Część numer trzy. Zapraszam :)
-Chyba znałem twoją siostrę... Wiesz, ja gram w zespole..
O nie. Nie, nie, nie, nie! Czy ona musi mnie prześladować nawet po śmierci? Do oczu napłynęły mi łzy i zasłoniłam uszy. Nie chcę tego słuchać.
-Zawieź mnie na lotnisko, proszę cię i nie mów już nic.
-Co? O Boże, nie spałem z twoją siostrą! Posłuchaj mnie.- Mikko odciągnął moje ręce od uszu i zmusił mnie żebym na niego spojrzała. Przecież jeśli on gra w tym zespole za którym jeździła Vera na pewno nie uwierzy ze przypadkiem do niego przyszłam. Wstyd...
-Nie gramy heavy metalu. Nie jesteśmy nawet tak sławni jak tamci. Po prostu byliśmy razem w trasie przez chwile, tu w Finlandii.Graliśmy support i czasem razem imprezowaliśmy. Chłopaki ze Slaughtera.. kurde, nie lubiłem ich, ale moi koledzy z zespołu tak. Więc co wieczór bawiliśmy się razem na backstage'u. No i one zawsze tam z nimi były, taka blondynka i ruda. Blondynka nie mówiła po fińsku, tylko angielski i to z mocnym akcentem, nikt jej nie rozumiał tym bardziej jak był pijany. Zapytałem kiedyś Marco, wokalistę, co to za dziewczyny i po co się z nimi bujają skoro nikt ich nie rozumie. Powiedział, że to ich maskotki. I tyle. Nie płacz...
-Nie jestem taka jak ona.
-Nawet tak nie pomyślałem. To znaczy w pierwszej chwili jak do mnie przyszłaś, myślałem że jesteś fanką która postępem chce mi wskoczyć do łóżka ale...
Dosyć tego, więcej nie zniosę. Zerwałam się z impetem z krzesełka, złapałam swój plecak i wybiegłam z kawiarni. Boże jak mi wstyd. Za wszystko: za tą sytuację z Jyrki, za szwendanie się po nocach i pukanie do obcych. A przede wszystkim za siostrę. Widać była tu znana, ciekawe jaką opinie miała w szkole. Ilu facetów miało w niej swoją "maskotkę" i czy jej opinia pociągnie się za mną.
Szłam przed siebie przez popołudniowy tłum. Wiedziałam już mniej więcej gdzie jestem i w którą stronę mam iść żeby dojść na autobus który zawiezie mnie na lotnisko.
-Cholera jasna, czekaj! Nie uciekaj...-Mikko mnie dogonił. Staliśmy teraz twarzą w twarz na środku ruchliwej ulicy i nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.
-Nie chciałem cię zdenerwować. Wiem czemu się zdenerwowałaś. Znamy się krótko ale nie jesteś taka jak ona, nawet tak nie myśl.
-Masz mnie pewnie za totalną wariatkę.
-Trochę tak.
-Wspaniale. Jestem już zmęczona, możemy jechać na lotnisko?
-Mówiłaś, że masz bilet na jutro wieczór. Po co masz go przekładać na dziś i dopłacać, skoro możesz zostać jeszcze ten jeden dzień?
Nie jestem pewna co to ma znaczyć. Że mam zostać u niego? W sumie czemu nie, zawsze będę już kogoś znała, a poza tym gdyby chciał mnie zgwałcić i poćwiartować zrobił by to w nocy. Poza tym był atrakcyjny, miły, zabawny, co z drugiej strony groziło, że moje rozbrykane hormony upatrzą go sobie jako potencjalny obiekt westchnień. To, że Mikko stał teraz przy mnie i gładził mnie zimną dłonią po policzku zdecydowanie nie pomagało.
-No dobra, a co będziemy robić?
Uśmiech kota z Cheshire też mu bardzo pasował. Cholerne hormony!
-Teraz pójdziemy coś zjeść, później kupimy ci czapkę, bo oczywiście nie masz żadnej ze sobą a jest zimno. Wieczorem za to zapraszam cię do Tavastia, gdzie będziemy grac koncert z chłopakami a po koncercie znowu pomożesz mi pisać nowy materiał.
-Jak to znowu?
-Chodź już...
***
"Nie jesteśmy aż tak sławni" Dobre sobie. Stałam właśnie w zatłoczonym klubie i walczyłam o oddech. Sama nie ubierałam się jak grzeczna dziewczynka, wolałam raczej koszulki z ulubionymi kapelami, wytarte spodnie, luźne koszule ale te dziewczyny które mnie otaczały przekraczały wszelkie granice: krótkie bluzeczki, spódniczki ledwo zakrywające dupę, kolorowe włosy, ciężkie buciory. Kiedyś w swojej starej szkole budziłam sensację swoim "odważnym" stylem. Tu raczej ginęłam w tłumie. Jak można się domyślić po wyglądzie fanów Kuolema był zdecydowanie kapelą metalową, najwidoczniej bardzo popularną.
Muszę koniecznie zacząć uczyć się fińskiego. Tyle transparentów z imieniem mojego wybawiciela a ja nie wiem co jest na nich napisane...
Poszłam do baru po drinka. Nagimnastykowałam się trochę ale w końcu zamówiłam sobie whisky z colą. Razy trzy. Tylko alkohol pozwoli mi to przetrwać.
Ogólnie uwielbiam koncerty rockowe. Uwielbiam bawić się w tłumie, tańczyć, przepychać się. Niestety nie czułam się komfortowo sama, w tłumie ludzi których kompletnie nie rozumiałam. Zamówiłam właśnie czwartą kolejkę, gdy zgasły światła i po klubie rozszedł się radosny ryk publiczności. Zaczynał się koncert. Jak na Rosjankę miałam dość słabą głowę więc po czterech drinkach czułam się już lekko zamroczona, gdy pchałam się do przodu przez rozentuzjazmowany tłum. Rozległy się pierwsze takty gitary i na sali wystrzeliły zielone światła. Hmm.. Fajnie grali... a gdy na scenę wyszedł Mikko i zaczął śpiewać tym swoim niskim barytonem odpłynęłam całkowicie. Rozluźniłam się i dałam się porwać tłumowi. Nie rozumiałam o czym śpiewał (kolejny powód żeby nauczyć się fińskiego), ale jego głos, muzyka, światła plus wypity alkohol wprawiły mnie w czystą ekstazę. Patrzyłam na Mikko i zobaczyłam go w innym świetle, w czarnych skórzanych spodniach, goła klatą, tatuażami miał mało wspólnego z tym miłym facetem który oprowadzał mnie dziś po mieście.
Między jedną a drugą piosenką poszłam i wzmocniłam się jeszcze jednym drinkiem. Mój Pan Mroczny czarował tłum swoim pięknym głosem. Czas przyznać to sama przed sobą, Mikko cholernie mi się spodobał. Od momentu kiedy zobaczyłam go w drzwiach jego domu. Niestety wiedziałam, nawet patrząc po jego fankach, że nie przyciagnę go do siebie urodą. Czytałam kiedyś w internecie, że Finowie lubią wysokie, szczupłe brunetki o twarzyczce aniołka, bo typowa finka jest postawną blondynką o męskich rysach twarzy. Raczej nie było to forum któremu należy ufać, ale przy moich kompleksach i obecnej sytuacji mogę go użyć żeby się podołować. Nie jestem ani szczupła ani brunetka.
Po siedmiu drinkach i miseczce orzeszków wystawionej na barze koncert się skończył. Byłam tak zanurzona w myślach, że mój zamroczony mózg nawet tego nie zarejestrował. Wkopywałam się w mojego dola coraz głębiej, nawet planowałam ucieczkę. Taka już jestem, jak pojawia się jakiś problem, kwestia sporna biorę nogi za pas i uciekam.
-Ty jesteś Mina?- Odwróciłam się i spojrzałam na gościa niezbyt przytomnie. Wydawało mi się, że gdzieś już go widziałam.
-Tak, o co chodzi?
-Mikael mi kazał cię zabrać do niego, chodź.
Wspaniale. Pijana Miss gracji idzie uwieść faceta swych marzeń, pijana , spocona z lejącym się makijażem. Do boju tygrysico.
Poszłam za nim.Mimo, że koncert się skończył, z głośników puścili jakąś muzykę i impreza trwała dalej. Zaczęło mnie już to wszytko męczyć. Ten miły pan zaprowadził mnie na zewnątrz na tyły klubu gdzie kilka osób pakowało sprzęt do samochodu. Oojj, wyjście na świeże powietrze nie było dobrym pomysłem. Wszystko zaczęło się kręcić, rozmazywać. Potknęłam się i prawie zaryłam nosem w ziemię, ale ktoś mnie w porę złapał. Mikko, mmm... Dopiero teraz zauważyłam, że miał oczy pociągnięte czarną kredką. Sympatycznie.
-Wyglądasz niezwykle seksownie wiesz?
Coś odpowiedział, złapał mnie za rękę, zaczął gdzieś prowadzić. I koniec... czarna dziura.
***
Nie musiałam otwierać oczu by stwierdzić, że mam potężnego kaca. Czułam się źle, bardzo źle. Z wielkim wysiłkiem podniosłam, powieki, następnie uniosłam głowę. Ktoś miły zostawił mi na szafce nocnej szklankę wody, na którą rzuciłam się od razu i wypiłam łapczywie. Troszkę lepiej. Na tyle by zauważyć, że leże w łóżku, z czerwoną satynową pościelą i w pasie obejmuje mnie silne męskie ramię. zrzuciłam je z siebie, budząc właściciela.
-Nie spisz już pijaku?
-Tylko nie pijaku... i nie gadaj tak głośno.
Wtedy dotarło do mnie, że leżę w łóżku w samej bieliźnie, w czerwonej satynowej pościeli z Mikko, który no cóż, też nie był zbyt ubrany..
-Słuchaj... czy my, no wiesz....
-nie wiem...-Śmiał się ze mnie, drań, doskonale wiedział o co mi chodzi! Walnę zatem prosto z mostu.
-Czy ty mnie pieprzyłeś, gdy byłam nieprzytomna?!
Cholera oby nie. Nie chciałabym, żeby mój pierwszy raz kojarzył mi się z brakiem pamięci i kacem. Zaskoczyłam go swoją bezpośredniością.
-Nie, nie gustuję w trupach.
-TRUPACH?!
-Byłaś tak pijana, gadałaś po rosyjsku, co zresztą było zabawne. Jak przyjechaliśmy z chłopakami do mnie poimprezować trochę, zwymiotowałaś do zlewu w kuchni wiec nie zostało mi nic innego jak cie rozebrać i położyć spać... Położyłem cie w swoim łóżku, więc nie miałem innego wyboru jak położyć się z tobą, pijaku.
-Nie mów tyle łeb mi pęka.
Tyle z mojego podrywu. Plus zbłaźniłam się w oczach jego kolegów z zespołu. Zaryłam nosem w poduszkę, znowu zbierało mi się na wymioty.
-Ale muszę się przyznać, zanim padłaś na łózko nieprzytomna coś się stało.
-Błagam, nie mów mi już nic więcej. Ja się tak nie zachowuje. Stresowałam się koncertem, nikogo tam nie znałam i nie rozumiałam i wypiłam trochę za dużo.
-Wiem, mówiłaś to wczoraj. Powiem ci, albo lepiej, pokaże ci co robiliśmy...
Zanim zdążyłam zareagować, leżałam już na plecach a Mikko pochylał się nad moją twarzą. I wtedy to się stało. Fajerwerki, rakieta ziemia-powietrze, wybuch bomby atomowej, to czułam w środku gdy jego usta delikatnie dotknęły moich. Były takie miękkie, wspaniałe. Z każdym czułym muśnięciem rozpływałam się coraz bardziej, aż w końcu przestałam się spinać i nieśmiało objęłam jego szyję. Mikko tylko jak by na to czekał. Warknął i przetoczył się tak, że leżał teraz miedzy moimi udami i wtedy dopiero mnie pocałował. Dziko, namiętnie. Pisnęłam z zaskoczenia gdy jego język wtargnął bezczelnie do moich ust.
To nie tak, że nigdy się nie całowałam. Parę razy owszem, ale nigdy tak jak teraz. Jak by nie mógł się mną nasycić. Czułam się pożądana i piękna jak nigdy. Nawet kac mi przeszedł. To była zdecydowanie najbardziej erotyczna chwila w moim życiu, o czym świadczyło miłe mrowienie w podbrzuszu i coraz bardziej mokra bielizna.
Nagle Mikko przerwał nasz pocałunek, a z moich ust wydobył się jęk frustracji. Jak on może przerwać w takim momencie?! W jego oczach widziałam rządzę. Patrzył na mnie i... czekał na pozwolenie? Miałam 20 lat i nigdy jeszcze nie uprawiałam seksu. Obiecałam sobie po ostatnim razie gdy przyłapałam Verę z moim chłopakiem, że stracę dziewictwo z mężczyzną, który szczerze mnie pokocha i będzie o mnie walczył. Wiem, że Mikko mnie nie kocha, jak można się zakochać w grubej wariatce, która dodatkowo wygląda jak z krzyża zdjęta po libacji alkoholowej? Potwór nie potwor byle miał otwór....
-Mówiłeś, że pokażesz mi tylko co robiliśmy wczoraj.
-Kłamałem.
-Aha, wiesz, że na nic więcej nie możemy sobie pozwolić, to znaczy, to nie tak, że mi się nie podobasz, jesteś bardzo przystojny i muszę szczerze przyznać, że miło się na ciebie patrzy, tym bardziej wczoraj na scenie, ale znamy się bardzo krótko a ja mam pewne zasady, których wolała bym nie łamać no i...
-Mina, zamknij się- warknął na mnie -Sram na to ile się znamy. Nigdy nie poczułem się tak, jak wtedy gdy zobaczyłem cię na progu mojego domu. znasz to uczucie? Jak by ktoś cie uderzył młotkiem w tył głowy. A co do twoich zasad, znam je, przedstawiłaś mi swoje postanowienie, gdy leżeliśmy w takiej samej pozycji w nocy, zanim padlaś.
Aha, pijackie wyznania, cudownie, ciekawe co jeszcze mu nagadałam. W obecnej sytuacji powinnam się raczej bać.
-Do niczego cię nie zmuszę, poza tym gdybym chciał, wziął bym cię po pijaku. Ale skoro oboje jesteśmy na siebie cholernie napaleni, to możemy to jakoś wykorzystać, bez seksu.
-W sumie logiczne.
Zaśmiał się i znowu zaatakował moje usta. Ale tym razem coś się zmieniło. Jego pocałunek się zmienił. Delikatny ale stanowczy. Gdy mój język dołączył do jego w zmysłowym tańcu, Mikko aż warknął. Te jego warczenie od tej pory będzie mi się śniło po nocach, seksowne jak diabli.
Jego ręka zsunęła się po moim boku a palce delikatnie musnęły pierś wywołując u mnie dreszcz przyjemności. Pieścił mój brzuch, biodra. Jego usta zjechały na moją szyję. Zanurzył twarz w moich włosach, w miejscu tuż za uchem.
-Pachniesz tak cholernie słodko... Moja kauneus.
Mogłam umrzeć w tym momencie. Pieścił dłonią moje udo, pośladki, ssał, lizał i podgryzał moją szyję, mrucząc przy tym jak by sprawiało mu to wielka rozkosz. A mnie przestało odchodzić to, że znamy się dwa dni, a ja leżę pod nim w nijakiej bawełnianej bieliźnie. Czułam się wtedy najpiękniejszą kobietą na świecie. I wtedy czar prysł. Ktoś zaczął krzyczeć na dole, kilka głosów męskich, po fińsku. Zrozumiałam tylko "Mikael"
-Kurwa... Zapomniałem o kumplach na dole.
Runął na mnie całym ciężarem ciała i zatrząsł się cały. Wystraszona złapałam go za włosy i pociągnęłam do góry. Mikko trząsł się ze śmiechu.
-Obrońcy cnoty się znaleźli, podziękuj im, bo chyba inaczej nie byłbym w stanie się powstrzymać.
Co miałam zrobić?
Śmiałam się razem z nim
poniedziałek, 28 lipca 2014
poniedziałek, 14 lipca 2014
II
II
Obudziło mnie cichutkie brzdąkanie na gitarze. Pogrążona w półśnie nie wiedziałam, gdzie się znajduje, było mi ciepło, przyjemnie... w końcu zaczęło do mnie docierać, że jestem w mieszkaniu jakiegoś faceta i... leżę odkryta, z koszulą nocną podwiniętą do pasa i świecę gaciami. Nigdy nie miałam figury modelki, byłam raczej niska i okrągła. Więc Mikko miał doskonały widok na mój wielki tyłek okryty niebieskimi bawełnianymi majtasami. Zerwałam się i usiadłam okrywając się kocem. Mikko siedział obok trzymając gitarę i zapisując coś w zeszycie. Gdy zauważył, że się obudziłam uśmiechnął się szeroko.
-No witam śpiąca królewno, kawy?
-T..tak, poproszę...
Był jakiś inny dziś rano. Uśmiechnięty, wesoły. I wyglądał baaardzo apetycznie w samych spodniach wiszących nisko na biodrach i rozpuszczonymi, mokrymi włosami. Sięgały mu do ramion. Jego ręce i część pleców pokrywały czarne tatuaże. Miło się na niego patrzyło. Przypomniałam sobie o mojej pobudce i spaliłam raka. Pewnie rozbawiły go widoki... Wrócił do mnie w kubkiem kawy, cały czas uśmiechając się. Patrzył na mnie gdy piłam.
-Idź się ogarnij, zabiorę cie na zwiedzanie.
-Po co?
-Przyjechałaś zwiedzać, więc pokaże ci kilka fajnych miejsc, zjemy coś na mieście a wieczorem wsadzę cię w pociąg do Moskwy.
Zrobiło mi się głupio... Patrzyłam w internecie rozkład pociągów i nie stać mnie na taką podróż. Pociąg nocny kosztuje trzy razy tyle co lot tanimi liniami.
-Wolałabym lotnisko.
-To na lotnisko.
-Ale dlaczego?
Uśmiechnął się tylko tajemniczo i zebrał papiery ze stolika. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Poszłam do łazienki, wzięłam szybko prysznic i starałam się okiełznać włosy. Były już stanowczo za długie, w kolorze truskawkowego blondu. Przyjrzałam się sobie w lusterku. Przez chwilę przemknęło mi przez myśl, że może mu się spodobałam, dlatego zaczął być taki miły. Cóż, lusterko utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie mogę się nikomu podobać. Sianowate włosy, ni to rude, ni to blond. Brązowe oczy, zdecydowanie za duże w stosunku do reszty twarzy, usta też raczej pospolite... Do tego jestem mała i okrągła. Nie ważne ile ćwiczę, tyłek pozostaje ogromny, a cycki nie dają się nawet okiełznać push upem. On po prostu jest miły. Zrobiło mu się mnie szkoda i dlatego chce mi pokazać miasto. Nic więcej. Ta myśl okazała się zaskakująco przykra. Moja siostra zawsze mi powtarzała, że nigdy sobie nikogo nie znajdę, że faceci nie lubią pyz. Dlatego jeśli już znalazł się jakiś chłopak zainteresowany mną, kończyło się po kilku randkach i kilku buziakach.
Umalowałam się, ubrałam i zeszłam na dół. Mikko zrobił śniadanie, które zjedliśmy w ciszy.
-Gotowa? Za 20 minut jest pociąg, jeśli zbierzemy się teraz to zdążymy.
-Gotowa...
***
Mikko okazał się być wspaniałym facetem. Oprowadzał mnie po mieście i opowiadał o wszystkim tak, że co rusz wybuchałam śmiechem.
-Więc co będziesz studiowała?
Siedzieliśmy w małej przytulnej kawiarence i grzaliśmy się po długim spacerze.
-Grę na skrzypcach. Chcę zrobić licencjat na Sibeliusie, a później może filharmonia? Kto wie.
-Więc muzyka. Co cię do tego skłoniło?
-Właściwie nie wiem...-zastanawiałam się przez chwilę- Myślę, że...
nie wiedziałam co powiedzieć. Wiedziałam, że jak już zacznę, tama puści i wyrzucę z siebie wszystko. Spojrzałam na Mikko. Wpatrywał się we mnie autentycznie ciekawy. Pomógł mi i to bardzo, więc chyba mogę mu opowiedzieć... Westchnęłam.
-Ehh.. Mój tata miał hopla na punkcie instrumentów. Twierdził, że to rozwija inteligencję i obie z siostra musiałyśmy się uczyć grać na czymś. Obie wybrałyśmy skrzypce. Moja siostra.. ona była zawsze we wszystkim lepsza. Ładniejsza, mądrzejsza, zawsze dostawała od rodziców co chciała. Dla mnie gra na skrzypcach była tylko milą rozrywką, ale gdy Vera zaczeka odnosić sukcesy, skończyła szkołę muzyczną z wyróżnieniem, mój tata zaczął na mnie naciskać. Patrz na Verę, mówił, ona coś osiągnie w życiu a ty? Tylko latasz po tych koncertach, imprezach, słuchasz tego jazgotu. Chciałam ich zadowolić, więc zaczęłam intensywniej ćwiczyć. Gdy miałam siedemnaście lat a Vera dwadzieścia odbiło jej. Zrobiła się nie do wytrzymania. Dostała się na akademie Sibeliusa i według niej to dawało jej prawo do pomiatania mną. Odbijała mi chłopaków, wyzywała mnie od grubasów, mówiła, że nigdy jej nie dorównam. Nienawidziłam ją. Dwa lata później, gdy przyjechała na wakacje, usłyszałam jak rozmawia z koleżanką ze szkoły o jakiś koncertach. Wstrząsnęło mną to, okazało się, że moja idealna siostra jeździ z koleżankami za jakimś zespołem heavy metalowym i sypia z jego członkami. Pokłóciłyśmy się strasznie, wtrącili się rodzice. Vera oczywiście zrobiła z siebie ofiarę, rodzice strasznie się na mnie zdenerwowali, bo przecież jestem po prostu zazdrosna. Powiedzieli, że jadą do centrum handlowego a ja mam siedzieć sama w domu i wszystko sobie przemyśleć. Jak ja mogłam obrazić ich idealną Verkę! Było już ciemno jak wracali i wtedy zdążył się ten okropny wypadek. Pijany kierowca wjechał w ich samochód ciężarówką. Zostałam sama. Dlatego wysłałam aplikację na tą akademię. Vera studiowała tu tylko dla tego zespołu, przecież mogła studiować w Moskwie albo w Petersburgu. Ja chcę udowodnić sama przed sobą, że też jestem coś warta, że potrafię. Że jednak osiągnę coś w życiu.
Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Nie miałam odwagi podnieść oczu i spojrzeć na niego. Jeśli wcześniej tego nie zrobił to teraz na pewno uznał mnie za wariatkę...
-Chyba znałem twoją siostrę...
Obudziło mnie cichutkie brzdąkanie na gitarze. Pogrążona w półśnie nie wiedziałam, gdzie się znajduje, było mi ciepło, przyjemnie... w końcu zaczęło do mnie docierać, że jestem w mieszkaniu jakiegoś faceta i... leżę odkryta, z koszulą nocną podwiniętą do pasa i świecę gaciami. Nigdy nie miałam figury modelki, byłam raczej niska i okrągła. Więc Mikko miał doskonały widok na mój wielki tyłek okryty niebieskimi bawełnianymi majtasami. Zerwałam się i usiadłam okrywając się kocem. Mikko siedział obok trzymając gitarę i zapisując coś w zeszycie. Gdy zauważył, że się obudziłam uśmiechnął się szeroko.
-No witam śpiąca królewno, kawy?
-T..tak, poproszę...
Był jakiś inny dziś rano. Uśmiechnięty, wesoły. I wyglądał baaardzo apetycznie w samych spodniach wiszących nisko na biodrach i rozpuszczonymi, mokrymi włosami. Sięgały mu do ramion. Jego ręce i część pleców pokrywały czarne tatuaże. Miło się na niego patrzyło. Przypomniałam sobie o mojej pobudce i spaliłam raka. Pewnie rozbawiły go widoki... Wrócił do mnie w kubkiem kawy, cały czas uśmiechając się. Patrzył na mnie gdy piłam.
-Idź się ogarnij, zabiorę cie na zwiedzanie.
-Po co?
-Przyjechałaś zwiedzać, więc pokaże ci kilka fajnych miejsc, zjemy coś na mieście a wieczorem wsadzę cię w pociąg do Moskwy.
Zrobiło mi się głupio... Patrzyłam w internecie rozkład pociągów i nie stać mnie na taką podróż. Pociąg nocny kosztuje trzy razy tyle co lot tanimi liniami.
-Wolałabym lotnisko.
-To na lotnisko.
-Ale dlaczego?
Uśmiechnął się tylko tajemniczo i zebrał papiery ze stolika. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Poszłam do łazienki, wzięłam szybko prysznic i starałam się okiełznać włosy. Były już stanowczo za długie, w kolorze truskawkowego blondu. Przyjrzałam się sobie w lusterku. Przez chwilę przemknęło mi przez myśl, że może mu się spodobałam, dlatego zaczął być taki miły. Cóż, lusterko utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie mogę się nikomu podobać. Sianowate włosy, ni to rude, ni to blond. Brązowe oczy, zdecydowanie za duże w stosunku do reszty twarzy, usta też raczej pospolite... Do tego jestem mała i okrągła. Nie ważne ile ćwiczę, tyłek pozostaje ogromny, a cycki nie dają się nawet okiełznać push upem. On po prostu jest miły. Zrobiło mu się mnie szkoda i dlatego chce mi pokazać miasto. Nic więcej. Ta myśl okazała się zaskakująco przykra. Moja siostra zawsze mi powtarzała, że nigdy sobie nikogo nie znajdę, że faceci nie lubią pyz. Dlatego jeśli już znalazł się jakiś chłopak zainteresowany mną, kończyło się po kilku randkach i kilku buziakach.
Umalowałam się, ubrałam i zeszłam na dół. Mikko zrobił śniadanie, które zjedliśmy w ciszy.
-Gotowa? Za 20 minut jest pociąg, jeśli zbierzemy się teraz to zdążymy.
-Gotowa...
***
Mikko okazał się być wspaniałym facetem. Oprowadzał mnie po mieście i opowiadał o wszystkim tak, że co rusz wybuchałam śmiechem.
-Więc co będziesz studiowała?
Siedzieliśmy w małej przytulnej kawiarence i grzaliśmy się po długim spacerze.
-Grę na skrzypcach. Chcę zrobić licencjat na Sibeliusie, a później może filharmonia? Kto wie.
-Więc muzyka. Co cię do tego skłoniło?
-Właściwie nie wiem...-zastanawiałam się przez chwilę- Myślę, że...
nie wiedziałam co powiedzieć. Wiedziałam, że jak już zacznę, tama puści i wyrzucę z siebie wszystko. Spojrzałam na Mikko. Wpatrywał się we mnie autentycznie ciekawy. Pomógł mi i to bardzo, więc chyba mogę mu opowiedzieć... Westchnęłam.
-Ehh.. Mój tata miał hopla na punkcie instrumentów. Twierdził, że to rozwija inteligencję i obie z siostra musiałyśmy się uczyć grać na czymś. Obie wybrałyśmy skrzypce. Moja siostra.. ona była zawsze we wszystkim lepsza. Ładniejsza, mądrzejsza, zawsze dostawała od rodziców co chciała. Dla mnie gra na skrzypcach była tylko milą rozrywką, ale gdy Vera zaczeka odnosić sukcesy, skończyła szkołę muzyczną z wyróżnieniem, mój tata zaczął na mnie naciskać. Patrz na Verę, mówił, ona coś osiągnie w życiu a ty? Tylko latasz po tych koncertach, imprezach, słuchasz tego jazgotu. Chciałam ich zadowolić, więc zaczęłam intensywniej ćwiczyć. Gdy miałam siedemnaście lat a Vera dwadzieścia odbiło jej. Zrobiła się nie do wytrzymania. Dostała się na akademie Sibeliusa i według niej to dawało jej prawo do pomiatania mną. Odbijała mi chłopaków, wyzywała mnie od grubasów, mówiła, że nigdy jej nie dorównam. Nienawidziłam ją. Dwa lata później, gdy przyjechała na wakacje, usłyszałam jak rozmawia z koleżanką ze szkoły o jakiś koncertach. Wstrząsnęło mną to, okazało się, że moja idealna siostra jeździ z koleżankami za jakimś zespołem heavy metalowym i sypia z jego członkami. Pokłóciłyśmy się strasznie, wtrącili się rodzice. Vera oczywiście zrobiła z siebie ofiarę, rodzice strasznie się na mnie zdenerwowali, bo przecież jestem po prostu zazdrosna. Powiedzieli, że jadą do centrum handlowego a ja mam siedzieć sama w domu i wszystko sobie przemyśleć. Jak ja mogłam obrazić ich idealną Verkę! Było już ciemno jak wracali i wtedy zdążył się ten okropny wypadek. Pijany kierowca wjechał w ich samochód ciężarówką. Zostałam sama. Dlatego wysłałam aplikację na tą akademię. Vera studiowała tu tylko dla tego zespołu, przecież mogła studiować w Moskwie albo w Petersburgu. Ja chcę udowodnić sama przed sobą, że też jestem coś warta, że potrafię. Że jednak osiągnę coś w życiu.
Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Nie miałam odwagi podnieść oczu i spojrzeć na niego. Jeśli wcześniej tego nie zrobił to teraz na pewno uznał mnie za wariatkę...
-Chyba znałem twoją siostrę...
wtorek, 8 lipca 2014
I
I
Moja mama zawsze mi truła, że moja naiwność kiedyś mnie zgubi. Zawsze dawałam sobie wciskać zupełnie nie potrzebne mi artykuły od akwizytorów, wracałam późno do domu, bo koleżanka namawiała mnie do robienia jakiś głupot. Ale sytuacja, w której znalazłam się teraz przebiła wszytko inne...
Za dwa miesiące zaczynam naukę na Akademii Sibeliusa w Helsinkach i uznałam, że dobrym pomysłem będzie znalezienie na Facebooku innych uczniów i zawarcie znajomości za w czasu. Nie chciałam dołączyć w połowie roku akademickiego i nie znać tam nikogo. Poznałam przez internet chłopaka, nazywał się Jyrki. Pisaliśmy ze sobą od pewnego czasu, wydawał się miły i rozsądny więc gdy zaprosił mnie do siebie, żeby pokazać mi miasto, oprowadzić po szkole, nie wahałam się. spakowałam się w plecak i złapałam najbliższy samolot z Moskwy.
Niestety tu okazało się, że mama miała rację wytykając mi moją naiwność przez te wszystkie lata. Okazało się, że Jyrki opacznie zrozumiał moje intencje. Gdy odebrał mnie z lotniska i ruszyliśmy w drogę do jego domu zaczął się do mnie przystawiać. Nie znałam fińskiego, mówiłam tylko po rosyjsku i angielsku, ale to co mówił razem, ze spojrzeniami, które mi rzucał i gestami dało mi jasny obraz tego czego on ode mnie oczekuje. Byliśmy gdzieś na totalnym zadupiu gdy zatrzymał auto i powiedział tym razem po angielsku, że jeśli chce jechać dalej muszę mu "zapłacić", bo przecież nie ściągnął mnie tu bezinteresownie i, że od początku wyglądałam mu na puszczalską sukę. Zaczął gładzić się wymownie po wybrzuszeniu na kroczu.
Może i byłam naiwna, ale nie jestem dziwką. Złapałam swój plecak z tylnego siedzenia i wyskoczyłam z samochodu jak by się paliło. To była kolejna ze złych decyzji które podjęłam, ale wolałam już błąkać się po ulicach Helsinek i prosić o pomoc od domu do domu, niż dać demu dupkowi tego czego ode mnie oczekiwał.
Tak więc znalazłam się w środku nocy, na mrozie, gdzieś na obrzeżach miasta, targając ze sobą ten cholerny plecak i czując, że śnieg coraz bardziej przemacza mi buty i nogawki spodni. Na domiar złego z nieba zaczynały lecieć drobniutkie płatki. Moja sytuacja była nieciekawa...
W trzech pierwszych domach do których zapukałam, nikt nie znał angielskiego. W dwóch kolejnych nikt mi nawet nie otworzył. Im bliżej byłam końca zamkniętej ulicy tym bardziej panikowałam. A jeśli przyjdzie mi spędzić noc na mrozie? Już wyobrażałam sobie jak rano znajdują moje zamarznięte zwłoki i minę ciotki Bierty, gdy informują ją, że zamarzłam gdzieś na zadupiu przedmieścia Helsinek.
Z duszą na ramieniu zapukałam do przedostatniego domu na tej ulicy. W oknach widać było słabe światło. Gdy drzwi się otworzyły, wpatrzona w buty wyrecytowałam po angielsku swoją formułkę:
-Dobry wieczór, nazywam się Mina Fiodorow, zgubiłam się i potrzebuje pomocy, nie znam fińskiego.
Stałam chyba tak wieczność zapatrzona w te cholerne buciory, gdy usłyszałam zdanie wypowiedziane najbardziej męskim i seksownym głosem jaki w życiu słyszałam
-Nie jesteś trochę za młoda, żeby się szwendać po nocach?
Podniosłam wzrok i w pierwszej chwili nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Ba, nie dotarło do mnie nawet co on mi odpowiedział. Na progu stał mężczyzna na pierwszy rzut oka nieco starszy ode mnie. Nie był oszałamiająco przystojny, twarz raczej o klasycznych rysach z wysokimi kośćmi policzkowymi. włosy miał ciemne, nie wiem jakiej długości bo miał je zebrane do tylu. Ale za to jego oczy były niezwykle, szafirowe z rzęsami tak gęstymi, że wydawało mi się w pierwszej chwili, że są obrysowane kredką.
Zaraz chwila. Za młoda?!
- Mam dwadzieścia lat! Poza tym niech pan mi uwierzy, naprawdę tego nie planowałam.
Spojrzał na mnie podejrzliwie i jak by się nad czymś intensywnie zastanawiał, a mnie złapały dreszcze. Przemoczone ubranie dawało o sobie znać. Mój wybawiciel westchnął ciężko i przesunął się w drzwiach i pokazał mi ręką, że mam wejść do środka. Znowu usłyszałam w głowie głos mamy, gderający o mojej naiwności. Ale nie miałam wyboru, prawda? Była prawie druga w nocy, mróz, śnieżyca. Po chwili stałam w słabo oświetlonym salonie. Na pierwszy rzut oka było widać, że koleś mieszka sam. Za małym przedsionkiem znajdował się salonik, z czerwono czarnym narożnikiem i małym stoliczkiem. W oknie nie było żadnej firanki ani zasłonki, było za to szczelnie zasłonięte kawałkiem czerwonego materiału, który był przyklejony do górnej ramy za pomocą taśmy klejącej, po lewo od kanapy były schody na górę a za nimi mala kuchnia, urządzona na biało, z taką samą imitacją rolety w oknie. Dodam jeszcze, że wszędzie walały się puszki i butelki, chyba po piwie i innym alkoholu, opakowania po fast foodach i puste paczki po papierosach. Wspaniale, z deszczu pod rynnę. Uciekłam jednemu świrowi, żeby wejść do domu drugiego.
-Usiądź sobie.
Zdjęłam buty i poczłapałam w stronę kanapy. nogawki moich spodni i przemoczone skarpetki zostawiały za sobą mokre ślady, ale biorąc pod uwagę, że tak powiem, wystrój wnętrza raczej nie zrobiłam większego bałaganu. Pan wybawiciel poszedł do kuchni a ja rozejrzałam się po salonie. Teraz dopiero zauważyła, że pan domu musi być muzykiem, bo na podłodze oprócz butelek i pudełek walały się także płyty winylowe, a o stolik stała oparta gitara. Musiałam mu w czymś przeszkodzić, bo zauważyłam również zeszyt rzucony niedbale z pozapisywanymi chwytami gitarowymi. Komponował?
-Masz, napij się.- Postawił przede mną kubek z parującą zawartością. Rzuciłam się na niego i okazało się, że to herbata. Nie zdawałam sobie sprawy jaka byłam przemarznięta dopóki nie wzięłam pierwszego łyku. Przyjemne ciepło rozlało mi się po brzuchu i aż zamruczałam z rozkoszy.
-Więc co się stało, że szwędałaś się po moim osiedlu?
Pan wybawiciel usiadł na przeciwległym brzegu kanapy i rozsiadł się wygodnie. Dalej nie wiedziałam, czy mam mu zaufać, ale patrzył na mnie tak intensywnie, że słowa same wypłynęły mi na usta.
-Facet... Za dwa miesiące zaczynam naukę w Helsinkach i umówiłam się przez internet z takim jednym, żeby mi pokazał miasto. Okazało się, że planował tylko dobranie mi się do majtek, więc jak tylko zaczął mi składać jakieś propozycje, uciekłam.
Moja opowieść musiała go nieźle rozbawić bo jak tylko skończyłam, wybuchnął śmiechem.
-Umawiasz się z jakimś obcym facetem przez internet i jesteś zbulwersowana ze zaczyna się do ciebie przystawiać? Na pewno masz 20 lat czy 12?- Odstawiłam pusty już kubek na stolik z takim impetem, że się cały zatrząsł. Jak on śmie się ze mnie śmiać?! Może jestem naiwna, ale nikt nie będzie się ze mnie śmiał!
-Więc przepraszam pana ale skoro ma się pan śmiać z mojej tragicznej sytuacji to ja już pójdę
-Siadaj, nie chciałem być niemiły. To po prostu nieprawdopodobne co mi opowiadasz. Ktoś wie, że tu jesteś? Rodzice, znajomi?
Posmutniałam. Zauważył to bo zaczął mi się przyglądać uważniej.
-Jestem sama, moi rodzice nie żyją, mam jeszcze ciotkę, ale mało ją interesuje co robię.
Właściwie nie muszę mu się tłumaczyć. Prosiłam o pomoc w dotarciu na lotnisko, a nie o konsultacje psychologiczną i analizę mojego zachowania. Odkąd rok temu zginęli rodzice nikomu się nie tłumaczyłam. Jemu też nie zamierzałam. Nawet nie wiedziałam jak ma na imię.
-Słuchaj, zawieź mnie na lotnisko, dworzec albo chociaż do centrum, poradzę sobie.
-Jesteś Rosjanką?- kompletnie mnie zignorował.
-Tak, jestem Rosjanką. Proszę cię, zawieź mnie na to lotnisko.
-Mam na imię Mikael, możesz mi mówić Mikko. Prześpisz się u mnie a rano zawiozę cię do miasta. Pociągiem, bo nie mam samochodu. Idź na górę do łazienki, ogarnij się, przebierz na pościele ci na kanapie i zrobię coś do jedzenia.
Wzięłam mój plecak i poszłam na górę. Bez trudu znalazłam łazienkę i spojrzałam w lusterko. Jezu, jak ja wyglądam?! Oczy podkrążone, blada, wymizerowana, włosy mokre, sterczące we wszystkie strony. Umyłam szybko twarz, zęby, przebrałam się w suche ciuchy. Bałam się, bardzo się bałam, że Mikko zrobi mi krzywdę. W końcu nie znałam go, nie wiedziałam czy mogę mu zaufać. Chociaż z drugiej strony teraz już raczej trochę za późno na zastanawianie się nad niebezpieczeństwem. Nie miałam wyboru, musiałam mu zaufać.
Zebrałam swoje rzeczy do plecaka i zeszłam na dół. Mikko krzątał się po kuchni. Poczułam się nagle nieziemsko zmęczona a ta kanapa wyglądała tak zachęcająco... Położyłam się i przykryłam się kocem. Ogarnęła mnie błogość i w tej samej chwili zasnęłam...
Moja mama zawsze mi truła, że moja naiwność kiedyś mnie zgubi. Zawsze dawałam sobie wciskać zupełnie nie potrzebne mi artykuły od akwizytorów, wracałam późno do domu, bo koleżanka namawiała mnie do robienia jakiś głupot. Ale sytuacja, w której znalazłam się teraz przebiła wszytko inne...
Za dwa miesiące zaczynam naukę na Akademii Sibeliusa w Helsinkach i uznałam, że dobrym pomysłem będzie znalezienie na Facebooku innych uczniów i zawarcie znajomości za w czasu. Nie chciałam dołączyć w połowie roku akademickiego i nie znać tam nikogo. Poznałam przez internet chłopaka, nazywał się Jyrki. Pisaliśmy ze sobą od pewnego czasu, wydawał się miły i rozsądny więc gdy zaprosił mnie do siebie, żeby pokazać mi miasto, oprowadzić po szkole, nie wahałam się. spakowałam się w plecak i złapałam najbliższy samolot z Moskwy.
Niestety tu okazało się, że mama miała rację wytykając mi moją naiwność przez te wszystkie lata. Okazało się, że Jyrki opacznie zrozumiał moje intencje. Gdy odebrał mnie z lotniska i ruszyliśmy w drogę do jego domu zaczął się do mnie przystawiać. Nie znałam fińskiego, mówiłam tylko po rosyjsku i angielsku, ale to co mówił razem, ze spojrzeniami, które mi rzucał i gestami dało mi jasny obraz tego czego on ode mnie oczekuje. Byliśmy gdzieś na totalnym zadupiu gdy zatrzymał auto i powiedział tym razem po angielsku, że jeśli chce jechać dalej muszę mu "zapłacić", bo przecież nie ściągnął mnie tu bezinteresownie i, że od początku wyglądałam mu na puszczalską sukę. Zaczął gładzić się wymownie po wybrzuszeniu na kroczu.
Może i byłam naiwna, ale nie jestem dziwką. Złapałam swój plecak z tylnego siedzenia i wyskoczyłam z samochodu jak by się paliło. To była kolejna ze złych decyzji które podjęłam, ale wolałam już błąkać się po ulicach Helsinek i prosić o pomoc od domu do domu, niż dać demu dupkowi tego czego ode mnie oczekiwał.
Tak więc znalazłam się w środku nocy, na mrozie, gdzieś na obrzeżach miasta, targając ze sobą ten cholerny plecak i czując, że śnieg coraz bardziej przemacza mi buty i nogawki spodni. Na domiar złego z nieba zaczynały lecieć drobniutkie płatki. Moja sytuacja była nieciekawa...
W trzech pierwszych domach do których zapukałam, nikt nie znał angielskiego. W dwóch kolejnych nikt mi nawet nie otworzył. Im bliżej byłam końca zamkniętej ulicy tym bardziej panikowałam. A jeśli przyjdzie mi spędzić noc na mrozie? Już wyobrażałam sobie jak rano znajdują moje zamarznięte zwłoki i minę ciotki Bierty, gdy informują ją, że zamarzłam gdzieś na zadupiu przedmieścia Helsinek.
Z duszą na ramieniu zapukałam do przedostatniego domu na tej ulicy. W oknach widać było słabe światło. Gdy drzwi się otworzyły, wpatrzona w buty wyrecytowałam po angielsku swoją formułkę:
-Dobry wieczór, nazywam się Mina Fiodorow, zgubiłam się i potrzebuje pomocy, nie znam fińskiego.
Stałam chyba tak wieczność zapatrzona w te cholerne buciory, gdy usłyszałam zdanie wypowiedziane najbardziej męskim i seksownym głosem jaki w życiu słyszałam
-Nie jesteś trochę za młoda, żeby się szwendać po nocach?
Podniosłam wzrok i w pierwszej chwili nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Ba, nie dotarło do mnie nawet co on mi odpowiedział. Na progu stał mężczyzna na pierwszy rzut oka nieco starszy ode mnie. Nie był oszałamiająco przystojny, twarz raczej o klasycznych rysach z wysokimi kośćmi policzkowymi. włosy miał ciemne, nie wiem jakiej długości bo miał je zebrane do tylu. Ale za to jego oczy były niezwykle, szafirowe z rzęsami tak gęstymi, że wydawało mi się w pierwszej chwili, że są obrysowane kredką.
Zaraz chwila. Za młoda?!
- Mam dwadzieścia lat! Poza tym niech pan mi uwierzy, naprawdę tego nie planowałam.
Spojrzał na mnie podejrzliwie i jak by się nad czymś intensywnie zastanawiał, a mnie złapały dreszcze. Przemoczone ubranie dawało o sobie znać. Mój wybawiciel westchnął ciężko i przesunął się w drzwiach i pokazał mi ręką, że mam wejść do środka. Znowu usłyszałam w głowie głos mamy, gderający o mojej naiwności. Ale nie miałam wyboru, prawda? Była prawie druga w nocy, mróz, śnieżyca. Po chwili stałam w słabo oświetlonym salonie. Na pierwszy rzut oka było widać, że koleś mieszka sam. Za małym przedsionkiem znajdował się salonik, z czerwono czarnym narożnikiem i małym stoliczkiem. W oknie nie było żadnej firanki ani zasłonki, było za to szczelnie zasłonięte kawałkiem czerwonego materiału, który był przyklejony do górnej ramy za pomocą taśmy klejącej, po lewo od kanapy były schody na górę a za nimi mala kuchnia, urządzona na biało, z taką samą imitacją rolety w oknie. Dodam jeszcze, że wszędzie walały się puszki i butelki, chyba po piwie i innym alkoholu, opakowania po fast foodach i puste paczki po papierosach. Wspaniale, z deszczu pod rynnę. Uciekłam jednemu świrowi, żeby wejść do domu drugiego.
-Usiądź sobie.
Zdjęłam buty i poczłapałam w stronę kanapy. nogawki moich spodni i przemoczone skarpetki zostawiały za sobą mokre ślady, ale biorąc pod uwagę, że tak powiem, wystrój wnętrza raczej nie zrobiłam większego bałaganu. Pan wybawiciel poszedł do kuchni a ja rozejrzałam się po salonie. Teraz dopiero zauważyła, że pan domu musi być muzykiem, bo na podłodze oprócz butelek i pudełek walały się także płyty winylowe, a o stolik stała oparta gitara. Musiałam mu w czymś przeszkodzić, bo zauważyłam również zeszyt rzucony niedbale z pozapisywanymi chwytami gitarowymi. Komponował?
-Masz, napij się.- Postawił przede mną kubek z parującą zawartością. Rzuciłam się na niego i okazało się, że to herbata. Nie zdawałam sobie sprawy jaka byłam przemarznięta dopóki nie wzięłam pierwszego łyku. Przyjemne ciepło rozlało mi się po brzuchu i aż zamruczałam z rozkoszy.
-Więc co się stało, że szwędałaś się po moim osiedlu?
Pan wybawiciel usiadł na przeciwległym brzegu kanapy i rozsiadł się wygodnie. Dalej nie wiedziałam, czy mam mu zaufać, ale patrzył na mnie tak intensywnie, że słowa same wypłynęły mi na usta.
-Facet... Za dwa miesiące zaczynam naukę w Helsinkach i umówiłam się przez internet z takim jednym, żeby mi pokazał miasto. Okazało się, że planował tylko dobranie mi się do majtek, więc jak tylko zaczął mi składać jakieś propozycje, uciekłam.
Moja opowieść musiała go nieźle rozbawić bo jak tylko skończyłam, wybuchnął śmiechem.
-Umawiasz się z jakimś obcym facetem przez internet i jesteś zbulwersowana ze zaczyna się do ciebie przystawiać? Na pewno masz 20 lat czy 12?- Odstawiłam pusty już kubek na stolik z takim impetem, że się cały zatrząsł. Jak on śmie się ze mnie śmiać?! Może jestem naiwna, ale nikt nie będzie się ze mnie śmiał!
-Więc przepraszam pana ale skoro ma się pan śmiać z mojej tragicznej sytuacji to ja już pójdę
-Siadaj, nie chciałem być niemiły. To po prostu nieprawdopodobne co mi opowiadasz. Ktoś wie, że tu jesteś? Rodzice, znajomi?
Posmutniałam. Zauważył to bo zaczął mi się przyglądać uważniej.
-Jestem sama, moi rodzice nie żyją, mam jeszcze ciotkę, ale mało ją interesuje co robię.
Właściwie nie muszę mu się tłumaczyć. Prosiłam o pomoc w dotarciu na lotnisko, a nie o konsultacje psychologiczną i analizę mojego zachowania. Odkąd rok temu zginęli rodzice nikomu się nie tłumaczyłam. Jemu też nie zamierzałam. Nawet nie wiedziałam jak ma na imię.
-Słuchaj, zawieź mnie na lotnisko, dworzec albo chociaż do centrum, poradzę sobie.
-Jesteś Rosjanką?- kompletnie mnie zignorował.
-Tak, jestem Rosjanką. Proszę cię, zawieź mnie na to lotnisko.
-Mam na imię Mikael, możesz mi mówić Mikko. Prześpisz się u mnie a rano zawiozę cię do miasta. Pociągiem, bo nie mam samochodu. Idź na górę do łazienki, ogarnij się, przebierz na pościele ci na kanapie i zrobię coś do jedzenia.
Wzięłam mój plecak i poszłam na górę. Bez trudu znalazłam łazienkę i spojrzałam w lusterko. Jezu, jak ja wyglądam?! Oczy podkrążone, blada, wymizerowana, włosy mokre, sterczące we wszystkie strony. Umyłam szybko twarz, zęby, przebrałam się w suche ciuchy. Bałam się, bardzo się bałam, że Mikko zrobi mi krzywdę. W końcu nie znałam go, nie wiedziałam czy mogę mu zaufać. Chociaż z drugiej strony teraz już raczej trochę za późno na zastanawianie się nad niebezpieczeństwem. Nie miałam wyboru, musiałam mu zaufać.
Zebrałam swoje rzeczy do plecaka i zeszłam na dół. Mikko krzątał się po kuchni. Poczułam się nagle nieziemsko zmęczona a ta kanapa wyglądała tak zachęcająco... Położyłam się i przykryłam się kocem. Ogarnęła mnie błogość i w tej samej chwili zasnęłam...
Powroty, powroty... ;)
Troszkę zamarudziłam. Teraz ruszam z kopyta z czymś nowym i mam nadzieję o lepszej jakości. Co do poprzedniego opowiadania, gdy zaczęłam je pisać zaczęły dziać się w moim życiu okropne rzeczy, przez co nie miałam czasu na pisanie, a to wiązało się z utratą weny. Teraz już jest dobrze, mam w głowie pewien pomysł, który już w 20% jest przelany do Worda :P
Subskrybuj:
Posty (Atom)