poniedziałek, 20 października 2014

VIII

Jak to zazwyczaj bywa po bolesnych rozstaniach wypracowałam sobie pewien rytm dnia i starałam się go za wszelką cenę trzymać, żeby nie myśleć o tym kretynie.

*Wstać.

*Zjeść.   

*Iść na zajęcia.

*W przerwie obiadowej słuchać trajkotania Anny.

*Zajęcia.

*Zjeść.

*Ćwiczyć.

*Zjeść.

*iść spać.

*Powtarzać codziennie, aż do usranej śmierci.

Z pracy w tej zasmarkanej kawiarni zrezygnowałam po tym jak okazało się, że szef od początku wykorzystywał mnie do ciężkiej harówki a płacił mniej niż najniższą krajową. Więc byłam zmuszona zacząć szukać jakiejś innej pracy, na co kompletnie nie miałam czasu ani energii. Po dwóch tygodniach od naszego rozstania przestałam nawet obsesyjnie sprawdzać portale plotkarskie. Bo po prostu nic na nich nie pisali, oprócz małej wzmianki z ogólnego podsumowania tej wspaniałej gali. Było mi przykro, bardzo przykro i cały czas miałam nadzieję, że nie odzywa się do mnie bo nie ma czasu/jest zajęty nową płytą/koncertuje... Możliwości było tyle na ile ograniczona była moja wyobraźnia.

Codziennie dzwoniłam do Tatiany, rozmowa z nią bardzo mi pomagała, chociaż gadałyśmy o zwykłych pierdołach. Nie poruszałam już tematu Mikaela, oprócz następnego dnia po naszym rozstaniu, kiedy to opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami. Udawałam przed nią, że wcale mi na nim nie zależy, że po prostu "dobrze się bawiliśmy", nie chciałam żeby obsypała mnie swoimi dobrymi radami i użalała się nade mną. Tym bardziej nie chciałam usłyszeć jej popisowego "A NIE MÓWIŁAM!".

Przeżyłam również chwile grozy, gdy spóźniał mi się okres. Już zaczęłam sobie wyobrażać minę ciotki Bierty, gdy wracam do Moskwy z dzieckiem w brzuchu, bez męża. Po dwóch dniach nerwów, płaczów i przekleństw złapałam za telefon, żeby zadzwonić do Mikko i pochwalić się że będzie tatusiem, zaczęłam krwawić. Nigdy więcej seksu bez zabezpieczeń, tego jestem pewna!

                                                          ***

Równo dwa tygodnie po akcji w sklepie, Anna i Monica postanowiły, że mają dosyć mojej markotnej miny i chińskie żarcie na pewno mnie rozweseli. Miło wiedzieć, że wyglądam na żarłoka, ale nie mogę zaprzeczyć: wizja wspaniałego kurczaka w pięciu smakach z ryżem, polanego sosem słodko-kwaśnym od razu wprawia mnie w lepszy nastrój. Poszłyśmy na małe zakupy i zaszłyśmy do tej chińskiej knajpki do której codziennie jedliśmy z Mikko. Gdy weszłyśmy do środka starałam się za wszelką cenę nie spojrzeć na "nasz" stolik. Usiadłyśmy w drugim końcu sali, tak, żebym miała go za plecami, po co się bez sensu torturować wspomnieniami?

Jedzenie jest jednak najlepszym przyjacielem kobiety w sytuacji kryzysowej. Jeden kęs mojego pysznego kurczaczka, przyjemna rozmowa z dziewczynami i w końcu z ramion spadł mi cały ciężar a ja w końcu poczułam się rozluźniona.

-...no bo naprawdę Mina, ile można siedzieć w domu i lamentować? od tej pory będziemy codziennie zabierały cię na chińszczyznę, skoro tak to na ciebie działa.

-Tak, tak, a później będziecie mnie wiozły na uczelnie na taczce, bo nie będę w stanie sama iść.

-To po chińszczyźnie wysiadają nogi?!

-Tak Monica, puchną i odpadają jeśli zjesz za dużo...

Anna nagle urwała i obie z Panną Niekumatą utkwiły przerażony wzrok gdzieś ponad moim ramieniem. Domyślałam się już kto wszedł do środka, na kogo innego by tak zareagowały?

-Co się stało?

-Lepiej się nie odwracaj....

-Daj spokój Anna, przecież to nie tak, że rzucę się na ziemię z płaczem jak go zobaczę.Bo to on, prawda? Mikko przyszedł?

-Tak, ale on nie jest sam....

Odwróciłam się jak na komendę. Rzeczywiście nie był sam, on i jego towarzyszka właśnie mościli się przy "naszym" stoliku. Przeklęty sukinsyn wyglądał na bardzo szczęśliwego i dumnego, jak odsunął jej krzesło i pomógł jej usiąść. W końcu na takich szpilkach sama nie dałaby rady... I wtedy mnie trafiło. Anna i Monica próbowały coś do mnie zagadać,a ja słyszałam ich głosy jakby z oddali, nie mogąc odwrócić głowy od dziewczyny, która towarzyszyła Mikko. Siedziała do mnie tyłem, ale nie mogłam się pomylić. Te ciemne loki mogły należeć tylko do Tatiany.

2 komentarze:

  1. Heja :). Przeglądając bloga babeczki znalazłam ciebie i przeczytałam wszystko co tu wstawiłaś - i co tu dużo mówić - mało o smakowicie! Jestem zakochana i uzależniona, szukając blogów do obserwacji, twój stawiam na jednym z pierwszych miejsc. Pisz, pisz rozwijaj się.
    /Paw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję bardzo :) piszę i piszę i stwierdzam, ze kolejna część jutro ;)

      Usuń