zupełnie inaczej, ubrany elegancko, koszula, marynarka, jeansy...

A ja gapiłam się na te zdjęcia i próbowałam sobie wmówić, że tak jest lepiej, bo przecież on i tak chciał mnie zostawić.

                                                                              ***





*sweetheart ;)

piątek, 3 października 2014

Ktoś? Coś?

Wiem, że ostatnio słabo mi idzie dodawanie nowych postów. Nie będę pisała nic na swoje usprawiedliwienie :p Ale mogę powiedzieć, że ciąg dalszy się pisze :) W między czasie mam pytanie: orientuje się ktoś, gdzie znajdę w Polsce dobrego neurologa, który zajmuje się dziećmi? Nie mam pojęcia jak leczy się choroby mięśni w Polsce, ale chcielibyśmy z mężem znaleźć lekarza, który zgodził by się zobaczyć naszego synka i powiedzieć nieco więcej na temat jego choroby. Angielscy lekarze już rok, go oglądają, badają ale dalej nie wiedzą co mu jest ;/ Z góry dziękuję, a kolejna częśc będzie hmm... jutro? :) Pozdrawiam!

czwartek, 18 września 2014

VI

Z wieeeelkim poślizgiem ale jest! :)


 Do rana jeszcze cztery razy Mikko uczył mnie czerpać przyjemność z gorącego seksu i muszę powiedzieć, że orgazmy, które do tej pory dawałam sobie sama wypadały blado przy tych... bezeceństwach, które ze mną wyprawiał. Zasnęliśmy dopiero około 5 rano, zmęczeni. Byłam obolała i z przyjemnością wtuliłam się w przyjemnie ciepłe ciało mojego chłopaka. Byłam pewna, że w ciągu dnia nie będę mogla siedzieć...

Obudziłam się w chwili, w której powinnam wychodzić do pracy. Zanim to do mnie dotarło, przeciągnęłam się jak kociak i oceniłam stan mojego ciała. Obolała? Tak. Przyjemnie rozluźniona? Tak. Zaspokojona? Zdecydowanie.

-Skarbie, zrobisz kawy?
Mikko przeciągnął się sennie obok mnie. Wyglądał uroczo od rana, cały poczochrany i zarośnięty. Przez chwile przez moją głowę przeleciała myśl, że przyjemnie by było budzić się tak codziennie. Przecież to niedorzeczne...

I wtedy mój wzrok powędrował do zegarka i rozpętało się piekło.

Wyskoczyłam jak oparzona z łóżka i zaczęłam biegać po pokoju szukając ciuchów. Gdy wyskoczyłam z łazienki po szybkim prysznicu Mikko siedział ubrany i gotowy do wyjścia.

-To kawy nie będzie?

-Zamknij się!

                                                                               ***

Po sobotniej zmianie w kawiarni byłam tak padnięta, że nie wiedziałam gdzie jest lewo a gdzie prawo. Nie miałam nawet siły na zakupy, weszłam tylko do pierwszego lepszego spożywczaka i kupiłam mrożoną pizze. A raczej trzy... Byłam wściekle głodna, nie mogłam się skupić w pracy przez co pracowałam wolniej. A co za tym szef potrącał mi czas z przerw, za ten zmarnowany na rozmyślaniach przy ekspresie...

W akademiku utknęłam przy zdezelowanym piecyku ze wspólnej kuchni, marząc o czymś do jedzenia. Drzwi od kuchni były przeszklone, widać było przez nie korytarz, po którym przechadzały się inne lokatorki spoglądając na mnie niby przypadkiem. Rozumiem przejść raz... Nawet dwa. Ale te flądry łaziły w te i z powrotem jak gęsi po wybiegu. Czy dziwnie wyglądam? Ubrudziłam się czymś? Wyciągnęłam telefon gdzie czekała na mnie wiadomość od Mikko:

"Pewnie jesteś już dziś zmęczona, więc dam ci spokój. Ale jutro po pracy zabieram cię na obiecaną kolację, wino, kwiaty i do mojego łóżka :)"

Dał nawet uśmiechnięta mordkę, łał. Odpisałam mu szybko o której kończę. Chowałam właśnie telefon do torby, gdy drzwi od kuchni otworzyły się z hukiem i wpadła do nich dziewczyna zza ściany, ta która codziennie się pieprzy. Spojrzała na mnie wściekłym wzrokiem i wysyczała jakieś na pewno bardzo miłe i pokrzepiające zdanie po fińsku.

-Nie rozumiem cię.

-Nie rozumiesz? To zrozum. Nie jesteś tutejsza i my nie będziemy tolerować twoich wybryków. Chcesz sobie sprowadzać facetów do pieprzenia, wynajmij sobie pokój w hotelu.

Do tej rudej wywłoki dołączyły inne obrończynie moralności. Stanęły wszystkie za nią jak za przywódcą stada. Jedna nachyliła się do rudej i szepnęła jej coś na ucho łypiąc okiem cały czas na mnie. Po stadzie rozszedł się pomruk, widocznie wszystkie usłyszały.

-To prawda kto u ciebie wczoraj był?

 -To chyba nie twoja sprawa.

-Mikael Vaara. To prawda?

-Powiedziałam już, to nie twój zasrany interes!

Zaczęły mnie wkurwiać. Co one... ona, bo przecież to ta ruda była, ta która to wszytko nakręcała. Co one planują, zlinczować mnie?! Za seks?!

-Słuchaj wywłoko! Jak ty się pieprzysz co noc z jakimś gachem i kwiczysz jak zarzynana świnia, ja się nie odzywam! Twoja druga sąsiadka pewnie tez musi tego wszystkiego wysłuchiwać. I tak, był u mnie Mikael Vaara i pieprzyłam się z nim, a teraz wynoście się wszystkie i dajcie mi zjeść moją pizze!!! -Odwróciłam się i wyciągnęłam pizzę z piekarnika rzucając ja wściekle na talerz.

-Aha i jak któraś jeszcze raz okradnie moją półkę w lodówce, to zrobię wam takie piekło, o jakim się nawet Dantemu nie śniło!!

Popatrzyły wszystkie na siebie i tłumaczyły sobie nawzajem co powiedziałam. Ze złością złapałam kawałek swojej pożal się Boże kolacji, wyminęłam je i poszłam do pokoju. Głupie suki, nie wiedzą z kim zadarły. Też potrafię być wredna, a to, że działam sama niczego nie zmienia. Mam w sobie 100% więcej wrednoty niż one wszystkie razem wzięte. I ta ruda małpa... Myślą sobie, że mogą mnie stłamsić, bo jestem z zagranicy, o nieee.....
Pochłonęłam ten mały trójkącik z serem i szynką i przebrałam się w wygodniejsze ciuchy. Specjalnie zostawiłam tam resztę jedzenia, idę o zakład, że już nikt tego nie ruszy. Złapałam za telefon i wykręciłam numer Mikko, musi mnie uspokoić.

-Halo?-Ten jego seksowny zaspany głos...

-Obudziłam cię?

-Tak...-jakiś szur-..ale już wstaję, pisałem muzykę i zasnąłem.

-Aha. Więc panie Mikael Vaara, chciałabym panu zakomunikować, że właśnie przeprowadzono na mnie obławę w kuchni za pana nocne ekscesy.

-Jak to obławę?

Opowiedziałam mu całą sytuację dokładnie opisując miny poszczególnych dziewczyn. Śmiał się z tego, a mi poprawił się humor.

-Oj kochanie, więc to już oficjalne...

-Co oficjalne? Że w końcu będę miała co jeść po powrocie z pracy?

-Nie, głupku... To, że jesteśmy razem. Koniec, skoro poszło w świat, więc to musi być prawda.

-Ale ja nie powiedziałam im, że jesteśmy parą czy coś...

-Ale, ale, ale, ale... ciągle tylko ale. Jesteśmy parą, wczorajszy wieczór to potwierdził a jutro idziemy na randkę. A za tydzień zabieram cię na rozdanie nagród fińskiego czegoś tam czegoś. Wtedy już będzie oficjalnie...

Poczułam ścisk paniki w brzuchu. Para? Wczoraj przecież byliśmy przyjaciółmi. Co on sobie myśli, że skoro mnie rozdziewiczył, może sobie rościć jakieś prawa?!

-Słuchaj chyba musimy porozmawiać. Przecież wczoraj mówiłeś o przyjaźni, więc teraz nagle mamy być parą?

-Wczoraj też mówiłem, że nie będę z tobą spał, jestem podłym kłamcą, przyzwyczaj się.

Boże co za dupek!

Rozłączyłam się szybko, nie miałam ochoty na dalsze dyskusje. Może on ma jakiś syndrom popierwszorazowy, ubzdura sobie, że skoro przespałam się z nim, jestem jego, jeśli tak to mam przesrane. Podobno faceci mają coś takiego, myślą, że jak są naszymi pierwszymi partnerami to znaczy, że musimy się pobrać itp. A podobno to baby są szurnięte... Nigdy nie byłam w prawdziwym związku więc będzie mi ciężko się przyzwyczaić do niego, szczególnie jeśli zacznie mi dyktować co mam robić, gdzie mam chodzić, w co się ubierać. A teraz zostało mi zacisnąć zęby i zobaczyć co przyniesie czas, bo wiem, że ten dupek nie odpuści.
                                                                              
                                                                                ***

Nasza niedzielna randka się nie odbyła i to nie z mojego powodu. Po pracy odczytałam smsa, że Mikko poszedł z kumplami do studia i będą nagrywać nowy materiał na płytę, że w końcu mają wole studio ble ble ble... Jesteśmy ze sobą drugi dzień a ten dupek już mnie olewa dla kumpli. Tak zdecydowałam, Mikko będzie teraz Tym Dupkiem. I tak nie miałam ochoty nigdzie łazić, tym bardziej się stroić. Wróciłam do swojego pokoiku, szybki prysznic, zerkniecie w jutrzejszy plan zajęć i szybki telefon do Tatiany, która szczerze się ucieszyła, gdy opowiedziałam jej o piątku. Oczywiście nie byłaby sobą gdyby nie wypytała o szczegóły, włącznie z długością członka. Starałam się nie zdradzać za dużo, w końcu muszę mieć swoje tajemnice. Opatuliłam się kołdra i próbowałam zasnąć, gdy mój telefon rozdzwonił się na nowo. Odebrałam, nie patrząc nawet kto dzwoni.

-Halo?-przywitałam się po rosyjsku.

-Hej kochanie.

-Aaa... To ty.

-No tak. Dzwonię bo mam nadzieję, że nie pojechałaś po pracy do mnie. Napisałem ci, że jestem zajęty, ale nie odpisałaś, więc nie wiem czy dotarła moja wiadomość.

-Dotarła, leże już w łóżku i tak nie miałabym siły na żadne wyjścia.

-Tęsknie za tobą, bardzo tęsknie- gdzieś w tle rozległo się buczenie jego kolegów i... zaraz, zaraz, kobiecy chichot? Brzmiało jak by było ich tam co najmniej całe stado.

-Kto jest z tobą?

-Tylko chłopaki. Może uda mi się jeszcze dzisiaj wyrwać, bardzo bym chciał cię zobaczyć, przytulić.

Znowu buczenie i śmiechy. Czy oni śmieją się z niego, bo gada jak głupek (Według nich,bo według mnie to słodkie) czy dlatego bo ma dziewczynę, którą jestem ja? Czy też dlatego, bo rozmawiając ze swoją dziewczyną, trzyma na kolanach jakąś zdzirę, na pewno rudą, szczupłą i piękną... No i się nakręciłam!

-Czemu słyszę kobiece glosy?

-Nie słyszysz kobiecych głosów.

-Słyszę.

-Więc ci się wydaje.

No tak. Zaczyna się...

-To może ja przyjadę do ciebie, co? Podaj mi adres.

-Nie ma takiej potrzeby, już skończyliśmy, przyjadę do ciebie za 15 minut.

Rozłączył się. Albo naprawdę coś kombinuje, albo naprawdę za mną tęskni. No cóż, przekonam się jak przyjedzie. Jestem naiwna i on o tym wie, ale nie będę tolerowała innych bab kręcących się wokół. Podobno jesteśmy w związku, prawda? Wstałam i ubrałam się jak najmniej erotycznie w szary wyciągnięty dres i taką samą bluzę do kompletu. Włosy zostawiłam w nieładzie, ale umalowałam się lekko. Akurat kończyłam, gdy Mikko zadzwonił, że czeka na dole. Poszłam po niego i w kompletnej ciszy udaliśmy się do mojego pokoju. Gdy szliśmy korytarzem, czułam na sobie czyjś wzrok. Domyśliłam się, że to pewnie moje współlokatorki czatują przy wizjerach...Ehh... Weszłam do pokoju i od razy podreptałam w stronę łóżka. Usiadłam na nim podciągając kolana pod brodę, Mikko usiadł obok i nachylił się żeby mnie pocałować. I wtedy to poczułam. Silną woń damskich perfum. Tak silną, że jakaś flądra musiała się o niego ocierać. Odsunęłam głowę i nie dałam się pocałować.

-Co jest skarbie?

-Nie czujesz?

-Czego?

Zachciało mi się śmiać. On naprawdę myśli, że jestem głupia?

-Damskie perfumy. Śmierdzisz nimi cały.

-Przyjechałem właśnie to wyjaśnić. Widzisz... Chłopaki...

-Zaraz wciśniesz mi kolejną historię, tym razem o tym, jaką traumę przeżyłeś, gdy zmarł twój pierwszy pies i jak ta bolesna strata oddziałuje na twoje związki?

-Nie. -Zdenerwował się -Nie wcisnę ci żadnej łzawej historii! Chłopaki sprowadzili sobie na koniec kilka fanek dla rozrywki i jedna wpieprzyła mi się na kolana (Wiedziałam... Na pewno była ruda!) ale zepchnąłem ją z nich tak szybko jak na nich usiadła. Zadzwoniłem do ciebie a po naszej rozmowie od razu zebrałem się, żeby przyjechać.

-Serio?

-No tak! Nie rozumiem czemu mi nie ufasz, bo nie ufasz prawda?

Sama nie wiem czy mam mu ufać. W końcu nie poznaliśmy się jeszcze, aż tak dobrze... Z drugiej strony dam mu szansę. Najwyżej wyjdę z tego wszystkiego z pękniętym sercem. Pochyliłam się ku niemu i pocałowałam go czule w usta.

-Ufam ci, ale mogłeś się przebrać zanim tu przyszedłeś, te perfumy śmierdzą.

Uśmiechnął się i zdjął z siebie koszulkę.

-Hej, a gdzie masz kurtkę?

-Przecież dzisiaj było ciepło... A zaraz może być i gorąco. Powiedz mi czy z jakiegoś konkretnego powodu założyłaś to bezkształtne gówno?

-Nie, założyłam pierwsze co mi wpadło w ręce...

-Tak? Mi się wydaje...-przysunął się do mnie -..że byłaś na mnie taka zła i stwierdziłaś, że jak założysz jakiś łach, nie będę się do ciebie dobierał prawda?

Przełknęłam głośno ślinę. Skąd on wiedział, że tak właśnie myślałam?

-Taka zaborcza, najchętniej wydrapała byś oczy tej dziewczynie co? Pachnę jej perfumami, denerwuje cię to, przecież powinienem pachnieć tobą...

Był coraz bliżej, a ja miękłam... On doskonale wie co robi, manipuluje mną, żeby odwrócić moją uwagę. Złapał mnie za kolano i zaczął szeptać do ucha.

-Myślisz, że te głupie dresy mnie odstraszą? Wręcz przeciwnie, podniecają mnie jeszcze bardziej, bo wiem co jest pod nimi... Ta twoja apetyczna pupa i ta wspaniała ciasna szparka..

-Wiem co robisz i nie uda ci się. Najpierw pójdziesz się umyć i przebrać, później możesz się do mnie dobierać.

Wstał zrezygnowany i ściągnął koszulkę. Teatralnym gestem przystawił ją do twarzy i powąchał.

-Jesteś okropna, wykorzystuję moje tajne techniki uwodzenia, a ty cały czas o tych perfumach, ja nic nie czuję.

-Wynoś się do łazienki, ważne, że ja czuję.

-Jesteś okropna, teraz to pewne. Niestety nie mam nic do ubrania.

 -Masz, owszem masz... -Wstałam i wygrzebałam z szafy moją najokropniejszą tunikę w kwiatki.

Była biała, na krótki rękawek, w śliczne niebieskie i różowe kwiatuszki. Była też na tyle duża żeby pomieścić jego gabaryty. Podałam mu ją z uśmiechem i z wielką satysfakcją patrzyłam jak warcząc ze złości znika w łazience. Przygotowałam aparat w telefonie, to będzie wspaniały widok. Odechce mu się integracji z fankami. Słyszałam, jak krzątał się po łazience, aż w końcu wyszedł. Zanim poturlałam się po podłodze ze śmiechu udało mi się cyknąć jedną fotkę. Materiał do szantażu. Usiadł obok mnie naburmuszony, w chmurze moich perfum.

-Możesz już przestać?! -Warknął na mnie, gdy za każdym razem jak na niego spojrzałam, wybuchałam nowa salwą śmiechu.

-Ślicznie wyglądasz, pasuje ci do oczu.

Tunika była luźna, ale i tak opinała mu się na ramionach.

-Wiesz co? Nie będziemy się dzisiaj kochać! Jesteś wredna! To będzie twoja nauczka.

-O nie kochanie. -Przytuliłam się do niego -To twoja nauczka na przyszłość. Po pierwsze, nie okłamiesz mnie już, gdy jakaś ladacznica usiądzie ci na kolanach i nie przyjdziesz do mnie cały w jej perfumach. Wiesz, teraz będziesz musiał tak wrócić do domu.

-Chyba cię nienawidzę... A jak ktoś zrobi mi zdjęcie? Pomyślałaś o tym?

 -Owszem, to również część twojej kary.
                                                                            ***

Gdy w końcu Mikko sobie poszedł, rozebrałam się i padłam wyczerpana na łóżko. Tak jak powiedział, nie przystawiał się już więcej do mnie, tylko siedział obrażony w kącie i patrzył jak ćwiczę grę na skrzypcach. W środę miałam mieć pierwszy sprawdzian zaliczeniowy poprzedniego semestru więc czas się przygotować. Jednak nie dane mi było szybko zasnąć. Myślałam cały czas o tym moim chłopaku. Jaki on był naprawdę? Wiedziałam już, że jest uparty i strasznie niekonsekwentny w swoich postanowieniach, ale co ja tak naprawdę o nim wiedziałam? Nic. Bez szemrania uwierzyłam mu w historie z fanką, chociaż tak naprawdę wszystkie dowody były przeciwko niemu. To jak szybko się zwinął i przyjechał, gdy przyczepiłam się damskich głosów w tle. To jak odwracał moją uwagę, starając się nakierować moje myśli na seks. Właściwie nie znałam go, wiedziałam o nim tyle ile sam mi powiedział i to co wyczytałam w necie. Plus ta cała afera z Sandrą. I wydaje mi się, że tylko ona by mogła rzucić trochę światła na jego osobowość. Chociaż, nie będzie to obiektywne,facet ją pobił, będzie pewnie chciała narobić mu koło kupra i naopowiada mi jakiś bzdur byle bym tylko z nim zerwała.

Więc na razie nie mam innego wyjścia, jak dobrze się bawić i korzystać póki się da. Ale jak przetrwam, gdy jednak Mikko okaże się kłamcą i złamie mi serce? W krótkim czasie zakochałam się w nim tak mocno, że przymykałam oko na oczywiste fakty. Jak to było w tej piosence?

"To Cię sprawdza i zwala z nóg, Przeżuwa, a potem wypluwa, Niszczy całą Twoją świadomość wykręcając Twoje myśli"

Cholerna prawda. Miłość gryzie, a jak tak dalej pójdzie... ehh... Będę pogryziona.

niedziela, 14 września 2014

!!

Dawno nic nie dodawałam więc postanowiłam napisać coś na swoje usprawiedliwienie. Otóż wiele się dzieje teraz u mnie i ledwo znajduję czas na spanie, nie mówiąc o pisaniu.... Ale obiecuję, że dodam coś nowego najpóźniej w środę ;) Pozdrawiam!!

sobota, 16 sierpnia 2014

V

Tralala, oto kolejna część! Miłej lektury życzę!


V
No i zaczęło się! Sobota, śliczny ciepły marcowy dzień w Helsinkach i ja nosząca pudła do mojego przytulnego pokoiku w akademiku. Dwie walizki ciuchów już były na gorze dzięki uprzejmości dozorcy. W poniedziałek zaczyna się nowy semestr w akademii i zarazem będzie to mój pierwszy dzień szkoły, a jutro pierwszy dzień pracy w kawiarni. Poczyniłam też pewne przygotowania do dłuższego pobytu w Finlandii, mianowicie, zapisałam się na kurs językowy. Czas złapać byka za rogi i udowodnić wszystkim, że potrafię!

Za tak niską cenę, nie spodziewałam się luksusów, ale mój pokoik był przytulny. Łóżko, szafa, mała łazienka z prysznicem, biurko z jednym krzesłem i mały stolik przy łóżku. Tylko musiałam jak najszybciej zmienić zasłony w oknach, te w kolorze zgniłej zieleni z różowymi kwiatami były wręcz ohydne. Wypakowałam swoje książki, ciuchy pookładałam schludnie w szafie. Łazienka pachniała mocno środkami do dezynfekcji, więc trzeba będzie postarać się o jakiś psikacz zapachowy. Gdy już byłam rozpakowana a mój największy skarb, skrzypce, które dostałam od dziadka na 10 urodziny, leżały na honorowym miejscy na biurko, usiadłam i zaczęłam robić listę zakupów, tłumacząc przy okazji w internecie, nazwy produktów na fiński. Na piętrze była jedna wspólna kuchnia z dwoma lodówkami, w których każdy pokój miał swoją półkę i po osobnej szafce na talerze kubki i sztućce. Oczywiście muszę do dopisać do swojej listy, bo nie wzięłam nic z domu. Jutro rano miałam się spotkać przed pracą z Mariką, Estonką która mi ją nakręciła więc nie miałam już za dużo czasu na zakupy. Szybko spakowałam swoją listę, z pudełka w szafie wzięłam pieniądze i ruszyłam w miasto.

Teraz było mi zdecydowanie łatwiej. Mimo, że moja znajomość języka ograniczała się na razie do powiedzenia "dzień dobry" "do widzenia"  "nazywam się...." i "nie mówię dobrze po fińsku" i tak czułam się dużo pewniej niż trzy miesiące temu, kiedy... Nie będę o tym myślała, czułam się pewniej, to najważniejsze. Kilka ulic od mojego akademika znajdował się duży supermarket w którym spokojnie mogłam zrobić wszystkie zakupy z listy. Zaczęłam do kosmetyków. Zaczęły się również problemy, stałam przy półce z szamponami i próbowałam rozróżnić ich typy. Mam włosy o które naprawdę muszę dbać bo inaczej zaczynają się mechacić i kołtunić. Szampon do włosów suchych i odżywka to podstawa. Stałam tak Bóg wie ile, aż przyszedł mi z pomocą chłopak z obsługi. Był młody, wydaje mi się, że tylko trochę starszy ode mnie. Burknął coś do mnie po fińsku a ja miałam okazję użyć moich nowo nabytych zdolności językowych:

-Nie mówię dobrze po fińsku.

-Angielski?

-Jak najbardziej.

-W czymś pomóc?

-Szukam szamponu do włosów suchych i odzywki.

 Przyjrzałam mu się. Nie był przystojny, można nawet powiedzieć, że był brzydki. Blondyn z czerwoną jakby opuchniętą twarzą, pryszcze i parę kilogramów za dużo. On za to patrzył na mnie tymi małymi świdrującymi oczami jak na wielki kawałek tortu.

-Trzymasz go w ręku. Czy o ty dzisiaj wprowadzałaś się do akademika dziewczyn?

-Tak, ja.

-Jestem Sven, też studiuję na tej uczelni, nie jesteś stąd prawda? Pokazać ci miasto? Może pójdziemy jutro na kawę?

-Niee... raczej nie. Zaczynam jutro pracę.

-Muszę wracać do roboty, dasz mi swój numer, jak się nazywasz?

-Mina i nie kupiłam jeszcze nowej karty do telefonu i no...

Złapałam swój koszyk i uciekłam stamtąd. Nie byłam aż tak zdesperowana. Może i chłopak okazałby się sympatyczny, słodki, romantyczny. Ale wiało od niego desperacją na kilometr...
Wpakowałam szybko do wózka wszytko co miałam na liście cały czas "przypadkiem" wpadałam na Svena. Wracałam do domu obładowana siatkami.
To był długi dzień. Padłam na łóżko i wsłuchując się w echa imprezy która odbywała się piętro wyżej zasnęłam.
                                                                     ***
Gdy rano chciałam zrobić sobie śniadanie a okazało się, że polowa moich zakupów spożywczych zniknęła zaczęłam tracić entuzjazm. Nie wyspałam się bo w środku nocy impreza przeniosła się na moje piętro i miałam za drzwiami wrzeszczący tłum. Przynajmniej zachowywali się jak tłum.
Ubrałam się schludnie w białą bluzkę i czarne jeansy, jak na kelnerkę przystało a włosy związałam w dobierany warkocz. Sven ma szczęście, że wcisnął mi dobry szampon. Jak bym jeszcze musiała walczyć z kołtunami, pocięłabym się nożem do masła.
Kawiarnia jak kawiarnia. Owszem był tu większy ruch niż normalnie, a większość klientów to zagraniczni turyści zwiedzający pobliskie zabytki. Ale byłam zbyt wściekła i głodna by pałać entuzjazmem w pierwszy dzień pracy.

-Mina! W końcu! Chodź przedstawię cie szefowi i pokaże co i jak. Jest dużo roboty, musisz zacząć od zaraz!

Nie miałyśmy nawet czasu żeby pogadać. Miałam dokładne wytyczne co i jak podawać, jak obsługiwać gości i co mówić. Dość szybko nauczyłam się obsługiwać wielki ekspres do kawy wyglądający, jak dla mnie, jak prom kosmiczny. Mam nadzieję, że nie jest tu tak ciągle. Nie będę miała siły, żeby się uczyć...
Gdy w końcu dostałam 30 minut przerwy, padłam na krzesło na zapleczu i wyciągnęłam nogi. Bolały cholernie. Manewrowanie między stolikami mnie wykończyło. Musze zainwestować w parę balerinek, praca w glanach to niezbyt dobry pomysł. Wkrótce dołączyła do mnie Marika.

-Hej, jak ci idzie?

Zaczęłam się śmiać. Sadzę, że to było po mnie widać.

-Okropnie, muszę się przyzwyczaić.

-Dasz radę, zazwyczaj nie jest tu tak tłoczno, ale powoli zaczyna się sezon.

-Nie brzmi to optymistycznie.

-Dasz radę, chodź, musimy wracać.

Dam radę? Wątpię?
                                                                                  ***
I zwątpiłam. Był już piątek, minął pierwszy tydzień szkoły. To było straszne! Dołączyłam do grupy w drugim semestrze więc zgrana grupa przyjęła mnie dość chłodno. Do tego okazało się, że muszę zostawać dwie godziny dłużej po zajęciach, żeby nadrobić materiał z poprzedniego semestru. Gdy pakowałam swoje rzeczy na koniec dnia, po całym tygodniu bolały mnie ręce od robienia notatek i gry na skrzypcach. Byłam wykończona fizycznie i psychicznie.
Nawet pogoda się na mnie wypięła. Gdy wyszłam na dwór lało jak z cebra, więc już po kilku metrach byłam przemoczona.

-Znowu nie masz czapki? Chociaż teraz bardziej przydał by ci się parasol

Stanęłam jak wryta. Tego już było za dużo. Futerał ze skrzypcami i moja torba spadły głucho na mokrą ziemię a za nimi ja. Co on ode mnie chce? Patrzeć jak sobie nie radzę?

-Skarbie, co jest?

Mikko ukucnął przy mnie trzymając parasol nad nami i podniósł moje skrzypce. Nie mogłam na niego spojrzeć. Widziałam tylko jego rękę gdy zbierał moje rzeczy.

-Po co znowu się na mnie czaisz?! Mało co?!

-Wstawaj, jedziesz do mnie. Musimy porozmawiać.

-Nie mogę jechać do ciebie. To za daleko, a już wieczór.

-Więc do ciebie.

Zamówił taksówkę, po czym rzucił do niej moje rzeczy, podniósł mnie z ziemi jak bym była piórkiem i wsadził na tylne siedzenie. Sam wsiadł z przodu i powiedział taksówkarzowi adres. Skąd wiedział gdzie mieszkam? Nie byłam w stanie na niego patrzeć. Było mi tak cholernie wstyd. Sama nie wiem za co. Za to, że już po pierwszym tygodniu mam dosyć, że marzę, żeby jebnąć to wszytko w cholerę, wrócić do Moskwy? Czy za to, że widział moją słabość? Chciałam być silna, a gdy usłyszałam jego głos tama pękła.
Podróż nie trwała długo, zebrałam swoje rzeczy i wypadłam z taksówki jakby się paliło, nawet nie zawracając sobie głowy zamknięciem drzwi.  Czekałam na windę, gdy dołączył do mnie Mikko. Nie odezwał się, zabrał mi tylko przemoczony futerał i torbę. Moje wszystkie notatki były brudne w błocie. super, dodatkowa praca... W milczeniu pokonaliśmy te kilka pięter, Mikko nawet nie odezwał się gdy zobaczył mój mały pokoik. Wcześniej myślałam, że jest przytulny, teraz to była klatka, zawalona górą kartek w pięciolinie, książek ciuchów.

-Mam bałagan.

-Widzę. Chodź tu...

Przyciągnął mnie do siebie i zdjął ze mnie kurtkę, buty, a gdy zaczął rozpinać mi spodnie, złapałam go za ręce.

-Co ty robisz?

-Rozbieram cię, przeziębisz się zaraz. -Pozwoliłam mu zdjąć z siebie te cholerne spodnie. Wygrzebał z szafy ohydne spodnie od dresu, które zakładałam w tych rzadkich chwilach, gdy wybierałam sie na siłownie. Pomógł mi je założyć i poszedł do łazienki po ręcznik, którym owinął mi włosy. Rozsiadł się po wszystkim na moim łóżku i spojrzał na mnie nie kryjąc satysfakcji.

-Przyjechałem do ciebie, żeby porozmawiać o twoim notorycznym unikaniu mnie i wymówkach, którymi zarzuciłaś mnie przed swoim domem, ale widzę, że dzieje się coś poważnego, gadaj.
Co tu było do gadania? nie miałam zamiaru mu opowiadać po porażce, którą poniosłam. Wzruszyłam tylko ramionami.

-No dobrze, więc wygląda na to, że zostanę tu na dłużej. -Zdjął buty i rozłożył się na moim łóżku zakładając ręce pod głowę.

-Nie ma o czym mówić, widzisz przecież sam.

-Posłuchaj mnie głupia dziewucho. Nie obchodzi mnie co naczytałaś się w internecie, jak mogłaś w ogóle pomyśleć, że cie wykorzystałem?! Podałaś mi zły numer telefonu więc nie mogłem się dodzwonić a później uganiałem się przez całą Moskwę, żeby cię znaleźć. Myślałem, że spotkasz się ze mną po koncercie, pójdziemy na randkę, a ty uciekłaś zanim zdążyłem kogoś po ciebie wysłać.

O cholera... Moje poczucie winy zjadało mnie od środka.

-Wiem, co piszą o mnie w internecie, że jestem jakimś ćpunem, alkoholikiem i bóg wie kim jeszcze, ale ja mam już to za sobą. Nie zmienię mojej przeszłości, jaka by nie była.

-Czyli to prawda tak? To o twojej narzeczonej?

-Nie do końca... -Usiadł i zaczął nerwowo wykręcać palce, zmieszał się. Przez chwilę czekałam aż mi odpowie, ale najwyraźniej nie miał zamiaru...

-Po prostu zrozum mnie. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. W nocy byłeś oschły, wypytywałeś mnie o wszystko takim tonem jak byś prowadził przesłuchanie jakiegoś przestępcy, a rano gdy zabrałeś nie na zwiedzanie miasta, byłeś jakiś inny, czuły i w ogóle, a później zobaczyłam te zdjęcia...

-Uderzyłem ją. Raz. Miałem problem z alkoholem, czasem po koncercie wciągnąłem kreskę lub dwie, ale głownie piłem. Sandrę poznałem jeszcze w szkole i zakochałem się do szaleństwa. A jej chodziło tylko o moje pieniądze. Zrozumiałem to dopiero po czasie, a to, że zgodziła się wyjść za mnie dopiero jak zaczęło być głośno o moim zespole nie dało mi nic do zrozumienia. Tego wieczoru olałem ją i wybieranie tapet czy tam dywanów do nowego domu, bo wolałem pić w barze z kumplami. Gdy wróciłem do naszego mieszkania, pijany oczywiście, zaczęła robić mi wymówki, wykrzyczała mi w twarz, że od prawie roku spotyka się na boku z tym gogusiem z telewizji, że mnie nigdy nie kochała, wykorzystała moją sławę, żeby samej wkręcić się w branże i już mnie nie potrzebuje. Jak rzuciła we mnie pierścionkiem zaręczynowym... -Znowu zwiesił głowę-... wziąłem zamach i uderzyłem ją w twarz. Upadła na podłogę i straciła na chwilę przytomność. A do mnie nie docierało co zrobiłem. Później odeszła i opowiedziała to wszystko w jakimś brukowcu oczywiście jeszcze wszytko koloryzując. Dało się to odkręcić, nasz manager się tym zajął, ja nie byłem w stanie. Zapłacił jej odpowiednią sumkę i zniknęła. Zmusił mnie, żebym zaczął się leczyć, zamknął w domu na przedmieściach. Dopiero wtedy do mnie dotarło co zrobiłem. Czuje przez to do siebie taki wstręt. Przestałem pić na umór, już nic nie biorę. I tak wegetowałem próbując pisać nowe piosenki i wiesz co jest śmieszne? Gdy zapukałaś do moich drzwi, miałem właśnie rozpieprzyć gitarę i skończyć to wszystko...

-Ale czemu byłeś dla mnie taki?-wtrąciłam się

-Nie rozumiesz? Nikt niby nie wiedział gdzie mieszkam. Oprócz chłopaków i moich rodziców. A tu nagle ktoś puka i prosi o nocleg. Myślałem, że jesteś jakąś psychiczną fanką i przyszłaś mi wskoczyć do łózka. Twoje pojawienie uznałem za znak. Napisałem tej nocy chyba ze cztery teksty i postanowiłem, że nie mogę cię puścić. Po prostu nie mogę. Pomagasz mi, nawet nie wiesz jak bardzo.

Ten człowiek ma poważne problemy emocjonalne, teraz to widzę. Nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć, a tym bardziej co mam mu powiedzieć. Popatrzyłam na niego, wyglądał na naprawdę załamanego. wiem, że powiedział mi to wszystko żebym mu zaufała, ale jak mogę ufać komuś, kto do cholery pobił swoją narzeczoną? Nie staram się go usprawiedliwić, ale prawda jest taka, że ona go sprowokowała. Nie mam pewności, czy kiedyś nie uderzy mnie. Warto ryzykować?

-Pójdę już i dam ci spokój. nie powinienem ci tego mówić, ale nie chciałem mieć tajemnic.

-Nie chce żebyś szedł... -Wyszeptałam cicho. Usiadłam obok niego i przytuliłam się do niego. Objął mnie mocno i zatopił twarz w ręczniku na mojej głowie.

-Daj mi szansę, udowodnię ci, że się zmieniłem. Możemy się spotykać jako przyjaciele, jeśli chcesz.

-Sama nie wiem czego chcę. Teraz nawet nie wiem, czy zrobiłam dobrze przeprowadzając się tu.
Rozsiedliśmy się wygodnie na łóżku, cały czas się przytulając.

-Powiedz mi co się dzieje, widzę, że jest źle.

-Nie daję rady. Jestem w szkole codziennie od 7 rano do 19, albo 20... Wracam do domu i muszę iść do sklepu bo współlokatorzy kradną mi z lodówki, a dziewczyna za ścianą ciągle sprowadza sobie facetów i pieprzy się z nimi, a ja nie mogę spać, tacy są głośni. Profesorka w szkole nie lubi Rosjanek, bo kojarzą jej się z prostytutkami i nadużywaniem alkoholu więc wyżywa się na mnie i zawala materiałem z poprzedniego semestru. Klasa mnie nie lubi, nikt nawet nie chce mnie poznać a praca w kawiarni to jakiś obóz pracy. Za mało kelnerek za dużo gości, a to dopiero początek, sezon się dopiero zaczyna. Nie dam rady, nie mam siły na nic a to dopiero pierwszy tydzień.

-Nie poddasz się. Nie pozwolę ci na to. Musisz po prostu wypracować sobie pewien rytm pracy, nie stresuj się, bo to nic nie da. Tak jak powiedziałaś, to dopiero pierwszy tydzień, nie ma sensu teraz rezygnować.

Wtuliłam się w niego mocniej. Może i ma racje, za szybko stwierdzam, że nie dam rady?  Zresztą nie mogę się skupić na niczym jak przytulam się do niego. Pachnie jak mężczyzna, żelem pod prysznic i czymś jeszcze, świeżo i apetycznie. I co ja mam z tobą zrobić Mikaelu? Skaczę na głęboką wodę, trudno, albo się utopię albo mnie wypchnie. Pogłaskałam go po klatce piersiowej, spiął się cały i objął mnie mocniej.

-Co robisz?

-Dotykam cię, ćwiczysz coś?

 Może nie był jakimś bykiem, ale pod koszula wyczułam kawał dobrze zbudowanej klaty. Może to przez stres, przez to co mi powiedział nie wiem, ale poczułam się na tyle odważna, że delikatnie wsunęłam rękę pod jego koszulę. To nie miało mieć żadnego podtekstu erotycznego,a Mikko spiął się i leżał bez ruchu, cholera, nawet chyba przestał oddychać.

-Nie podoba ci się?

-Podoba, tylko nie rozumiem po co to robisz.

-Sama nie wiem, może jestem głupia, tak jak powiedziałeś. Powinnam uciec z krzykiem po rewelacjach, które na mnie zrzuciłeś, w końcu która dziewczyna chciałaby być z kimś kto pobił inną kobietę? Ale pamiętasz jak do ciebie przyszłam? Powiedziałeś, że jestem naiwna jak 12-sto latka, więc nie oczekuj, że wywalę cię na zbity pysk za drzwi i o tobie zapomnę.

-Cieszę się, ale nie kuś mnie.

-Nie kuszę cię. Ja tylko zmieniłam moje postanowienia.

Wdrapałam się na niego i usiadłam okrakiem na jego biodrach. Tylko go głaskałam ale najwidoczniej bardzo mu się spodobało. Pod swoim udem czułam naprężoną męskość, instynktownie zaczęłam się o nią ocierać. Mikko złapał mnie za biodra i nakierował moje ruchy tak, żebym stymulowała go jeszcze mocniej. Odchylił się i westchnął z ulgą.

-Mam dosyć bycia grzeczną dziewczynką i robienia tego czego oczekiwali by rodzice. Chcę, żebyś się ze mną kochał Mikko, teraz.

Chyba przegięłam bo biedak zamarł pode mną i spojrzał na mnie w szoku. Przytrzymał mnie żebym przestała kręcić biodrami.

-Nie.

Zabolało tak, jak bym dostała w twarz. Czy właśnie przypadkiem nie wyszłam na dziwkę? Zeszłam z niego i usiadłam na krześle przy biurku, tyłem do łóżka.

-Mina, nie chodzi o to, że nie chcę. Jesteś zdenerwowana, nie chcę żebyś później uznała, że cie wykorzystałem.

-Idź już.

-Nie pójdę.

-To o co ci chodzi?

-Będę się w tobą kochał, ale nie dzisiaj. Może jutro, może za tydzień. Zjemy najpierw kolację, napijemy się wina, chcę żeby to było romantyczne, a nie w pośpiechu bo musisz odrobić lekcję, czy cholera wie co tam masz do roboty.

Odpowiedziałam mu ciszą. Rozsądnie gada. Przespałabym się z nim a później bym żałowała, ale z drugiej strony...
Przez chwilę siedzimy w ciszy. Odwróciłam się przodem do niego i patrzyliśmy się na siebie. Denerwował mnie wyraz satysfakcji na jego twarzy. No i spore wybrzuszenie w spodniach. Denerwowało mnie w tym momencie wszystko.

-Musi ci być ciężko co? Hormony buzują...-jego ręka powoli sunęła po torsie w dół. Wsunął ja pod koszulę i gładził delikatnie podbrzusze zaraz nad paskiem.

-Założę się o każde pieniądze, że jesteś teraz tak cholernie mokra i gorąca, mam rację? Sprawdź...

To było takie podniecające, siedzieć i patrzeć na niego, gdy rozpiął rozporek i jego ręka wślizgnęła się pod miękki materiał. Mikko przymknął oczy i rozchylił usta z westchnieniem, kiedy wydobył ze spodni naprężoną męskość i zaczął powoli pieścić się ręką w górę i w dół... Zrobiło mi się strasznie gorąco, to był naprawdę wspaniały widok. Nie byłam doświadczona w sferze seksu i męskich organów, ale co nieco widziałam i z całym przekonaniem mogłam stwierdzić, że miałam przed sobą wspaniały okaz mężczyzny. Jego członek był ogromny, zakończony ciemno różową główką, piękny... Moja ręka zjechała w dół mojego ciała, jakby obdarzona własną wolą.

-Właśnie tak kochanie, pokaż mi. Zdejmij spodnie i pokaż mi jaka jesteś napalona.

Wykonałam to polecenie. Jego głos się całkowicie zmienił, teraz mówił do mnie w sposób wladczy, nie znoszący sprzeciwu. Zsunęłam spodnie i wykopałam je gdzieś w kąt. siedziałam teraz przed nim w samych majtkach i bluzce, a i tak czułam się zbyt ubrana pod jego intensywnym spojrzeniem. Rozchyliłam powoli nogi i drżącą ręką dotknęłam mojego wzgórka. Naprawdę byłam tam strasznie mokra. Gdy musnęłam palcem wskazującym łechtaczkę przed kompletnie przemoczony materiał bielizny, po moim ciele rozeszły się iskry przyjemności. Byłam blisko, bardzo blisko, co mnie zaskoczyło.
Nie byłam świętą, masturbowałam się od czasu do czasu, ale zazwyczaj, żeby wprowadzić się w taki stan potrzebowałam kilkunastu minut pieszczot i jakiegoś ostrego filmiku w internecie. A teraz byłam już na skraju orgazmu od samego patrzenia na zabawiającego się Mikko. To było cudowne i przerażające zarazem. Nie sądziłam, że on będzie miał nade mną taką władzę, chociaż czy sama mu jej chętnie nie oddałam?

-Wspaniale. Nie pomyliłem się, mokra i tak gorąca, że aż tutaj czuję. Chodź do mnie, tylko zdejmij najpierw koszulę i stanik.

Tak, zdecydowanie moją rozkosz potęgowały te jego komendy wypowiadane tym seksownym głosem. Nie wiem nawet kiedy to się stało, ale gdy wyplątałam się z bluzki Mikko leżał na łóżku kompletnie nagi. Przestał się pieścić, za to patrzył z nieukrywanym zadowoleniem jak mocuję się z zapięciem stanika. Żeby zmyć mu z twarzy ten przebiegły uśmiech rzuciłam w niego stanikiem.

-Robisz się odważna co? Zapomniałaś o co prosiłem? Chodź tutaj.

Podeszłam niepewnie do łóżka i uklękłam na nim. Pomyślałam, że zaskakująco dobrze czuję się ze swoją nagością, może dlatego, że widziałam w jego wzroku zachwyt i akceptację. Nikt n mnie tak nie patrzył. Bardziej bałam się teraz, wykonać jakikolwiek ruch, nie wiedziałam jak mam go dotykać i gdzie. Mikko na szczęście przejął kontrolę całkowicie. Uklęknął przede mną i wpił się łapczywie w moje wargi, obejmując mnie i przyciskając swoją erekcję do mojego podbrzusza. Objęłam go z równie wielkim zaangażowaniem i pozwoliłam jego językowi wślizgnąć się do moich ust.

-Jesteś taka cholernie słodka, mam ochotę rzucić cię na to pieprzone łózko, wbić się w tą twoją małą cipkę i pieprzyć do nieprzytomności.

-Więc to zrób. -Mój głos brzmiał jak ochrypły szept.

-Najpierw muszę cię spróbować.

Nie dał mi nawet chwili, żeby dotarł do mnie sens jego słów. Złapał mnie za pupę i rzucił na łóżko z takim impetem, że aż podskoczyłam na rozkołysanym materacu. Ręcznik spadł mi z włosów na oczy, próbowałam go zdjąć i wyrzucić na podłogę, gdy Mikko rozchylił moje uda. Czułam jak przez chwilę mocował się z moimi majtkami, po czym po prostu zerwał je ze mnie. W końcu udało mi się pozbyć ręcznika z głowy, w tym samym momencie poczułam jego oddech na wewnętrznej stronie uda.Wiedziałam do czego zmierza. To było takie żenujące, próbowałam zacisnąć nogi i schować się przed nim, ale trzymał mnie mocno i nie pozwolił mi na żaden ruch. Patrzył się na moją kobiecość takim wzrokiem, jak poszukiwacz skarbów na jakiś cenny okaz brylantu. Boże, nie myslę jasno!

-Przestań to krępujące.

Wtedy musnął koniuszkiem języka moją łechtaczkę raz, drugi, trzeci... W miarę jak jego pieszczoty przybierały na intensywności ja wspinałam się coraz wyżej. Byłam pewna, że moje sąsiadki słyszą moje jęki, ale w tamtej chwili nie myślałam o tym za cholerę. Mikko ssał i lizał moją łechtaczkę na zmianę, wodził językiem wokół wejścia do pochwy, wsuwał go do środka. Wiedziałam, że długo już nie wytrzymam. On także, bo gdy pojawiły się pierwsze skurcze nadchodzącego orgazmu, wsunął we mnie jeden palec. Zacisnęłam się na nim spazmatycznie, gdy szczytowałam. Odrzuciłam głowę do tyłu i krzyczałam. Nie miałam jeszcze nigdy tak intensywnego orgazmu. Mój kochanek jednak nie dał mi dojść do siebie, ani pozachwycać się przeżytą rozkoszą. Poczułam ciężar jego ciała na sobie i koniuszek jego członka wsuwający się w moją szparkę. Delikatnie wsuwał się i wysuwał wchodząc za każdym razem coraz głębiej, a ja coraz mocniej zaciskałam ręce na jego ramionach. Pochylił się nade mną i pocałował mnie uspokajająco.

-Będzie bolało tylko przez chwilę, obiecuję, proszę wpuść mnie... Pozwól mi...

-Tak.

Pchnął mocniej a ja aż krzyknęłam z nagłego przeszywającego bólu. To nie było przyjemne, za grosz. Objęłam go mocniej i ukryłam twarz w jego ramieniu starając się powstrzymać łzy i szloch. Dał mi chwilę na ochłonięcie po czym zaczął się powoli we mnie poruszać. Początkowy ból powoli zaczęła zastępować coraz większą przyjemność. Mikko złapał rytm wbijając się we mnie raz za razem z coraz większym entuzjazmem. Było mi cudownie, teraz jak ból minął całkowicie skupiłam się na rozkoszy płynącej z naszego zbliżenia. Jęczałam coraz głośniej, a łóżko z głuchym łoskotem obijało się o ścianę. Mikko mamrotał cały czas jakieś słowa w swoim języku całkowicie skupiony. Nie byłam nawet blisko orgazmu, gdy wykrzyczał coś po fińsku i opadł na mnie w spazmach swojego spełnienia. Leżeliśmy tak przez chwilę wtuleni w siebie, a gdy mój luby podniósł głowę zobaczyłam w jego oczach skruchę.

-Przepraszam cię.

Wyszedł ze mnie na co skrzywiłam się. Aua... A gdy zobaczyłam, że w pośpiechu ubiera się i szykuje do ucieczki za serce chwyciła mnie panika.

-Co ty robisz?

-Idę zanim mnie wyrzucisz... Zachowałem się jak kretyn i jakiś pierwszy lepszy dupek. Wykorzystałem cię.

-Czy wyglądam na wykorzystaną?

Przystaną w swojej szamotaninie z koszulą i spojrzał na mnie uważnie. chyba oceniał poziom mojego "wykorzystania" . Owszem, targały mną sprzeczne emocje, ale nie było w nich ani cienia żalu. Nie żałowałam tego, że straciłam dziewictwo o godzinie 21:30 w akademiku na małym łóżku i w zmiętej pościeli. Nie żałowałam, bo zrobiłam to z Mikaelem...

-Naprawdę teraz bym chciała, żebyś mnie przytulił a nie uciekasz jak spłoszona dziewica. To ja powinnam uciekać, nie sądzisz?

-Ale ty jesteś u siebie.

I zniknął ten wspaniały rozkazujący kochanek a w jego miejsce pojawił się niepewny chłopak, który wie, że źle zrobił i czeka na kare. Tylko ja nie miałam zamiaru go karać. Jak tylko rozebrał się i położył z powrotem obok mnie, od razu się w niego wtuliłam.

-To było cudowne, naprawdę...

-Nie mogę uwierzyć... Niedawno planowałem zabrać cię na romantyczną kolację, kupić wielki pęk róż i wtedy zaciągnąć do łóżka, żebyś miała co wspominać... A rzuciłem się na ciebie jak wygłodniały zwierz.

-Zamknij się już. A to, że mi było dobrze to nie jest ważne?

Zamilkł i wtulił się we mnie mocniej.

-Opowiedz mi o sobie.

-A co byś chciała wiedzieć?

-Masz rodzeństwo?

-Mam.. Mam starszego brata i młodszą siostrę. Brat prowadzi z tatą firmę logistyczną, a siostra jak to na młodszą siostrę przystało, uczy się i mnie irytuje. Nie spotykam się z nimi zbyt często, moim rodzicom się nie spodobało, że zamiast ekscytować się pracą w rodzinnej firmie, studiować a później rozwozić jakieś pierdoły po kraju wybrałem muzykę. Moja matka przyszła kiedyś na nasz koncert, zaraz gdy zaczynaliśmy, miałem wtedy 18 lat. To był jeden z pierwszych koncertów, szalałem wtedy strasznie i zwymiotowałem na scenie. już więcej nie przyszła na nasz występ i tak jak tata stwierdziła, że zmarnuje swoje życie. Po tej aferze z Sandrą całkowicie się ode mnie odcięli. Maria, moja siostra, czasem napisze do mnie smsa albo maila z wiadomościami co tam u nich słychać ja odpisze jej co słychać u mnie i tyle.

-Mamy dzisiaj dzień zwierzeń? -Objął mnie mocniej.

-Chcę, żebyś mnie dobrze poznała. poza tym wolę, żebyś wiedziała to wszytko ode mnie, niż czytała brednie w internecie.

-Co ty masz z tym internetem? To nie tak, że siedzę tam non stop i czytam o tobie. Weszłam tylko raz.

Owszem weszłam raz, ale na tego rosyjskiego bloga. Później tylko oglądałam zdjęcia. I ściągałam je na dysk... Przyznać się, że mam jeden giga bajt jego zdjęć? Chyba nie...

-Mamy jeszcze pół roku, żeby skończyć nowy album więc na razie można powiedzieć, że "zniknęliśmy" z mediów. Ale później znowu się zacznie. Czasem nienawidzę tego zainteresowania nami. To okropne jak wszytko co robisz, gdzie wychodzisz, w co jesteś ubrany od razu jest komentowane i analizowanie w jakimś tabloidzie. A z drugiej strony nic nie równa się z tym uczuciem, gdy jestem na scenie. Ta energia, adrenalina, tłum szaleje, a ja wiem, że to jest właśnie to. Moje miejsce na świecie.

-Ja kiedyś miałam grać na koncercie świątecznym w szkole muzycznej. Przed rodzicami uczniów. Tak się pochorowałam z nerwów, że nawet nie wyszłam na scenę.

Długo gadaliśmy. O wszystkim, o muzyce, życiu w Rosji, w Finlandii, o szkole, nawet dyskutowaliśmy o tym czy koty są lepsze od psów i na odwrót. Mikko cały czas trzymał mnie w ramionach i co jakiś czas głaskał mnie po plecach. Było mi cudownie błogo, czułam, że gdyby się waliło i paliło, my nadal byśmy byli w naszym małym kokonie. I po raz pierwszy od śmierci rodziców, poczułam się bezpieczna.

 -Chyba pójdę już. Późno się zrobiło, a ty masz pracę rano.
Wzdrygałam się na samą myśl. chyba muszę poszukać innej pracy, niestety oznaczało to intensywną naukę języka...

-Zostań ze mną.

I został.