I
Moja mama zawsze mi truła, że moja naiwność kiedyś mnie zgubi. Zawsze dawałam sobie wciskać zupełnie nie potrzebne mi artykuły od akwizytorów, wracałam późno do domu, bo koleżanka namawiała mnie do robienia jakiś głupot. Ale sytuacja, w której znalazłam się teraz przebiła wszytko inne...
Za dwa miesiące zaczynam naukę na Akademii Sibeliusa w Helsinkach i uznałam, że dobrym pomysłem będzie znalezienie na Facebooku innych uczniów i zawarcie znajomości za w czasu. Nie chciałam dołączyć w połowie roku akademickiego i nie znać tam nikogo. Poznałam przez internet chłopaka, nazywał się Jyrki. Pisaliśmy ze sobą od pewnego czasu, wydawał się miły i rozsądny więc gdy zaprosił mnie do siebie, żeby pokazać mi miasto, oprowadzić po szkole, nie wahałam się. spakowałam się w plecak i złapałam najbliższy samolot z Moskwy.
Niestety tu okazało się, że mama miała rację wytykając mi moją naiwność przez te wszystkie lata. Okazało się, że Jyrki opacznie zrozumiał moje intencje. Gdy odebrał mnie z lotniska i ruszyliśmy w drogę do jego domu zaczął się do mnie przystawiać. Nie znałam fińskiego, mówiłam tylko po rosyjsku i angielsku, ale to co mówił razem, ze spojrzeniami, które mi rzucał i gestami dało mi jasny obraz tego czego on ode mnie oczekuje. Byliśmy gdzieś na totalnym zadupiu gdy zatrzymał auto i powiedział tym razem po angielsku, że jeśli chce jechać dalej muszę mu "zapłacić", bo przecież nie ściągnął mnie tu bezinteresownie i, że od początku wyglądałam mu na puszczalską sukę. Zaczął gładzić się wymownie po wybrzuszeniu na kroczu.
Może i byłam naiwna, ale nie jestem dziwką. Złapałam swój plecak z tylnego siedzenia i wyskoczyłam z samochodu jak by się paliło. To była kolejna ze złych decyzji które podjęłam, ale wolałam już błąkać się po ulicach Helsinek i prosić o pomoc od domu do domu, niż dać demu dupkowi tego czego ode mnie oczekiwał.
Tak więc znalazłam się w środku nocy, na mrozie, gdzieś na obrzeżach miasta, targając ze sobą ten cholerny plecak i czując, że śnieg coraz bardziej przemacza mi buty i nogawki spodni. Na domiar złego z nieba zaczynały lecieć drobniutkie płatki. Moja sytuacja była nieciekawa...
W trzech pierwszych domach do których zapukałam, nikt nie znał angielskiego. W dwóch kolejnych nikt mi nawet nie otworzył. Im bliżej byłam końca zamkniętej ulicy tym bardziej panikowałam. A jeśli przyjdzie mi spędzić noc na mrozie? Już wyobrażałam sobie jak rano znajdują moje zamarznięte zwłoki i minę ciotki Bierty, gdy informują ją, że zamarzłam gdzieś na zadupiu przedmieścia Helsinek.
Z duszą na ramieniu zapukałam do przedostatniego domu na tej ulicy. W oknach widać było słabe światło. Gdy drzwi się otworzyły, wpatrzona w buty wyrecytowałam po angielsku swoją formułkę:
-Dobry wieczór, nazywam się Mina Fiodorow, zgubiłam się i potrzebuje pomocy, nie znam fińskiego.
Stałam chyba tak wieczność zapatrzona w te cholerne buciory, gdy usłyszałam zdanie wypowiedziane najbardziej męskim i seksownym głosem jaki w życiu słyszałam
-Nie jesteś trochę za młoda, żeby się szwendać po nocach?
Podniosłam wzrok i w pierwszej chwili nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Ba, nie dotarło do mnie nawet co on mi odpowiedział. Na progu stał mężczyzna na pierwszy rzut oka nieco starszy ode mnie. Nie był oszałamiająco przystojny, twarz raczej o klasycznych rysach z wysokimi kośćmi policzkowymi. włosy miał ciemne, nie wiem jakiej długości bo miał je zebrane do tylu. Ale za to jego oczy były niezwykle, szafirowe z rzęsami tak gęstymi, że wydawało mi się w pierwszej chwili, że są obrysowane kredką.
Zaraz chwila. Za młoda?!
- Mam dwadzieścia lat! Poza tym niech pan mi uwierzy, naprawdę tego nie planowałam.
Spojrzał na mnie podejrzliwie i jak by się nad czymś intensywnie zastanawiał, a mnie złapały dreszcze. Przemoczone ubranie dawało o sobie znać. Mój wybawiciel westchnął ciężko i przesunął się w drzwiach i pokazał mi ręką, że mam wejść do środka. Znowu usłyszałam w głowie głos mamy, gderający o mojej naiwności. Ale nie miałam wyboru, prawda? Była prawie druga w nocy, mróz, śnieżyca. Po chwili stałam w słabo oświetlonym salonie. Na pierwszy rzut oka było widać, że koleś mieszka sam. Za małym przedsionkiem znajdował się salonik, z czerwono czarnym narożnikiem i małym stoliczkiem. W oknie nie było żadnej firanki ani zasłonki, było za to szczelnie zasłonięte kawałkiem czerwonego materiału, który był przyklejony do górnej ramy za pomocą taśmy klejącej, po lewo od kanapy były schody na górę a za nimi mala kuchnia, urządzona na biało, z taką samą imitacją rolety w oknie. Dodam jeszcze, że wszędzie walały się puszki i butelki, chyba po piwie i innym alkoholu, opakowania po fast foodach i puste paczki po papierosach. Wspaniale, z deszczu pod rynnę. Uciekłam jednemu świrowi, żeby wejść do domu drugiego.
-Usiądź sobie.
Zdjęłam buty i poczłapałam w stronę kanapy. nogawki moich spodni i przemoczone skarpetki zostawiały za sobą mokre ślady, ale biorąc pod uwagę, że tak powiem, wystrój wnętrza raczej nie zrobiłam większego bałaganu. Pan wybawiciel poszedł do kuchni a ja rozejrzałam się po salonie. Teraz dopiero zauważyła, że pan domu musi być muzykiem, bo na podłodze oprócz butelek i pudełek walały się także płyty winylowe, a o stolik stała oparta gitara. Musiałam mu w czymś przeszkodzić, bo zauważyłam również zeszyt rzucony niedbale z pozapisywanymi chwytami gitarowymi. Komponował?
-Masz, napij się.- Postawił przede mną kubek z parującą zawartością. Rzuciłam się na niego i okazało się, że to herbata. Nie zdawałam sobie sprawy jaka byłam przemarznięta dopóki nie wzięłam pierwszego łyku. Przyjemne ciepło rozlało mi się po brzuchu i aż zamruczałam z rozkoszy.
-Więc co się stało, że szwędałaś się po moim osiedlu?
Pan wybawiciel usiadł na przeciwległym brzegu kanapy i rozsiadł się wygodnie. Dalej nie wiedziałam, czy mam mu zaufać, ale patrzył na mnie tak intensywnie, że słowa same wypłynęły mi na usta.
-Facet... Za dwa miesiące zaczynam naukę w Helsinkach i umówiłam się przez internet z takim jednym, żeby mi pokazał miasto. Okazało się, że planował tylko dobranie mi się do majtek, więc jak tylko zaczął mi składać jakieś propozycje, uciekłam.
Moja opowieść musiała go nieźle rozbawić bo jak tylko skończyłam, wybuchnął śmiechem.
-Umawiasz się z jakimś obcym facetem przez internet i jesteś zbulwersowana ze zaczyna się do ciebie przystawiać? Na pewno masz 20 lat czy 12?- Odstawiłam pusty już kubek na stolik z takim impetem, że się cały zatrząsł. Jak on śmie się ze mnie śmiać?! Może jestem naiwna, ale nikt nie będzie się ze mnie śmiał!
-Więc przepraszam pana ale skoro ma się pan śmiać z mojej tragicznej sytuacji to ja już pójdę
-Siadaj, nie chciałem być niemiły. To po prostu nieprawdopodobne co mi opowiadasz. Ktoś wie, że tu jesteś? Rodzice, znajomi?
Posmutniałam. Zauważył to bo zaczął mi się przyglądać uważniej.
-Jestem sama, moi rodzice nie żyją, mam jeszcze ciotkę, ale mało ją interesuje co robię.
Właściwie nie muszę mu się tłumaczyć. Prosiłam o pomoc w dotarciu na lotnisko, a nie o konsultacje psychologiczną i analizę mojego zachowania. Odkąd rok temu zginęli rodzice nikomu się nie tłumaczyłam. Jemu też nie zamierzałam. Nawet nie wiedziałam jak ma na imię.
-Słuchaj, zawieź mnie na lotnisko, dworzec albo chociaż do centrum, poradzę sobie.
-Jesteś Rosjanką?- kompletnie mnie zignorował.
-Tak, jestem Rosjanką. Proszę cię, zawieź mnie na to lotnisko.
-Mam na imię Mikael, możesz mi mówić Mikko. Prześpisz się u mnie a rano zawiozę cię do miasta. Pociągiem, bo nie mam samochodu. Idź na górę do łazienki, ogarnij się, przebierz na pościele ci na kanapie i zrobię coś do jedzenia.
Wzięłam mój plecak i poszłam na górę. Bez trudu znalazłam łazienkę i spojrzałam w lusterko. Jezu, jak ja wyglądam?! Oczy podkrążone, blada, wymizerowana, włosy mokre, sterczące we wszystkie strony. Umyłam szybko twarz, zęby, przebrałam się w suche ciuchy. Bałam się, bardzo się bałam, że Mikko zrobi mi krzywdę. W końcu nie znałam go, nie wiedziałam czy mogę mu zaufać. Chociaż z drugiej strony teraz już raczej trochę za późno na zastanawianie się nad niebezpieczeństwem. Nie miałam wyboru, musiałam mu zaufać.
Zebrałam swoje rzeczy do plecaka i zeszłam na dół. Mikko krzątał się po kuchni. Poczułam się nagle nieziemsko zmęczona a ta kanapa wyglądała tak zachęcająco... Położyłam się i przykryłam się kocem. Ogarnęła mnie błogość i w tej samej chwili zasnęłam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz